Najgorszy wróg – to były przyjaciel. (Pomyśl, kogo wpuszczasz do domu (do rodziny)!)

Wrogowie o nas niewiele wiedzą, nawet jeśli nas obserwują.

Ale oni zawsze obserwują. Nie znają naszych serdecznych tajemnic, naszych zmartwień i przykrości. Nie znają naszych słabych punktów i zadają ciosy na oślep.

Jak w dziecięcej grze w „statki”. I częściej trafiają w puste kwadraty.

Wrogowie nie wiedzą o naszych bliskich. Nie wiedzą, ile mamy pieniędzy w portfelu. Nie wiedzą, dlaczego płaczemy nocami i czego się boimy. Nie znają naszych występków i cieni przeszłości. Nie jesteśmy głupi, by opowiadać o tym wrogom.

Przyjacielowi opowiemy, poradzimy się… On wie wszystko. A potem może zadać precyzyjny cios w najbardziej bolące miejsce. I ujawnić wszystkie nasze tajemnice, by inni mogli uderzyć. Przyjaciel wie wszystko. I dlatego z przyjaciela wychodzi najstraszniejszy wróg. Tak naprawdę nigdy nie był przyjacielem, taka osoba! Zrozumcie to – nigdy nie był naszym przyjacielem.

Miał uczucia, które my błędnie uznaliśmy za przyjaźń. A to była zazdrość, którą ukrywał. Nawet przed samym sobą. I w biedzie, w smutku, kiedy nie było czego zazdrościć, taki „przyjaciel” był obok. Pocieszał, wspierał. Było mu przyjemnie pocieszać. Łatwo było mu na sercu. Nie było czego zazdrościć w takich czasach. A przy naszym sukcesie odwracał wzrok. Udawał radość. Gratulował triumfu, ale odwracał wzrok. I jego ręka była zimna jak lód – po prostu tego nie zauważyliśmy, gdy ją ściskaliśmy. I okrzyki zachwytu były zbyt głośne, teatralne.

A potem zmęczył się grać swoją rolę; zbyt długo trwała ta sztuka. Zmęczył się. I znalazł powód do wrogości – tak łatwo go znaleźć, gdy trzeba. Nie tak na nas patrzyliśmy, nie to powiedzieliśmy, zbyt mocno naciskaliśmy, nie tak się zachowywaliśmy, mieliśmy złe poglądy, byliśmy w różnych obozach politycznych – cokolwiek można wymyślić, by zacząć wrogość. Powód łatwo znaleźć. A przyczyna zawsze była – zazdrość. I przyjaciel (kum, czy kolega…) teraz – zaciekły wróg. Uzbrojony po zęby w naszą szczerość.

Zna wszystkie plany lotnisk i liczbę czołgów; i gdzie są schowki – też wie. I słaby punkt – o, wie, gdzie jest nasz słaby punkt. I uderzy właśnie tam.

Ale nie warto się zbytnio martwić. Po prostu dlatego, że ta osoba nigdy nie była przyjacielem. Nie była – i już. Udawała. Nawet przed sobą udawała. Jeśli stała się wrogiem – nie było przyjaźni. A teraz ujawniły się prawdziwe uczucia i motywacje.

Więc nie ma co zbytnio przejmować. Chociaż obrzydliwie na sercu. I niebezpieczeństwo… Ale w walce zwycięży ten, kto nie zdradził. Kto przyjaźnił się szczerze. Kto wierzył. Ten zwycięży. Zwykle tak bywa…

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *