Podaję pozew o rozwód, bo mój mąż po 3 latach małżeństwa okazał się alfonsowym… Jak mogłam tego nie zauważyć?!

Mój mąż wielokrotnie mówił mi, że pieniądze to zło, i nie powinniśmy skupiać na nich uwagi. Teraz rozumiem, że mówi tak, bo po prostu nie chce pracować. Twierdzi, że możemy żyć nawet na moją pensję, że możemy być szczęśliwi w skromnych warunkach. To była ostatnia kropla, która skłoniła mnie do złożenia pozwu o rozwód. Myśl o zakończeniu tego związku towarzyszyła mi od dawna. Mam dopiero 27 lat, całe życie przede mną, a nie chcę stawiać krzyżyka na sobie przez mojego męża.

Poślubiłam Bogdana trzy lata temu, a przez ten czas nie udało nam się zdobyć niczego wspólnego, poza aktami małżeństwa. Mężczyźnie jest już 29 lat, a za sobą nie ma ani mieszkania, ani samochodu, ani nawet dobrej pracy. Pracuję jako menedżer ds. sprzedaży, moja pensja jest nieco powyżej średniej, myślałam, że razem z Bogdanem weźmiemy kredyt na mieszkanie, ale dla niego to zupełnie obojętne.

Jest inteligentny, ale bardzo leniwy. Owszem, przyjęto go na dobrą pracę z dobrą pensją, ale po kilku miesiącach został zwolniony. Nie zależy mu na spełnianiu terminów. Niedawno dowiedziałam się, że ma też kredyt, za co nadal mi się nie przyznał. Miłość to miłość, ale jestem już zmęczona. Błagam go, aby szedł do pracy, abyśmy wreszcie mogli kupić własne mieszkanie, ale Bogdan jest przeciwny, i tak mu pasuje wynajmować mieszkanie.

Kocham go, ale teraz ta jego leniwość i obojętność do wszystkiego odpychają mnie. Wydaje mi się, że jest egoistą i nie myśli ani o mnie, ani o przyszłości naszej rodziny.

Mówię mu, że w takim tempie zgadza się na życie na ulicy? A on mówi, że jeśli go kocham, to powinnam z nim żyć nawet na śmietniku, bo miłość jest najważniejsza. Nie wiem, pracuję codziennie, nie po to, żeby żyć na śmietniku. Chcę jasnej przyszłości, nie myślenia o tym, skąd wziąć pieniądze na pieluchy dla dzieci. Obecnie nasza rodzina jest utrzymywana tylko dzięki mojej pensji – dostaję 20 tysięcy, ale gdybym żyła sama, potrzebowałabym mniej miejsca, mniej pieniędzy na jedzenie, szybciej zaoszczędziłabym pewną sumę. Bogdan twierdzi, że jestem materialistką i nie interesuje mnie nic poza pieniędzmi.

Na początku jeszcze szukałam dla niego pracy, prosiłam, żeby gdzieś poszedł, ale ma tysiące wymówek i powodów, żeby nie pracować. Nie mogę żyć w takiej niepewności, dlatego postanowiłam się rozwieść. Nie wiem, czy robię dobrze, więc chciałabym poznać waszą opinię.

Czy warto coś zachować? Czy warto dać mu jeszcze szansę?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *