Syn zaproponował mi przyjazd na weekend i zabawę z wnukami, których nie widziałam od ponad roku, bo synowa była przeciwna. Z radością przekroczyłam próg ich mieszkania, ale zastałam tam chaos, jakiego jeszcze nigdy nie widziałam

W moim życiu, mając 66 lat, pozostałam całkowicie samotna.

Nie zrozumcie mnie źle, mam syna i dwie wspaniałe wnuczki, ale mają swoje życie, a ja w nim nie mam miejsca. Wspominam lata młodości – to był najlepszy okres mojego życia, kiedy pracowaliśmy z mężem i wychowywaliśmy naszego syna, Adama. Drugiego dziecka nigdy się nie odważyliśmy, chcieliśmy po prostu zapewnić naszemu synowi wszystko, czego potrzebuje. Czas mijał, a kiedy Adam studiował na uczelni, męża już nie było. Dla mnie było to bardzo trudne, ale dzięki losowi, mój syn był obok mnie i wzajemnie sobie pomagaliśmy. Smutek jeszcze bardziej nas zespolił, do tego czasu mieliśmy już oszczędności, więc postanowiłam kupić synowi oddzielne mieszkanie.

Szczerze mówiąc, nie chciałam go opuszczać, bałam się pozostawienia samej w przestronnym mieszkaniu. Ale obiecałam mężowi, więc dotrzymałam słowa. Po ukończeniu studiów Adam przeprowadził się do swojego dwupokojowego mieszkania, znalazł pracę, a ja również pracowałam. Później poślubił Marię, która zabrała mojego syna ode mnie. Zawsze marzyłam o córce i myślałam, że będę bliska z synową, ale już od pierwszych spotkań dała mi do zrozumienia, że nie zamierza nawiązywać ze mną relacji.

Postanowiłam nie narzucać się, po co narzucać siebie komuś, najważniejsze, że mój syn mnie nie zapominał. Ale to też trwało krótko. Maria była przeciwna częstym moim wizytom, a potem stałam się dla syna praktycznie zbędną. Minęło już 15 lat, a moimi bliskimi stali się przyjaciele. W tym czasie urodzili się wnuczkowie, których widziałam kilka razy. Nawet na urodziny syn praktycznie do mnie nie przyjeżdżał. Tak więc wszystkie święta spędzałam w kręgu przyjaciół, ale i to minęło. Życie nie stoi w miejscu: jedna niedawno odeszła, druga zachorowała, a trzecia przeniosła się do innego miasta, żeby żyć z dziećmi.

I znów jestem samotna, nie mam z kim porozmawiać. Niedawno zadzwonił Adam i zapytał, jak się czuję. Opowiedziałam mu, że jestem zupełnie sama, więc zaproponował mi przyjazd na weekend i zabawę z wnukami. Bardzo chciałam zobaczyć moje dziewczynki, ale ta propozycja mnie zaniepokoiła, aby synowa nie zrobiła skandalu. Adam zapewnił, że jego żona się zgadza, więc spakowałam rzeczy i z niepewnością pojechaliśmy do nich. Wzięłam kilka puszek konserw, kupiłam zabawki dla wnuczek, piżamę dla syna, a dla synowej pościel.

Z radością przekroczyłam próg ich mieszkania, ale zastałam tam chaos, jakiego jeszcze nigdy nie widziałam. Rzeczy były porozrzucane wszędzie, w korytarzu stało wiele brudnych butów, na podłodze nie chciało się stawać bez kapci. Poszłam na kuchnię, żeby rozłożyć zakupy, ale Maria nawet nie podniosła się, żeby mnie przywitać. Dziwnie, pomyślałam sobie, że nie mam prawa gospodarzyć w ich domu. Przecież żyje im się dobrze, a jeśli coś mi nie odpowiada, to niech wracam do siebie. To mnie bardzo zdenerwowało, Adam milczał i nawet mnie nie bronił. Po prostu zostawiłam wszystko, zebrałam się i wróciłam do domu.

Myślałam, że Adam zadzwoni, przeprosi, ale nic takiego się nie stało. Wydaje mi się, że już na zawsze straciłam syna i teraz na pewno będę samotna.

Kto jest winny w tej sytuacji? Co mam zrobić, żeby odzyskać syna?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *