Czy przyjęcie urodzinowe to dla każdego nerwowe święto? Świętowaliśmy na działce i grillowaliśmy. Sąsiedzi, jak zwykle, byli oburzeni i wszystko popsuli.

Urodziny współmałżonka postanowiliśmy świętować w domku letniskowym, który kupiliśmy w zeszłym roku. Budowa domu musiała zostać wstrzymana z powodu koronawirusa.

Nie zaprosiliśmy żadnych gości i pojechaliśmy w czwórkę z rodziną. Pandemia i brak warunków do biesiadowania nie zepsuły nam nastroju. Chcieliśmy zmienić otoczenie, pobyć na łonie natury i zjeść smaczne mięsa z grilla.

Razem z córką rozłożyłyśmy maty na chwastach, które upodobały sobie naszą działkę. Leżałyśmy i rozmawiałyśmy na różne babskie tematy. Mój mąż i syn majstrowali przy ognisku. Całkowity spokój.

Fala niekończącego się szczęścia, została przerwana piskliwym krzykiem kobiety mieszkającej obok. Nawet nie zauważyliśmy od razu, że oni też przyjechali do siebie.

Moje stosunki z tą samolubną rodzinną nie układały się dobrze już od pierwszego spotkania. Nie znoszę tego typu osób. Ich arogancka, osądzająca postawa, sprawia, że cała społeczność im przeszkadza.

Ci sąsiedzi naprawdę są uciążliwi. Powinni być cicho jak myszy i nie robić problemów w każdej sytuacji, ale oni myślą, że mamy za każdym razem i w każdej sytuacji pytać ich o zgodę na wszystko.

Budowa domku to osobny temat. Straciłam pół życia na kładzeniu fundamentów. Ale potem zbudowaliśmy ogrodzenie i życie zaczęło się poprawiać. Widzą mniej, śpią lepiej i nasze nerwy są spokojniejsze.

Chwilę później sąsiadka kopała w naszą bramę, żądając ugaszenia ognia. Obok cicho stał jej mąż, typowy poplecznik. Kwestia grilla nie raz była przedmiotem gorącej dyskusji z sąsiadami.

Wydawało im się, że palimy gumę, plastiki, zanieczyszczamy powietrze i próbujemy zatruć dymem całą ich rodzinę. Ale zmysł węchu ich zawiódł, nie smażyliśmy nic poza mięsem.

Po zażartej dyskusji udało nam się odesłać ich za płot i kontynuować pieczenie szaszłyków. Sytuacja była irytująca. Czuliśmy się winni, a przecież nie mieliśmy powodu. A nasza sąsiadka najwyraźniej cieszyła się takimi stosunkami.

Tym razem wpadła jak wściekła i w typowy dla siebie sposób zaczęła dochodzić swoich praw. Żądała natychmiastowego ugaszenia ognia, bo inaczej nie odejdzie.

Mój mąż powiedział, że to jego urodziny i on na pewno upiecze mięso. A jeśli ona zbliży się na odległość 2 metrów do niego lub jego rodziny, zadzwoni na policję.

Podczas gdy mięso dojrzewało na grillu, kobieta wykrzykiwała w naszą stronę obrzydliwe słowa. Potem odpuściła, ale nastrój już był zepsuty.

Z jednej strony udało nam się dokończyć długo oczekiwany obiad, ale wszyscy byli wytrąceni z równowagi. Przyjęcie urodzinowe okazało się smutne i nerwowe.

Może nie jesteśmy jedyni. Jak radzić sobie z sąsiadami, którzy mają problem ze wszystkim? Co zrobić? Nie wpuścić na podwórko, dzwonić na policję?

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *