Córka odmówiła zaproszenia naszych krewnych na nasz ślub. W pełni ją w tym wsparłam i teraz wyjaśnię dlaczego

Z jej narzeczonym córka zaczęła się spotykać jeszcze na uniwersytecie. Mieszkali razem w akademiku i, jak możecie się domyślić, mieli więcej okazji niż tylko do trzymania się za ręce. Ogólnie rzecz biorąc, nic złego się nie działo, ich relacje rozwijały się dość dynamicznie. Aleksander poznał nas, a Natalia – jego rodziców, potem my również spotkaliśmy się z nimi i zaprzyjaźniliśmy. Jeszcze przed rejestracją małżeństwa razem obchodziliśmy święta i urodziny, krótko mówiąc – dobrze się komunikowaliśmy i byliśmy wdzięczni dzieciom, że się znalazły.

Jedyna prośba, jaką do nich mieliśmy, to by nie śpieszyli się z powiększaniem rodziny, poczekali do zakończenia studiów. Na szczęście, nasi studenci poświęcili pięć lat na zdobycie specjalności, a po uzyskaniu dyplomów poruszyli kwestię ślubu.

My i rodzice Aleksandra ucieszyliśmy się i zaczęliśmy proponować różne opcje restauracji, scenariusze wesela, ale narzeczeni nas zaskoczyli:

– Nie będzie gości! Tylko wy i świadkowie!

Naturalnie, zaczęliśmy ich namawiać, by było “jak u ludzi”, ale natrafiliśmy na logiczną pozycję młodych:

– To nasz ślub, i my będziemy decydować, jak go świętować!

Krewnych Aleksandra, poza rodzicami, dobrze nie znaliśmy, tylko z opowieści – wujkowie, ciocie… U nas była podobna sytuacja, myślałam, że zebrałoby się około dwudziestu pięciu-trzydziestu gości, i oto – odwołanie!

Westchnęliśmy i zgodziliśmy się. I trudno było nie zgodzić się, zwłaszcza gdy nie mogłam odpowiedzieć córce, kiedy ostatni raz widziałam się z moją siostrą…

Tak czy inaczej, wieść o ślubie stopniowo dotarła do rodziny. Zadzwoniłam do siostry, której nie widziałam od dwóch lat, porozmawiałyśmy, wymieniłyśmy nowinami, oczywiście, powiedziałam, że Natalia wychodzi za mąż, ale bez hucznego wesela. Siostra natychmiast przekazała tę wiadomość wszystkim “zainteresowanym” w uczcie, i zaczęły się telefony. Niektóre numery nawet nie były zapisane u mnie z imieniem, krewni, zmieniając karty SIM, nawet nie pofatygowali się, by mnie o tym poinformować. Po takich rozmowach tym bardziej przekonałam się, że córka ma rację, organizowanie takiego przyjęcia z ogromnymi wydatkami nie miało sensu, chyba że po to, by nakarmić krewnych.

Spotykając się kolejny raz z rodzicami Aleksandra, dowiedzieliśmy się, że mają podobną sytuację.

…Pomimo że stół w restauracji był zamówiony tylko dla piętnastu osób (przybyli także bliscy przyjaciele naszych młodych), wesele przebiegło wspaniale i bez napięć. Być może czasami warto również wsłuchiwać się w opinie już dorosłych dzieci, a nie iść za opiniami oburzonych krewnych, urażonych brakiem zaproszenia na bankiet.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *