Jeśli rozpatrywać męskie zastrzeżenia w stylu “co to się z nią stało?”, to bywają one dwóch rodzajów: “czemu ona nagle odeszła?” i “czemu ona nagle przypomniała sobie stare urazy?”. Jeśli chodzi o pierwsze, wszystko jest jasne – doznał i odszedł. Ale te drugie są ciekawe – jakbyśmy byli na planie filmowym.
Ja na przykład niedawno poznałam historię pewnego pana, który po trzydziestce poślubił niedawną studentkę, delikatną i brzęczącą. Małżeństwo płynnie przerodziło się w okres urlopowy, potem żona zaczęła pracować w domu – dochód męża na to wystarczał. Tym bardziej, że pracował on nie w kopalni, a czerpał dochody z własnej działalności (kiedyś dobrze zainwestował dziedzictwo). I wszystko byłoby w porządku, ale esteta-mąż zawsze miał wiele zastrzeżeń co do wyglądu żony: przytyła, zbrzydła, nie wyglądasz tak, jak ta dziewczyna, w którą się zakochałem… A z jego punktu widzenia żona-domatorka to nie tylko cenny futerko (skreślono) gorący barszcz i tłusty pilaw. Ale także posiadanie wolnego czasu, aby zajmować się mężem (jak zrozumiałam, ta “troska” dochodziła do absurdu – przynieś herbatę, przynieś ciasteczka, podetrzyj mnie, i tak dalej).
“To idylla” trwała wiele lat, ale zakończyła się praktycznie z dnia na dzień. Procesy ogólnoświatowe podkopały biznes męża, a pod wpływem okoliczności oboje znaleźli nową pracę. Tymczasem mąż, osłabiony obniżeniem swoich dochodów, zaczął jeść i popijać stres. A jak się okazało, żonie wystarczyło po prostu pozbyć się dnia świstaka, aby wrócić do formy. Tym bardziej, że ich dziecko już podrosło i potrzebowało znacznie mniej uwagi. I oto spotkali się jak lód i płomień. Żona ognistymi oczami, po raz pierwszy od czasów studiów zobaczyła wielki świat, jakimś cudem raptownie wspięła się na górę. Tak bywa z ludźmi, którzy długo trzymali swój potencjał, nagle się rozluźniają, jak sprężyna. A mąż, przemieszczając się z kategorii “pan życia” do kategorii “zwykły pracownik najemny”.
Różnice w postrzeganiu świata szybko wpłynęły na wygląd zewnętrzny. Teraz u męża pojawiły się różne wybrzuszenia, fałdy i opuchlizny. A żona, trzy razy w tygodniu po pracy, polerowała swoją nową, zgrabną sylwetkę na siłowni. W towarzystwie podobnych koleżanek. Oni, prawdopodobnie, wszystko zepsuli. A także psychoterapeuta, który poradził zaprzestać wszystkich tych “podaj-przynieś”.
– Nie widzisz, że jestem chory! – jęczał mąż, nawykły do tego, aby żądać ciastek.
– To przez twoją nadwagę! Musisz schudnąć, wtedy będzie łatwiej! – powiedziała żona.
– A kto będzie się mną opiekował? – pyta mąż.
Na to pytanie nie było odpowiedzi. Zamiast tego na męża spadł deszcz starych urazów.
Finał tej historii nie jest smutny, ale przewidywalny. Oni się spotykają, oni się rozstają. A warunkiem pełnego pojednania żona postawiła mężowi warunek schudnięcia i zdrowego trybu życia. Wyłącznie z zemsty, jak uznał on. Ale zapisuje się do siłowni. Teraz to on – otyły
