Mąż postawił sprawę na ostrzu noża – albo on, albo przyszłe dziecko

Swojego przyszłego męża poznałam przypadkiem na jednym z koncertów rockowej muzyki w aranżacji estradowej. Oklaskując wirtuozów, zgubiłam program, a Władysław uprzejmie pomógł mi go odnaleźć w ciemności widowni.

W przerwie rozmawialiśmy o pierwszej części koncertu, potem się poznaliśmy. Zarówno on, jak i ja przyszliśmy na wydarzenie samotnie, a kontynuacja rozmowy już po zakończeniu drugiej części, w kawiarni, była logicznym zakończeniem wieczoru. Mężczyzna nie nalegał na nic, jak to często bywa w takich sytuacjach, po prostu odprowadził mnie do domu. Ale wymieniliśmy numerami telefonów.

Okres miodowy w naszych związkach nie trwał długo. Władysław zrobił mi oświadczyny już po miesiącu, a po kolejnym miesiącu już się pobraliśmy.

Przyjaciółki były zdziwione, jak to się stało, że tak pochopnie wyszłam za mąż, ale wtedy wydawało mi się, że mój mąż jest bardzo solidnym i odpowiedzialnym mężczyzną, który pragnie rodzinnej miłości, ciepła i opieki, pragnie spadkobierców, ale się pomyliłam.

Pierwsze sygnały pojawiły się podczas naszego miesiąca miodowego. Władysław mimochodem zapytał, czy stosuję antykoncepcję, a ja zaskoczona odpowiedziałam, że nawet o tym nie myślałam i zapytałam, po co?

A tu mój mąż wyznał:

– Długo chciałem porozmawiać z tobą na ten temat. Sprawa w tym, że nie lubię dzieci i chciałbym, żeby nasza rodzina składała się tylko z nas obojga, rozumiesz mnie?

Pokiwałam ramionami:

– Nie do końca, przecież nie mówię, że planuję mieć dziecko za rok, ale w przyszłości…

Władysław przerwał:

– Nie, żadnej przyszłości, ani za rok, ani za pięć! Więc proszę, zadbaj, abyś nie “zajdzie” przypadkiem.

Postanowiwszy nie pogarszać sytuacji, wtedy milczałam, chociaż właśnie ta rozmowa była punktem wyjścia dla wszystkich kolejnych wydarzeń. Tak czy inaczej, zarówno mąż, jak i ja pozostaliśmy przy swoich zdaniach. On sądził, że wzięłam pod uwagę jego “cenne wskazówki”, a ja sądziłam, że kiedy zajdę w ciążę, wszystko się od razu zmieni, ponieważ wszystkie moje przyjaciółki i znajome, które zostały mamami, dużo opowiadały o swoich kaprysach w czasie ciąży, o trosce swoich mężów i o ich zachwytach podczas narodzin dzieci, zarówno chłopców, jak i dziewczynek. Na to właśnie liczyłam, kontynuując nasze intymne relacje bez żadnej ochrony.

Stopniowo nieprzyjemna rozmowa o braku dzieci w rodzinie została zapomniana, tym bardziej że Władysław nawet bez ciąży rozpieszczał mnie ciągle, zarówno prezentami, jak i niespodziankami, i wycieczkami na wakacje, inaczej mówiąc – to nie mąż, tylko skarb. Dobrze się bawiliśmy. Przy finansowych możliwościach Władysława było to łatwe i przyjemne, a ciąży postanowiłam nie przyspieszać, uważając, że wszystko przyjdzie samo.

Minęły dwa lata. Dlaczego do tego momentu nie doszło, nie wiem, być

może w odpowiednie dni odpoczywaliśmy od siebie nawzajem. A potem się pojawili – dwa pożądane paski. Poczekawszy jeszcze tydzień, powoli poszłam od męża do ginekologa i, upewniwszy się, że to jednak tak, postanowiłam powiedzieć “zainteresowanej stronie”. Przygotowałam w domu uroczystą kolację, zapaliłam świeczki i zaczęłam czekać na ukochanego.

Władysław wrócił z pracy trochę zmęczony, ale jego zmęczenie zniknęło jak ręką odjął, gdy zobaczył nakryty stół i mnie w jego ulubionej szlafroku. Siadliśmy, nalał trochę białego wina do kieliszków i chciał złożyć toast, ale ja go wyprzedziłam:

– Niech ja! Chcę ci powiedzieć, że bardzo cię kocham i będę po prostu szczęśliwa, stając się matką twojego dziecka!

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *