Pewien mężczyzna postanowił oszczędzać na świątecznych prezentach i nie przypuszczał, że te prezenty uratują mu życie

Pewien bogaty mężczyzna pojechał do wsi, gdzie budowano jego domek letniskowy. Jechał w złym nastroju, myśląc o tym, że pieniędzy ubywa. Biznes podupada. A wydatki rosną. I jeszcze kupować wszystkim prezenty: Boże Narodzenie, Nowy Rok…

Wydał już kupę pieniędzy na te prezenty. A im ciągle mało! Ale jednak niezręcznie jechać z pustymi rękami. Więc ten bogaty mężczyzna kupił córce sąsiadki czapkę z pomponem, czerwoną z białym brzegiem. W stylu czapki Świętego Mikołaja. Zabawna i tania czapka.

Kupił sąsiadce z biednego domu skarpetki z króliczkami. Tanio, ale kolorowo. Przecież sąsiadka dogląda budowy. W razie czego dzwoni. Niech się cieszy skarpetkami. Jakiś tam prezent.

I kupił kilogram cukierków. Też tanich, ale w kolorowych opakowaniach.

Spakował to wszystko do świątecznej torby i pojechał swoim drogim samochodem do wsi. Robotnicy odpoczywają. Trzeba wszystko sprawdzić.

I co? Samochód wpadł do rowu. Zamieć, ciemność, telefon nie łapie zasięgu. I zaczęło się robić bardzo zimno!

Mało paliwa. Sytuacja beznadziejna. I bardzo zimno!

Więc ten mężczyzna nałożył na siebie czapkę Świętego Mikołaja, którą miał dać w prezencie. Założył na uszy – zrobiło się cieplej! Na nogi wciągnął skarpetki z króliczkami. Ogrzał stopy. I posilał się cukierkami. Choć tanie i niezdrowe; ale słodkie i pożywne.

I doczekał ratunku. Przyjechał traktor, kierowca wyciągnął samochód. Uratował.

A prezenty ten ocalony mężczyzna kupił potem inne. Najlepsze. Godne.

I oto te kilka godzin w ciemności, na mrozie, wiele wyjaśniły. A śmieszna czapka, skarpetki i niezbyt dobre cukierki stały się ratunkiem. Dobrze, że kupił prezenty. W końcu te prezenty go uratowały.

Nasze dobro nas ratuje. Nasze prezenty do nas wracają. Robimy dobro sobie, robiąc dobro innym. Nawet bardzo małe dobro może stać się naszym ratunkiem w ciemności i zimnie, gdy zboczemy z drogi…

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *