Banialna historia mojego romansu z żonatym mężczyzną

Kiedy wspominam mój romans z Władysławem, łapię się na myśli, że okazałam się równie naiwna, jak wiele innych kobiet, które związały się z żonatymi mężczyznami.

Poznaliśmy się przypadkowo, kiedy spacerowałam ulicą po nieudanej próbie poznania kogoś, przeglądałam ogłoszenia na stronie internetowej dzień wcześniej i postanowiłam spróbować swojego szczęścia. Jednak, kiedy spotkałam się z “kandydatem” na moją rękę i serce, zobaczyłam przed sobą osobę o zupełnie innym wyglądzie niż na zdjęciu z portalu. Zapytałam, dlaczego tak upiększył swoją rzeczywistość i odjął sobie dziesięć lat. W odpowiedzi łysiejący mężczyzna zachichotał, mówiąc, że inaczej nikt by się nie zgodził na randkę i dodał, że wygląd i wiek to nie wszystko. Ja też się uśmiechnęłam i odesłałam go z jego marnym bukietem na erotyczną wędrówkę pieszą. Nastrój był popsuty, postanowiłam po prostu pospacerować, i po kilku kwartałach spotkałam Władysława. Nasze spojrzenia się skrzyżowały, on też miał wyraźnie niezbyt wesoły dzień, potem mężczyzna mi skinął, witając, ja odpowiedziałam i zaczęliśmy rozmawiać.

Rozmawialiśmy tamtego wieczora do późna, zapominając o naszych dziennych problemach, a żegnając się, umówiliśmy się na kolejne spotkanie.

To było już klasyczne randkowanie – z kwiatami, czekoladkami i szampanem. Władysław był samą galanterią, składał odpowiednie komplementy, nie sypał nimi jak z rogu obfitości, ale mówił je na czas i z umiarem. Tak zaczęły się nasze dorosłe relacje. Na czwartym lub piątym spotkaniu mój, jak już uważałam, mężczyzna, przyznał, że jest żonaty. Na moje zdziwienie odpowiedział, że to nic nie zmienia, że wkrótce się rozwiodą, wszystko już dawno zmierzało w tym kierunku, tylko dzieci trzymały ich razem.

Władysław mówił tak przekonująco i malował takie różowe perspektywy naszego wspólnego życia, że nie uwierzyć było po prostu niemożliwe.

Spotykaliśmy się u mnie, czasami Władysław zostawał na noc, nie drążyłam go pytaniami o żonę, dzieci, mając nadzieję, że wszystko idzie dokładnie tak, jak kochanek opowiadał – rozwiązują się problemy z dziećmi i wszystko zmierza do rozwodu.

Nie przejmowałam się środkami antykoncepcyjnymi, po co, skoro wkrótce wyjdę za mąż, Bóg da dziecko – wspaniale! I oto to szczęście, piszę bez ironii, się ziściło. Tylko kiedy powiedziałam Władysławowi, że zostanie ojcem, rzucił się, jakby z piskiem opon do “chorej” mamy, mówiąc, że musi pilnie kupić jej lekarstwa. Taka reakcja na moją ciążę była nieprzyjemna i dość wymowna, ale jeszcze łudziłam się myślą, że wszystko się ułoży, że trzeba pomóc mamie itd.

Mamę mój kochanek “leczył” trzy miesiące. Przez ten cały czas ani raz

u do mnie nie zadzwonił i się nie pojawił. Znalazłam go ja, wprost w miejscu pracy. Poszłam do biura, gdzie pracuje jako menedżer i przy wszystkich zapytałam, dlaczego tak przestraszył się ojcostwa, jestem zdrowa, z dzieckiem wszystko w porządku, nawet pokazałam zdjęcie USG, pogratulowałam, że będzie córka. Władysław nie wiedział, co robić, zewsząd patrzyli na niego ciekawscy koledzy. Mężczyźni z uśmieszkiem, a kobiety – z wyrazem twarzy “oto łajdak!” Decydującym strzałem z mojej strony było pytanie, kiedy się rozwiedzie, jak obiecywał? Koledzy zaczęli gwarzyć, a Władysław, wyskakując spod stołu, poprosił o zakończenie koncertu. Zgodnie kiwnęłam głową, odwróciłam się i wyszłam.

Kochanek nie próbował mnie dogonić ani jakoś się tłumaczyć, zaczął przekonywać kolegów, by nie zwracali uwagi, że sytuacja nie jest taka, jak myślą itd. Tylko nie wiedział, że mój “koncert” się nie skończył, odbyła się tylko jego pierwsza część.

Druga miała miejsce przy drzwiach jego mieszkania. Otworzyła żona, miła sympatyczna kobieta, zapytała, kim jestem i w jakiej sprawie. Szczerze mówiąc, myślałam najpierw odwrócić się i powiedzieć, że pomyliłam adresy, ale potem postanowiłam zemścić się do końca. Przedstawiłam się kobiecie:

– Jestem kochanką twojego męża, mówił, że się z tobą rozwodzi, ale kiedy dowiedział się, że zostanie ojcem, po prostu uciekł.

Żona zdezorientowana odpowiedziała:

– Boże, jaki rozwód, mamy dorastające dzieci, nic takiego u męża nie zauważyłam, może mnie z kimś mylisz?

Ale moja znajomość faktów szybko przekonała żonę, że niczego nie pomyliłam. Na koniec rozmowy przeprosiłam i poprosiłam, żeby przekazała Władkowi pozdrowienia.

Jak u nich potoczyły się relacje małżeńskie po mojej wizycie, nie wiem i nie interesuje mnie to. Teraz mam inne zmartwienia – moją małą Lericzkę.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *