Mąż początkowo chciał dziecka, a teraz się rozwodzimy z powodu narodzin córki

Mam 25 lat i już jestem rozwódką. W małżeństwie przetrwaliśmy zaledwie dwa lata i staliśmy się rodzicami pięknej dziewczynki. Najciekawsze jest to, że nie spieszyłam się do ślubu, a tym bardziej nie planowałam dzieci tak wcześnie. To był pomysł mojego męża.

Zaproponował mi małżeństwo niemal od razu po naszym poznaniu. Byłam zadowolona, bo szukałam jakiejś stabilności. Ale powtórzę, że nie było to moim celem, ponieważ nie dążyłam do zakładania rodziny w wieku 22 lat. Tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że mąż chce dziecka, a ja nie byłam psychicznie gotowa do tego etapu.

Przyszły mąż mówił, że na razie nie będzie na mnie naciskał. Sam rozumiał, że trzeba trochę żyć dla siebie i zobaczyć świat. Najważniejsze, że nam było razem dobrze. On zajmował się karierą, a ja nauką. Wszystko układało się doskonale.

Jednak po kilku miesiącach mąż zaczął zasygnalizować, że nie byłoby złe zrodzenie dziecka. To mnie irytowało, bo macierzyństwo nie było w moich najbliższych planach. Byłam nieugięta. Jednak zaszłam w ciążę. Przypadkowo. Tak, to się zdarza. Oczywiście, aborcja nie wchodziła w grę.

Naszej córce teraz są dwa lata. Jesteśmy na skraju rozwodu. I najciekawsze jest to, że narodziny córki odegrały w tym nie ostatnią rolę.

Przez te lata zrozumiałam, że jesteśmy zupełnie innymi ludźmi. Nawet nam się razem nie nudzi. A także teściowe mnie nie lubią, więc ciągle stawiały mi kłody pod nogi. Robiły wszystko, aby doprowadzić naszą rodzinę do rozwodu.

Po rozstaniu z mężem stałam się wolna i szczęśliwa. Zrozumiałam, że małżeństwo stało się dla mnie klatką. Zyskałam możliwość zajęcia się tym, co sprawia mi przyjemność, i zabrałam się za rozwijanie kariery. Ale z małym dzieckiem na rękach jest to bardzo trudne.

Mąż obiecał, że weźmie na siebie wszystkie kwestie finansowe, a nie ograniczy się tylko do alimentów. Jednak wyjaśniłam mu, że sprawa nie dotyczy tylko pieniędzy – trzeba jeszcze zajmować się dzieckiem. Nie zgadzam się, żeby nosić córkę na własnych barkach, skoro on jest tak samo rodzicem jak ja.

Nie zgadzam się angażować się sama – obowiązki rodzicielskie trzeba dzielić. Przez połowę tygodnia zajmuję się córką, przez drugą połowę – on. Jeszcze jestem młoda i chcę prowadzić życie prywatne, więc potrzebuję wolnego czasu bez dziecka. Dlaczego mąż może być tylko niedzielnym ojcem? Nie rozumiem tego.

W rezultacie mąż odmawia zabrania córki nawet na weekendy. Otóż jest zajęty i ma swoje plany. A ja nie mam? Dlaczego mam więc poświęcać siebie?

Po odmowie zrobiłam mu awanturę. Powiedziałam, że córki wcale nie zobaczy, jeśli taka sytuacja będzie się utrzymywać. Ale moje groźby były obojętne dla byłego – jakby na nie czekał.

Zrozumiałam, że teraz mogę liczyć tylko na siebie. Jeśli alimenty mogę wywalczyć przez sąd, to zmusić ojca do interesowania się dzieckiem mi się nie uda. Jestem wdzięczna mojej matce, która mi bardzo pomaga. Nie wiem, co bym bez niej robiła. Mąż wspomina o córce raz w miesiącu, nie częściej. Pierwszy związek dał mi doskonałą lekcję – więcej nie będę popełniać takich błędów.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *