Chcę wam opowiedzieć historię, która przydarzyła mi się kilka dni temu. Miałam okropny dzień w pracy. Pracuję w firmie farmaceutycznej, która rano dostarcza towar, więc wszyscy pracują, dopóki nie zrobią wszystkiego, co trzeba zrobić. Miałam jeszcze pecha i pokłóciłam się z szefem, który zażądał ode mnie raportu kwartalnego prawie od ręki, a potem jeszcze klienci postanowili maksymalnie przetestować moją cierpliwość. I jak myślicie, jaki był rezultat? – Siedziałam w pracy do nocy, robiąc ten głupi raport…
Wyglądam przez okno, a tam na dobitkę niesamowicie leje. Oczywiście, autobusu już o tej porze nie mam. Nie chciało mi się iść do domu na piechotę, więc zadzwoniłam po taksówkę. Na początku jechaliśmy w milczeniu, ale później kierowca, taki młody i sympatyczny mężczyzna, rozpoczął rozmowę:
– Dokąd pani jedzie tak późno w nocy? – Faktycznie, było już koło pierwszej.
– Do domu.
– Skąd?
– Z pracy.
– Ojej, a gdzie pani pracuje?
– Kontroluję dostawy leków do aptek…
– Mąż by nie wolał, żeby pani zmieniła pracę?
– Nie mam męża.
– A dzieci?
– Trójkę.
Kiedy zatrzymaliśmy się przy moim domu, wyciągnęłam portfel, ale taksówkarz nie wziął ode mnie pieniędzy. Pomyślałam, że to przesadna hojność, bo w końcu on zarabia w nocy, kiedy normalni ludzie od dawna już śpią w swoich łóżkach. Zostawiłam pieniądze na tylnym siedzeniu i wysiadłam. A on wybiegł z samochodu i włożył mi je z powrotem do torebki. Byłam w szoku, a taksówkarz wsiadł do samochodu i odjechał.
Nie wiem, dlaczego tak zrobił.
