Trzy dni przed śmiercią mojej mamy, jakby coś przeczuwała, zapytała mnie, czy trzymam na niej urazę. Odpowiedziałam, że nie, oczywiście, ale nie mogłam zrozumieć, do czego zmierza ta rozmowa. Wszystko się wyjaśniło, gdy otworzyłam testament.

Odeszła nagle, we śnie. Mama miała 74 lata, a ja prawie 50. Mam jeszcze młodszego brata, Michała, ale od około 15 lat mieszka za granicą, wyjechał z rodziną do Ameryki na Zieloną Kartę.

Naszego ojca dawno już nie ma na tym świecie, więc w ostatnim czasie żyłam z mamą samotnie. Złą nowinę od razu przekazałam bratu, ale powiedział, że nie będzie mógł przyjechać i przysłał mi aż 100 dolarów.

Nie miałam nikogo, kto by mi pomógł, więc wszystko zrobiłam sama – pożegnałam mamę, jak należy, w ostatniej drodze. Jestem od dawna rozwiedziona, mam 30-letniego syna, ale on też mieszka za granicą, w Austrii – najpierw wyjechał tam na studia, a potem został na pracę.

Mieszkam z mamą w naszym trzypokojowym mieszkaniu, jest stare, od dawna bez remontu, bo mama niczego nie pozwalała wyrzucać, a tym bardziej coś przebudowywać. Oprócz mieszkania, mieliśmy jeszcze ładną działkę za miastem – mały, ale z wszystkimi komunikacjami domek, i działkę obok niego.

Ojciec kiedyś miał samochód, ale sprzedał go, by dać bratu pieniądze, gdy ten wyjeżdżał do Ameryki. Ale garaż został, solidny taki, w dogodnej lokalizacji. Nie sprzedaliśmy go, bo myśleliśmy, że nam się jeszcze przyda.

Byłam pewna, że przynajmniej mieszkanie zostanie mi, bo cały czas mieszkałam w nim z mamą. Jednak, gdy otworzyliśmy testament, okazało się, że prawie cały swój majątek mama zostawiła mojemu bratu. Zgodnie z testamentem dostał działkę, garaż (przypominam, że pieniądze za samochód też mu dali) i połowę naszego mieszkania.

Mi została tylko druga połowa mieszkania, i tyle. Szczerze mówiąc, tego można było się spodziewać, bo całe życie byłam dla mamy niekochanym dzieckiem. Brat dostawał wszystko – miło
ść matki i jej uwagę, a ja wszystkiego musiałam się dorobić sama.

O woli matki opowiedziałam bratu podczas rozmowy telefonicznej. Miałam nadzieję, że zrezygnuje ze spadku, bo w Ameryce żyje znacznie lepiej niż ja tutaj. Ale mój brat, który bardzo lubi narzekać, od razu się ucieszył i zaczął planować, jak sprzeda spadek i spłaci część swoich kredytów.

Michał zdecydował zacząć od mieszkania. Zapytał mnie, co lepiej – czy sprzedać mieszkanie i podzielić pieniądze, czy ja wypłacę mu jego część pieniędzmi i zostanę w mieszkaniu.

Takich pieniędzy oczywiście nie miałam. Nie spodziewałam się, że wszystko tak się potoczy. Więc mieszkanie sprzedaliśmy, podzieliliśmy się pieniędzmi.

Syn bardzo mi współczuł, nie mógł zrozumieć, dlaczego babcia i wujek tak się ze mną obchodzili. Dorzucił mi trochę pieniędzy i kupiłam sobie jednopokojowe mieszkanie w nowym budownictwie.

A brat teraz zajmuje się sprzedażą działki i garażu. Szkoda mi też działki, bo wszystko tam robiłam własnymi rękami. Cóż, taka była wola matki. A mnie po prostu bardzo smutno, że przez całe życie nie mogła mnie pokochać tak mocno, jak kochała mojego brata.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *