Brak czasu dla siebie – największy kobiecy wróg

O, ten wieczny ból – ciągły brak czasu dla siebie! Chcemy dzielić się z wami dziś niesamowitymi historiami życiowymi – zachowujcie i dzielcie się z przyjaciółmi…

Jeśli weźmiecie do ręki książkę lub biografię wielu znanych mężczyzn, to historie tych geniuszy nie robią takiego wrażenia, jak opisy i codzienny reżim ich żon. Ich guwernantki i nianie wychowywały im dzieci, służące i pokojówki utrzymywały porządek w domu, a żony – chroniły ich spokój.

Służąca Marcela Prousta, Celeste, godzinami mogła słuchać swojego pana, bo miał ochotę na pogawędkę (nie zapominajmy o croissantach, kawie, czasopismach i gazetach na srebrnej tacy). Marta Freud nie tylko układała dla Zygmunta prasowane ubrania na oparciu krzesła, ale również wyciskała mu pastę na szczoteczkę do zębów. Żona Karla Marxa ledwo zipała z trójką dzieci (inne trzy zmarły), podczas gdy jej mąż pisał swoje prace w British Museum.

Kompozytor Gustaw Mahler ożenił się z młodą, wspaniałą dziewczyną Almą, która też zresztą mogła stać się utalentowanym kompozytorem, gdyby nie jedno “ale”: mąż zabronił jej zajmować się muzyką, bo w domu miał być “tylko jeden kompozytor”. Zamiast tego kobieta stała się psem na smyczy: musiała utrzymywać ciszę w domu, towarzyszyć mu w spacerach, milczeć, jakby woda w usta nabrała, by nie przeszkadzać mu tworzyć arcydzieła. Wyobraźcie sobie: nawet wzywał ją gwizdkiem – jak zwierzę.

Co tu dużo mówić – ile utalentowanych kobiet nie miało czasu na rozwój swoich zdolności. Alice Munro pisała, wychowując dzieci, jak i George Sand, która była zmuszona tworzyć w nocy – w dzień kobieta po prostu nie miała czasu. Francine Prose “sięgała po pióro” tylko w szkolnym autobusie, a Maya Angelou uciekała z domu, zamykała się w pokoju hotelowym i pisała, pisała, pisała.

A przypomnijcie sobie historię muzyki, filozofii czy inną dziedzinę wiedzy: zdecydowana większość ich bohaterów lub teoretyków – mężczyźni. Czy w tamtych czasach nie było kobiet? Gdzie się podziały? Indyjski dyrygent Zubin Mehta – powiedział, że “kobiety nie powinny grać w orkiestrze”. Nie chodzi o to, że przedstawicielki pięknej płci nie miały talentów, możliwości lub chęci – po prostu nigdy nie miały czasu.

Osobisty czas kobiet był podzielony na troskę i wychowanie dzieci, obowiązki domowe, opiekę nad członkami rodziny – pracę Syzyfa, zgadzacie się, która nigdy się nie kończy. A jeśli do stworzenia czegoś istotnego, wartościowego, potrzebny jest spokój, cisza, koncentracja, a przede wszystkim – czas, który sam planujesz, jak wydać, jak rozdzielić – to kobietom takiego luksusu nie przewidziano. A jeśli wyraziły takie życzenie – ryzykowały zdobycie statusu wielkiej egoistki.

Nawet w naszych czasach, kiedy kobiety też dużo pracują dla rodziny w sensie materialnym, dwukrotnie, a nawet trzykrotnie więcej muszą brać na siebie obowiązki w kwestii wychowania dzieci. Jedno z badań naukowców z Los Angeles, którzy przepytywali 32 rodziny, udowodniło, że ciągły czas, który kobieta poświęca na siebie, wynosi dziś – uwaga! – 10 minut. W każdej epoce piękną połowę ludzkości traktowano jak personel obsługujący, niewolników i czarnuchów, nosili ciężką pracę, podczas gdy ich “mężczyźni” rozważali wysokie mądrości. Dla kobiet normą było zrzeszanie się w tak zwane zamknięte kluby – haftowanie, dzierganie, szycie i inne. Czasu na siebie jako takiego nie przewidywano w ogóle – to było uważane za świętokradztwo.

Feministyczne badania wykazały, że kobiety nawet nie rozważają możliwości posiadania czasu dla siebie: ten przywilej trzeba “zasłużyć”, “zdobyć”, wykonując mnóstwo małych i dużych spraw, posłusznie wykreślając punkty na liście. Ta niewyczerpana energia kobiet, twórcza i wolna, gdzieś zawsze pozostaje zamknięta, rozerwana, ukryta, niespełniona. Przypomnijmy jeszcze żonę pisarza, który otrzymał Nagrodę Pulitzera, profesora Petera Taylora, poetkę Eleanor Ross Taylor. Dopiero w 1997 roku kobieta przyznała, że w cieniu sławy męża umniejszała swoje znaczenie, odganiając muzę słowami “idźcie, wiersze, jeszcze nie wasz czas”. A w domu była idealna czystość i cisza, za co autorka nie raz musiała żałować.

Dlaczego tak się dzieje? A dlatego, że my, kobiety, przyzwyczaiłyśmy się, czy nas tak nauczyli, że nie zasługujemy na czas dla siebie…

Ile tych kobiecych dramatów kryje historia…? Czasem wydaje się, że w sąsiednim pokoju siedzi inna wersja mojego “ja”. Ona swobodnie, nieskrępowanie, spokojnie pije herbatę i jakby pyta: “Dawno nie odwiedzałaś mnie w gościach?!” I wtedy myślę sobie: a co by było, gdyby spróbować stworzyć taki nowy świat, gdzie siostry i żony Mozarta i Shakespeare’a rozkwitłyby na nowo? Gdzie mogłyby się miło spotykać, pić herbatę, zamykać się w ciemnym pokoju i tworzyć, tworzyć, tworzyć…? Gdzie miałyby taki cudowny kącik i mogłyby się rozwijać, rozkwitać, jak pąki kwiatów, gdzie ich czas należałby tylko do nich. Gdzie wiedziałyby, że są cenne, że są prawdziwe. Ciekawe, jakby to było…?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *