Ta historia przydarzyła się mojej koleżance z pracy – teraz ją wszystkim opowiada i płacze ze śmiechu. Dwa miesiące po ślubie mieli z mężem iść na wesele jej kuzynki. Irena, tak ma na imię ta moja koleżanka, kazała mężowi pójść do restauracji, a ona miała za chwilę dołączyć – poszła szybko kupić kwiaty, bo wcześniej nie zdążyła.
No i wchodzi Irena do tej restauracji z kwiatami i zaczyna się rozglądać za Arkiem – ale nigdzie go nie ma. Pyta znajomych, krewnych – nikt go nie widział. Wtedy postanowiła zadzwonić i zapytać, gdzie się podziewa jej mąż.
– No, gdzie ty chodzisz, wszyscy już zaczynają składać życzenia młodej parze, a ja stoję z tym bukietem sama, jak kołek?
– A ja już wrzuciłem kopertę do pudełka, siedzę tutaj i jem sałatkę. A gdzie ty jesteś, bo cię nie widzę?
– Jaką sałatkę? Nikogo przecież nie ma przy stole.
– Jak nie, jak wszyscy już siedzą, gdzie ty poszłaś?
I wtedy Irena uświadomiła sobie, co mogło się zdarzyć. Nieopodal znajdowała się inna sala, w której też często odbywały się wesela. Poszła tam i znalazła swojego męża, który zajadał aż mu się uszy trzęsły i zabawiał rozmową innych gości. Kiedy Irena podeszła i wyjaśniła mu, że jest na niewłaściwym przyjęciu, Arek zrobił się czerwony jak burak.
Trzeba było iść do nowożeńców i wszystko im wytłumaczyć. Strasznie im było wstyd, ale musieli jeszcze odebrać kopertę z pieniędzmi, które były przeznaczone dla innej młodej pary.
Wtedy Irenie nie było do śmiechu, ale teraz ciągle przypomina Arkowi o tej sytuacji, chociaż minęło od niej już ponad sześć lat.
