Nie prowadziłem domowej księgowości przez jakiś czas. Wszystko powierzałem żonie, ponieważ to ona robi zakupy, płaci rachunki za media

Z żoną żyjemy już około trzech lat, pracuję jako prawnik, mam przeciętne, ale stabilne dochody, a żona jest obecnie na urlopie macierzyńskim. Ciągle mi wypomina, że nie starcza jej pieniędzy na nic. Nasze dziecko już chodzi do przedszkola, a ona nie zamierza szukać sobie dodatkowej pracy.

Tłumaczy to tym, że dziecko może w każdej chwili zachorować, a nie będzie miał kto z nim zostać. Teściowa mieszka pół godziny jazdy od nas, czy nie mogłaby pomóc z wnukiem? Siedzi na emeryturze w czterech ścianach, a kiedy przyjeżdża do nas, tylko uczy mnie życia i jeszcze narzeka, że nie ma na co wydawać pieniędzy. Ona też mogłaby znaleźć sobie minimalną pracę, przecież wiele kobiet w jej wieku pracuje.

Ponadto, co weekend muszę jechać na wieś, żeby pomagać jej w gospodarstwie. Nie mam nic przeciwko, w końcu daje nam produkty z tego ogrodu, ale po co mówić, że robi wszystko sama.

W kwestii finansów zawsze ufałem mojej żonie, ona płaci za mieszkanie, kupuje produkty, wie, co jest potrzebne w domu, więc nie wtrącałem się. Pewnego dnia przyjechałem do teściowej, patrzę, a w jej lodówce są produkty, na które my sobie nie zawsze pozwalamy. Było jasne, że nie zostały kupione za emeryturę. Tam była czerwona ikra, awokado, włoskie salami. To mnie trochę zaniepokoiło. Potem zauważyłem, że kupiła sobie drogi puchowy płaszcz, na który na pewno by jej nie starczyło pieniędzy.

Postanowiłem porozmawiać z żoną na temat tego, może ona wie, skąd u teściowej dodatkowe finanse. Okazało się, że to moja żona zajęła się działalnością charytatywną i regularnie pomaga mamie finansowo. Ona mi zawsze narzeka, że nie starcza jej pieniędzy na nic, a jednocześnie regularnie daje matce pieniądze. Nie mam nic przeciwko pomocy rodzicom, ale w takim przypadku, gdyby żona też zarabiała. Co jej przeszkadza iść do pracy? Wtedy powiedziałem, że będę wydzielal równą sumę z pensji swoim rodzicom, aby było sprawiedliwie.

Wtedy ona urządziła mi taki skandal, że nawet na morze latem nie pojedziemy. Potem zaczęły się opowieści, że jestem bezserduszny i tak nie kocham jej matki. I zastanawiam się, czy to ja nie mam racji, czy ona.

Jeśli teściowa potrzebuje pieniędzy, niech pomoże z dzieckiem, a żona pójdzie do pracy. Ja też nie jestem koniem, żeby harować od rana do nocy, a one będą dysponować tymi pieniędzmi bez mojej wiedzy. Gdyby to było jeszcze doceniane…

Czyżbym nie miał racji?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *