Mieszkam z moim ojcem, emerytem. Tak się złożyło, że musiałam go zabrać do siebie. Mój mąż zmarł dawno temu. Mieszkałam tylko z córką i zabrałam tatę do siebie w związku z wirusem, który opanował nasz kraj. Dom taty jest dość duży, jego emerytura nie wystarczy nawet, aby zapłacić za media w zimie. Zawsze pomagałam mu finansowo, a kiedy wybuchła pandemia, było to w ogóle niemożliwe. Nie było pracy, od czasu do czasu pracowałam w niepełnym wymiarze godzin, aby przynajmniej wystarczyło na jedzenie.
Postanowiłam więc, że będziemy wynajmować dom ojca, a jego zabiorę do siebie. Mieliśmy szczęście, ponieważ córka pracowała w kawiarni na wynos i mogła finansowo wspierać rodzinę.
Wkrótce córka znalazła chłopaka. Pracował w biurze. Miał prestiżową pracę, ale przez koronawirusa również ją stracił. Potem córka zaproponowała swojemu Olkowi, aby pracował z nią w kawiarni. Olek się zgodził.
Wkrótce się pobrali. Wesele było skromne. Olek i Maria mieszkali z nami w mieszkaniu. Jednak mężczyzna nie mógł nawiązać dobrych relacji z moim ojcem. Olek ogląda zbyt głośno telewizor, a potem siedzi przy komputerze do późna w nocy, ojcu to przeszkadzało. Starałam się poprawić między nimi relacje. Jednak nie udało mi się.
Później córka przekazała mi irytującą wiadomość, że chcą zamieszkać z rodzicami Olka. Martwię się o nią, ponieważ miasto, w którym znajduje się mieszkanie rodziców Olka, jest duże. Nie wiem, jak poradzi sobie z teściową, ponieważ zauważyła, że nie jest łatwą kobietą. Próbowałam porozmawiać z Olkiem i powiedzieć, żeby mniej zwracał uwagę na mojego tatę, ale nie, Olek nie lubi, gdy się go czepia. Nie zdaje sobie sprawy, że starsi ludzie czasami po prostu tacy są. Boję się o córkę i martwię się, czy wszystko będzie dobrze.
