Pretendujemy, że nas nie ma w domu: mamy dość tego, że dzieci i wnuki wparowują do nas, kiedy tylko mają na to ochotę

To, jak ludzie w podeszłym wieku uwielbiają swoje wnuki, nie jest tajemnicą. Co więcej, jesteśmy gotowi oddać za nich życie, ponieważ wnuki to to, co w naszym życiu najcenniejsze. I ja tak myślę, i moja żona.

Kiedy urodziły nam się wnuki, zaczęliśmy żyć jakby na nowo. Mieliśmy po 45 lat, gdy starsza córka zaprosiła nas na wypis ze szpitala.

Żona jakby przypomniała sobie siebie jako matkę, była gotowa nie wypuszczać dziewczynki z rąk… i tak się zaczęło, że niemal wszystkie weekendy i święta, a potem i wakacje, wnuczka była z nami.

Za nią poszła jej młodsza siostra.

Pracowałem w gorącym warsztacie, na emeryturę wychodzi się wcześnie. Ale nie spieszyłem się z osiedleniem się w domu, po co? Miałem pełno sił, kontynuowałem pracę. A jeszcze emerytura kapie, to też miło, prawda?

Ostatecznie rozstałem się z pracą, gdy córka zaszła w trzecią ciążę.

Świętowaliśmy to z kolegami, i oto jestem w domu.

Żona nadal chodziła do pracy, choć już na lekką, co trzy dni.

U córki urodziły się bliźniaki.

Starsza wnuczka już rzadko zostawała u nas, znikała na studiach. A młodsi byli sobie bliscy, córka przywoziła ich wszystkich hurtowo. A my, szczerze mówiąc, zmęczyliśmy się.

Córka dorosła, zorganizowała swoje życie, a dzieci mogły się wzajemnie doskonale opiekować. Ale ona nie ograniczała swoich wizyt, wręcz przeciwnie, traktowała nas jak całodobowe przedszkole, przywoziła kiedy chciała, zabierała kiedy chciała.

A my nagle zrozumieliśmy: ani do lekarza się zapisać nie da, ani w weekendy do muzeum pojechać, o wędkarstwie to już kilka lat nie wspominałem.

Nie mogliśmy nawet do sąsiadki na herbatę pójść, nikogo do siebie zaprosić. I nagle nerwy nie wytrzymały. Pewnego razu zauważyliśmy: córka znów prowadzi do nas dzieciarnię. Spojrzeliśmy na siebie – i zamknęliśmy drzwi na wszystkie zamki, postanowiliśmy: nie otworzymy. Nas nie ma w domu.

I szybko wyłączyliśmy dźwięk w telefonach. Długo pukali, ale trzymaliśmy się. Oddzwoniliśmy później sami, mówiąc, że cóż, córko, dlaczego nie dałaś znać… Mamy nadzieję, że wyciągnie wnioski.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *