U Magdy jest dużo smutku na duszy. Jej mąż, Grześ, wyrzucił ją, jakby był nie kochającym mężczyzną i doskonałym gospodarzem domowym, a obojętnym łotrzykiem.
A wszystko zaczęło się tak.
Grześ kiedyś zaproponował Magdzie coś ciekawego:
– Chodźmy jutro, Magda, na działkę. Choć nie planowaliśmy nigdzie jechać. Upieczemy shashliki i odpoczniemy na świeżym powietrzu. Jeszcze zaprosiłem Adasia, kolegę. On jest wesołym gościem. W jego towarzystwie na świeżym powietrzu będzie nam miło. A pamiętasz go, tego Adasia! W zeszłym roku się ożenił – nawet mu czajnik na wesele daliśmy. Z Adasiem będzie jego przyjaciółka, Małgorzata. Aktorka miejscowego teatru.
– A co z młodą żoną Adasia? Będzie? – zapytała Magda.
– A żona – wegetarianka. Jakie jej shashliki? – odpowiedział Grześ.
Magda, oczywiście, ucieszyła się – w sobotę ma urodziny. Trzydzieści sześć lat – piękna data. A Grześ pewnie przygotowuje niespodziankę z tego powodu. Oto jak przebiegle namawia na działkę. Jakby o nim zapomniał. A sam – już ma w głowie niespodziankę. Na przykład przyjadą na działkę “Leśnik”, a tam stół nakryty krewetkami, a przyjaciółka z dzieciństwa Łucja z Tiumeni siedzi. Przyjechała, aby powitać nowo narodzoną. I razem z Łucją będą wrzeszczeć z radości z powodu spotkania. A Grześ wyjdzie z pięknym bukietem róż.
I tak jadą w sobotę na wypoczynek. Grześ rano, gdy się obudził, nie złożył gratulacji. Myślał tylko o Adasiu – jak to wspaniały facet i jak dobrze będą spędzać czas. A w samochodzie nawet milczał – kierował, gryzł pestki i pluł łuską przez okno. Muzyka nadal grała. Wesoła piosenka o tym, że już osiemnaście mi. Magda uśmiechała się – przecież dzisiaj ma osiemnaście lat. Dwa razy.
I patrzyła na Grzesia: o, milczy! Spryciarz!
I tak dotarli na działkę. Po drodze oczywiście kupili składniki do shashlików. Ale ciasta nie kupili. “Mięsa zjemy i będzie dobrze” – powiedział Grześ – “węgiel jeszcze przynieśmy dwa worki. A synowi Wasiek – loda kilo. Niech maluch ochłodzi duszę”.
A na działce było całkiem przyjemnie. Sierpień. Pachnie trawą i plonami. A jeszcze trochę niesie z beczki do podlewania – syn Wasiek coś tam w zeszły weekend tam utopił.
Trochę później przyjechali Adaś z Małgosią. Małgosia to prawdziwa aktorka. Przyjechała w boa i peruce. Adaś kręci się wokół niej i poprawia jej ramiączko na sukience. I sapie przy tym, choć jest żonaty.
Małgosia od razu położyła się pod jabłonią i ochładzała. Adaś chodził wokół niej i poprawiał ramiączko. A ona subtelnie chichotała i rzucała w Adasia bezczelną miną pluszowym ptakiem.
Sama Magda nakrywała stół – kroiła sałatkę. A syn Wasiek biegał z beczki. Chce się wykąpać w tej beczce.
I wszyscy usiedli do stołu. Adaś wstał, przekasłał się. I wygłosił toast:
– Ja, – mówi, – chcę wypić w ten cudowny dzień z doskonałego powodu: wczoraj mojej drogiej przyjaciółce Małgosi miała miejsce premiera! Dajmy więc przyklaski tej cudownej okazji! I oklaskujmy premierę!
I wszyscy oklaskiwali i raczyli szampana. A Wasiek – sok jabłkowy.
Później Grześ wstał. I wygłosił również toast. Za wiernych przyjaciół, mówi, chodźmy ich podpić.
I wszyscy się podpijali. I Adaś opowiadał różne dowcipy. A wszyscy śmiali się.
A Magdzie wcale nie było śmiesznie, a wręcz przeciwnie – łzy napływały. A co z jej osobistym triumfem? A co z dniem jej urodzin? Jak gdyby nie było innego powodu niż Małgosia w peruce i wierni przyjaciele?!
A Grześ je shashliki i słucha o premierach. Czasami krzyczy na Wasia – żeby już z beczki wyleźł.
A Magda na piątym toaście już nie wytrzymała. Wstała i powiedziała Grzesiowi.
– Przy okazji, Grzegorzu,
dzisiaj mam urodziny. Trzydzieści sześć lat minęło. Smutne święto.
I poszła niezdarnie płakać pod jabłonie. Każdemu by było przykro z takiego lekceważenia przez bliskich ludzi.
A Grześ uderzył się mocno w czoło. Wstał. I zaczął biegać po działce – rwać kwiaty: astery i mieczyki. A Adaś mu pomagał – paznokcie u sąsiadów podciął. Małgosia boa ze sobą zdjęła i dała Magdzie. Wasiek wyłowił żabki z beczki i też je podarował. A Magda płakała.
Później się pogodzili, oczywiście. Magda wysłuchała przeprosin. Paznokcie przyjęła. Ale i tak jakoś smutno. Mimo wszystko to uczucie osiada na duszy.
