Sześć lat temu przeszłam na emeryturę, a córka zaczęła namawiać mnie, abym opuściła moje miasteczko i przeprowadziła się do nich z zięciem, akurat wtedy urodziła się moja wnuczka, potrzebna była moja pomoc

Przez ostatnie sześć lat mieszkam u córki, to ona mnie zaprosiła do siebie. Sytuacja była taka, że musiałam opiekować się wnuczką, aby córka szybciej wróciła do pracy, bo mieli kredyt na mieszkanie. Zgodziłam się, a teraz bardzo tego żałuję, bo czuję się zbędna w ich domu.

Nie, ani córka, ani zięć nie mówią mi tego wprost, ale widzę, że przeszkadzam, a wczoraj córka powiedziała mi, że zepsuli sobie z mężem relacje przez moją obecność. Co teraz robić, nie wiem.

W ubiegłym roku jeszcze jakoś wszystko było w porządku. Wnuczka, uczennica pierwszej klasy, przyzwyczaiła się do szkoły, ode mnie zależało, aby ją odebrać, nakarmić i zająć się nią podczas nieobecności córki. A teraz czuję dosłownie, że wszyscy westchną z ulgą, gdy wyjadę.

Kiedy córka wyszła za mąż, na początku mieszkali z mężem wynajmując mieszkanie, a potem zięć dostał niewielkie dziedzictwo, postanowili kupić swoje mieszkanie. Ale żeby potem nie myśleć o rozbudowie, postanowili od razu wziąć trzypokojowe. Brakowało im trochę pieniędzy, więc zdecydowali się na kredyt.

Zarówno córka, jak i zięć pracowali, wydawało się, że zarobki będą stabilne, i poradzą sobie. Córka ogłosiła, że spodziewa się dziecka, akurat wtedy, gdy przeszłam na emeryturę.

Wnuczka się urodziła, ale córka nie mogła długo być na urlopie macierzyńskim, trzeba było spłacać kredyt. Wyjście córka i zięć widzieli w tym, aby mnie zaprosić do siebie.

– Mamo – błagała córka – przecież jesteś na emeryturze. A my dopiero co zakończyliśmy remont. No, co ty tam robisz?

Żyłam w niewielkim miasteczku we własnym domu. Tutaj mam swoją siostrę i mnóstwo przyjaciółek. Moje życie mi się podobało, nie chciałam się przeprowadzać, ale przecież wnuczka…

Zięć z córką natychmiast przearanżowali dla mnie pokój, który przeznaczyli na salon, abym nie mieszkała w jednym pokoju z wnuczką, żebym miała “swoją przestrzeń życiową”, jak to określiła córka. Spacerowałam z wnuczką, rozwijałam ją, bawiłam się, gotowałam i sprzątałam w domu.

– Co byśmy bez Ciebie zrobili! – zawsze mówił zięć.

– Mamo, tyle ci zawdzięczamy! – ściskała się córka.

Stopniowo przyzwyczaiłam się do miasta i nowej roli dla siebie. Pojawiły się nowe przyjaciółki, z którymi spacerowałyśmy na podwórku.

– Oj – mówiła córka jeszcze w zeszłym roku, gdy wnuczkę odprowadzaliśmy do pierwszej klasy – jak nam poszczęściło! O Martę nie musimy się martwić. Mama odwiezie, przyprowadzi, zadba o naukę. Takie wsparcie, że słowami nie wyrazić.

W październiku zięcia zaproszono na jakieś prestiżowe stanowisko. Cieszyłam się, chciałam, żeby dzieci miały lepiej niż my. Tylko nie mogłam przewidzieć, jak to zmieni zarówno moje życie, jak i stosunek do mnie ze strony najbliższych.

A stosunek się zmienił: zięć się zmienił, zaczął zachowywać się jak pan. Kredyt spłacili w rekordowe 7 miesięcy, a tu zaczęłam czuć się zbędna. Szczególnie gdy usłyszałam, że zięć z córką omawiali kwestię zmiany mebli.

– Salon można zrobić modny – powiedział zięć – ale my tego nie zrobimy. Bo tu mieszka twoja matka. Mam 40 lat, a ja mieszkam z teściową!

Córka zaczęła nawiązywać, że we wszystkich jej przyjaciółek dla dzieci są nianie, a ja czuję się bezużyteczna. Przyjaciółki z podwórka radzą mi zapytać bezpośrednio, czy jestem im potrzebna. A co zrobię, jeśli powiedzą “nie”? Już się przyzwyczaiłam zarówno do wnuczki, jak i do życia w mieście.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *