Przyszłam do córki, kiedy ani jej, ani zięcia nie było w domu. Wszędzie panował bałagan: brud, kurz, jak w starej bibliotece, rzeczy wszędzie porozrzucane, mnóstwo brudnej zmywarki. I postanowiłam, że trzeba posprzątać, bo to się nie godzi. Ale nie miałam pojęcia, że Marii to w ogóle się nie spodoba

Zawsze starałam się pomagać mojej córce, a kiedy wyszła za mąż, jeszcze bardziej się starałam, bo rozumiałam, że dzieci trzeba zawsze wspierać, bo są moją nadzieją i podporą w późniejszych latach.

Pewnego razu postanowiłam pomóc im z całego serca, bo miałam możliwość. A jakie było ich podziękowanie? Oboje powiedzieli, żebym więcej nie wchodziła do ich domu bez potrzeby.

Nie będę zbytnio upiększać sytuacji, bo chcę waszej sprawiedliwej oceny. Może rzeczywiście jestem winna w tej sytuacji. Opowiem wszystko po kolei, może usłyszę dobra radę, bo sama nie mogę zrozumieć, w czym jest moja wina.

Mieszkam niedaleko mojej córki i zięcia. Idzie się tam może 10 minut, jeśli się nie spieszyć. Ale mój dom już stary, a ich nowe budownictwo. Wzięli kredyt po ślubie. Trochę pomogłam, trochę swatka. Teraz mieszkają w tym domu.

Przy tym moja córka Maria, jak bardzo bym jej nie kochała i nie chwaliła, gospodyni taka sobie, zupełnie nie dobra. I to się objawiało od samego dzieciństwa. Nigdy nie sprzątała swoich ubrań czy zabawek. Bez względu na to, jak ją przyuczaliśmy czy dawaliśmy uwagi, Maria zawsze robiła po swojemu.

Teraz minął czas, ma swoją rodzinę, ale w charakterze i nawykach nic się nie zmieniło, wszystko pozostało takie, jak było. Po prostu nie jest dobrym gospodarzem, i tyle, w domu zawsze jest brudno, nigdy nie umie gotować smacznie, gdy już wyprała bieliznę – nigdy nie posprasuje, no i co tam dużo mówić, składa ubrania po tygodniu-dwóch, a tak to leży wszystko w stosie, a biorą z tego stosu i zaraz zakładają.

Oczywiście, nie chciałam wchodzić do cudzego domu, ale kiedy nadarzyła się okazja, mówiłam córce, żeby zwróciła uwagę na coś.

Niedawno postanowili wziąć urlop i wyjechali za granicę na wakacje. Dzieci nigdzie specjalnie nie jeździły na wakacje, bo wszystko zainwestowali w mieszkanie, a kredyt był. Teraz były fajne zniżki na bilety, taniej wychodziło, dzieci postanowiły pojechać. I na długo. Na 10 dni.

Poprosili mnie, żebym przyszła i podlała kwiaty, zostawili klucze. Początkowo niechętnie się zgodziłam, ale potem stwierdziłam, że może córce po prostu brakuje czasu. Ja szybko posprzątam i pomogę jej w ten sposób.

Kilka razy przyszłam do nich i trochę sprzątałam w domu, póki nie uporałam się z całą robotą. Wszystkie brudne ubrania wyprałam i wysuszyłam, poukładałam na miejsce. W łazience wszystko umyłam, bo w kabinie prysznicowej nawet pleśń się pojawiła. Na kuchni ładnie rozmieściłam całe naczynia i wszystkie rzeczy. Na to wszystko poszły mi dwa dni.

Oprócz tego jeszcze odkurzyłam i umyłam podłogę, wytrzełam kurz, nawet firanki wyprałam, wysuszyłam i powiesiłam z powrotem.

Nie oczekiwałam podziękowania od dzieci, myślałam, że zrobiłam coś miłego i pożytecznego dla nich. Ale jak się myliłam. Minęło 10 dni, dzieci wróciły, poprosiły, żebym ich odebrała, bo mają dużo rzeczy.

No to wszedłem z nimi do domu. A tu zaczęło się najgorzej, zobaczyli, że poradziłam sobie z ich rzeczami. Córka urządziła prawdziwą kłótnię. Zaczęła mówić, że źle postąpiłam, że bez pozwolenia właziłam do ich rzeczy, a oni tego nie chcieli. Maria natychmiast odebrała mi klucze.

Minęły już 2 tygodnie od tego czasu. Z dziećmi kontaktu nie utrzymuję w ogóle. Uważam, że nie zrobiłam nic tak złego, żeby jeszcze się usprawiedliwiać. Czyżbym nie miała racji?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *