Po narodzeniu córki mąż zaczął spać na kuchni. To było początkiem naszego rozwodu

Dziś chcę opowiedzieć jedną historię, która ma smutny finał. Opowieść jest napisana z ust matki.

Mojej córce jest już pięć lat. To była długo oczekiwana i zaplanowana ciąża. Z mężem byliśmy w siódmym niebie z szczęścia, gdy dowiedzieliśmy się, że będziemy mieli dziecko. Ciąża przebiegała dobrze, a poród odbył się bez komplikacji.

Pierwszy tydzień życia dla Soni, tak nazwaliśmy naszą córkę, był wspaniały, mąż zawsze był przy nas. Ale potem wrócił do pracy. Zaczął irytować się z powodu każdej drobnostki, zwłaszcza gdy córka płakała. Mąż miał pracę, która wymagała od niego pracy również wieczorami w domu, a małe dziecko go rozpraszało. Akurat mieliśmy okres kolki!

A po kolkach u dziecka zaczęły się problemy ze snem. Spała w dzień, a w nocy nie. Dlatego całą noc nosiłam Słoneczko na rękach, próbując ją uspokoić. Mąż nie spał razem z nami, co negatywnie wpłynęło na nasze relacje. Zaczęliśmy się kłócić.

Wtedy wpadłam na pomysł, który wtedy uważałam za dobry. Zaproponowałam mężowi, żeby spał na kuchni. Po tym wszystko wróciło do normy. Mąż wypoczywał, a ja zajmowałam się dzieckiem. Kłótnie z nim ustąpiły. Ale były momenty, kiedy potrzebowałam jego pomocy w nocy, na przykład przy ząbkowaniu, chorobie czy zmianie pieluchy podczas usypiania. Męża to irytowało, że musi wstawać. Nawet poczułam się winna.

Sypianie osobno nie mogło nie odbić się na naszych stosunkach. Prawie zawsze zasypiałam przy córce, kładąc ją spać na noc lub w trakcie karmienia. I tak zostawałam przy niej do samego rana.

Byłam tak zmęczona opieką nad dzieckiem, że nie miałam siły i chęci na męża. Zdałam sobie sprawę, że trzeba coś z tym zrobić. Zaproponowałam mężowi powrót do sypialni, nie był przeciwny, ale podczas kolejnej choroby córki wrócił na kuchnię.

On już nie chciał wracać do sypialni. Tłumaczył to tym, że na łóżku było mało miejsca dla nas trzech, łóżko strasznie skrzypiało, co budziło dziecko i płacz dziecka w nocy. Później mąż przeniósł na kuchnię także swój komputer. Teraz nie miał już powodu, żeby wracać do sypialni.

Z córką w ogóle nie spędzał czasu. Kiedy szedł do pracy, ona jeszcze spała, a gdy wracał – już spała. Nawet w weekendy mąż nie okazywał specjalnej chęci, aby być blisko. Bardzo oddaliliśmy się od siebie.

Poza rozmowami o dziecku, nie mieliśmy już wspólnych tematów. Ale mimo to nigdy nie uczestniczył w wychowywaniu dziecka. W oddzielnych łóżkach spędziliśmy dwa lata. Do tego czasu córka już spała w swoim łóżku, ale mąż nie wyraził chęci powrotu do sypialni żony.

Na kuchni miał wszystko, czego potrzebował – wygodną sofę, lodówkę, telewizor i komputer. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie jesteśmy mu już potrzebni.

Wtedy odważyłam się na poważną rozmowę między nami. Aby naprawić nasze relacje, zaproponowałam mu wspólny wyjazd na wakacje, ale odmówił, wymieniając wiele powodów. Na moją prośbę, aby odwiedzić rodzinę psychologa, również zareagował negatywnie. Zrozumiałam, że naszej rodziny nie da się uratować. Uczucia ostygły, a zostać sąsiadami nie chciałam. Zdecydowaliśmy się na rozwód.

Proces rozwodowy był szybki. Mieszkanie pozostało mi, a mężowi samochód. Alimenty płaci, czasem przyjeżdża zobaczyć córkę. Zastanawiając się nad naszą sytuacją, uważam się za winną tego, że posłałam męża spać na kuchnię. Mężczyzna powinien aktywnie uczestniczyć w wychowywaniu dzieci, aby poczuć, jak to jest trudne. Wtedy i swoje żony będą cenić i rozumieć.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *