Spotykałam się z przyjaciółkami, dowiedziałam się, że nikt nie chce zapraszać gości na Nowy Rok. Poznałam przyczyny i zgodziłam się z nimi

Mam kilka przyjaciółek, z którymi utrzymuję bliższe relacje. Widujemy się niezbyt często, ale staramy się spotykać od czasu do czasu, chodzimy na spacery, siadamy w kawiarni na filiżance kawy.

Przed Nowym Rokiem postanowiliśmy spotkać się wszyscy razem, porozmawiać.

Rozmawialiśmy o różnych sprawach, a oczywiście także dyskutowaliśmy o nadchodzącym Nowym Roku, o tym, jak każdy planuje świętować.

Wszystkie przyjaciółki mówiły praktycznie jednym głosem, że nie zamierzają zapraszać żadnych gości i same nie zamierzają nigdzie iść. Wszystkie chcą spędzić święto w domu wyłącznie z najbliższymi.

Prawda, jedna z nich mieszka z córką i zięciem, dwójką wnuków. Inna z mężem. Ale nawet ta, która jest samotna i mieszka samodzielnie, powiedziała, że nie chce żadnych gości. U wszystkich były podobne powody, i ja je rozumiem.

Głównym powodem, dla którego ludzie nie chcą zapraszać tłumu gości na święto i nakrywać duży stół, są finanse.

Zbyt duże wydatki na wszelkie przyjęcia dla osób przed emeryturą. Po prostu nikt nie chce wydawać dużych sum pieniędzy na kilka dni zabawy, aby potem przez miesiąc siedzieć na makaronie do styczniowej pensji. Nikt nie ma oszczędności. Wszyscy żyją od wypłaty do wypłaty.

A ludzie teraz są tacy, mówi jedna z przyjaciółek – jeśli zapraszasz kogoś na święto, nikt nie będzie w stanie zapytać, jak pomóc, co przynieść. Nikt nie proponuje przyczynienia się do stołu. Wszyscy chcą przyjść na gotowe. Potem będą jeszcze omawiać, co było, czego nie było.

Kolejnym powodem jest niechęć do zamieszania i poświęcania sił na przygotowanie stołu. W końcu nie jesteśmy młodzi. Sił brakuje. A ile czasu trzeba, żeby samodzielnie nakryć stół nawet na 8-10 osób…

To się wydaje, że tam, kilka sałatek pokroić i coś ciepłego ugotować. Tymczasem na przygotowanie jednego sałatu oлив’є może pójść 40 minut, zanim wszystko pokroi się w kostkę. A takich sałat jest kilka. Dzień pójdzie, co najmniej.

Wychodzi na to, że przy stole usiądziesz wykończona, zmęczona. A potem jeszcze obsługiwanie gości, sprzątanie po nich, mycie naczyń.

Nikt już nie chce się tym zajmować. Ja, na przykład, od dawna obchodzę święta (o ile je obchodzę, oczywiście) w kawiarni. Przychodzisz na gotowe, posiedzisz, zjesz i idziesz – żadnych trosk. Tak, to trochę drożej niż gotowanie wszystkiego w domu, ale przynajmniej żadnych zmartwień, nie czujesz się wyciśnięta jak cytryna na święto.

Jedna z przyjaciółek wymieniła jeszcze jedną przyczynę – chęć spokoju.

Goście będą siedzieć do późna. Nowy Rok to przecież, przynajmniej do pierwszej godziny rano nikt nie śpi – o północy świętujemy, potem jeszcze trochę wypijamy, zakąszamy… wielu lubi posiedzieć do rana w to święto.

A w naszym wieku już jest ustalony rytm, i przez całą noc siedzenie i rozmawianie językiem młota nie jest wcale przyjemne. To już bardzo męczące. Nawet jeśli nie chcemy spać, chcemy przynajmniej spokojnie rozsiąść się na miękkiej kanapie w piżamie i obejrzeć dobry film, a nie przez godziny podtrzymywać wyczerpujące rozmowy przy stole.

W ogóle rozmawiałyśmy i zgodziłyśmy się wszystkie, że nikt nie chce zapraszać gości. Wszyscy pragną spokojnego, skromnego święta z najbliższymi. Nikt nie zamierza gotować dużo.

Myślę, że najważniejsze to nie goście, dania, ale nastrój i stan duszy. Jeśli wewnętrznie wszystko jest dobrze, spokojnie, harmonijnie, to nie ma potrzeby hałasu. W końcu często głośnymi zabawami, mocnymi napojami próbujemy zagłuszyć dysharmonię duszy.

Myślę, że warto bardziej troszczyć się o swoją wewnętrzną atmosferę niż o to, co się dzieje wokół.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *