Kiedyś poprosiłam męża o pieniądze na jakieś drobnostki, a on zrobił skandal, od tego czasu nie mogę znaleźć sobie miejsca

Coraz częściej kobiety w małżeństwie skarżą się, że zaczyna się prawdziwa zależność finansowa od ich mężów, z którą po prostu nie da się walczyć. Dopóki one siedzą w domu z dziećmi, mężowie zarabiają pieniądze. Ale jeśli pracownik otrzymuje zasłużone wynagrodzenie, to żona, z jej wiecznym brakiem snu i stałym zmęczeniem, musi zadowolić się rzadkimi prezentami. Czy to sprawiedliwe?

Przeważnie to pytanie pojawia się u młodych par, które niedawno miały dziecko lub po prostu się pobrały. Wcześniej wszystko było jasne: oboje pracowali, oboje mieli pieniądze. A teraz jak? Mężczyzna – dostawca pracuje cały dzień, a wieczorem może sobie pozwolić na odpoczynek. Ale dlaczego taka opcja jest niedostępna dla kobiety, strażniczki domowego ogniska? Z jednej strony, ktoś musi utrzymywać rodzinę. Wynagrodzenie pozwala na wyżywienie, ubranie, obucie co najmniej dwóch dorosłych i dzieci obok. Ale dbanie o porządek w domu to także praca. Gdzie więc jest zapłata za to?

Witam, przejdę od razu do rzeczy. Powiedzcie mi, czy to normalne, że jako kobieta, matka dwójki dzieci, muszę prosić męża o pieniądze na zakup jakichś dawno zaplanowanych rzeczy? Przecież przemoc feudalna została zniesiona. Ale fakty pozostają faktami: kobieta we współczesnym małżeństwie to bezprawna służąca, której nawet nie trzeba płacić! No cóż. Przecież nie ma wyboru.

Nie powiem, że mój mąż obija się w pracy, wcale nie. Pracuje fizycznie, robi remonty już, chyba, przez 9 lat. Szefowie są z niego zadowoleni, płacą mu całkiem dobrze. Starcza na jedzenie i ubranie. Nawet czasem jeździmy z dziećmi na wakacje. Nie często, ale fakt. Jednak to wszystko. Muszę dosłownie błagać go o środki na zakup biżuterii, zabiegów kosmetycznych, a nawet gdybym teraz chciała pójść z przyjaciółką do kawiarni, to nie stać mnie!

Nie jesteśmy biedną rodziną, ale też nie bogatą. Solidna klasa średnia. I drogie zakupy, takie jak meble czy samochód, oczywiście omawiamy z mężem. Ale drobne rzeczy, z których składa się życie – to pytanie ciągle mnie nie satysfakcjonuje. Nawet dzieciom przysługują jakieś kieszonkowe. Kupić coś w szkole lub w sklepie obok domu. A wszystko dlaczego? Ponieważ u nas wychowują się dwaj chłopcy. Mąż chce, aby nauczyli się rozumieć, jak zarządzać własnymi finansami. Czy to nie śmieszne?

Codziennie wstaję wcześniej niż wszyscy i gotuję śniadanie. Dla dzieci swoje, dla mnie i męża swoje. Następnie budzę chłopców do szkoły, sprawdzam, czy niczego nie zapomnieli, ubieram ich i czeszę. Potem śniadamy. W międzyczasie mąż zawozi dzieci do szkoły, a sam jedzie do pracy. W tym czasie mam porządek, pranie, gotowanie lub idę po zakupy. Tak większość dnia mija. Następnie zajmuję się z dziećmi pracą domową, a wieczorem kolacją i oczywiście różnymi obowiązkami domowymi. Wieczorem, swoją drogą, nasz tata odpoczywa. Myć naczynia? Nie, dla niego to trudne.

Rozumiecie, weźmy chociażby sprzątanie. Za tę pracę ludzie dostają całkiem niezłe pieniądze. Przecież płaci się godzinowo. A ja muszę gotować jedzenie, prać, prasować… Ile w ogóle zawodów obejmuje współczesna żona? Przy całym tym fakcie muszę pozostać kobietą, troskliwą mamą. Choć z takim grafikiem pracy czasami znika wszelkie uczucie do swojego mężczyzny. Zdarza się, że muszę spędzać czas nawet z własnymi dziećmi na siłę! No jakie bajki, kiedy jestem zmęczona jak pies?

I nie mówcie mi o nowoczesnej technologii, która ułatwia życie! Umyte rzeczy trzeba rozwiesić do wyschnięcia. Przypomnę, to ubrania dla rodziny czterech osób. Ponadto gotowanie. Kiedyś to było: ugotowaliśmy wielki gar borszczu lub kaszy i jedzcie ją przez tydzień. Teraz wszystko zupełnie inaczej. Dzieci nie zjedzą tego, co im się nie podoba. A tata dał pieniądze, więc pójdą do najbliższej pizzerii lub w ogóle zamówią dostawę. Chodzą jeszcze pod stół, a dla nich nowoczesne gadżety są zrozumialsze niż litery w alfabecie.

Mąż też czasem może przysłać wiadomość, że co bym chciała na kolację. Czy ja wam, robot? Jeśli gotowałam – powinni zjeść. Gotowanie kaszy mi wychodzi, jeszcze nikt nie zatruł się. Mamy tu też mądrego odkurzacza, ale nie potrzebujemy go, a i pies się z przerażenia rozpłacze. Szpic, mniejszy niż kot. Z drugiej strony, przetrzeć całe meble z kurzu inaczej niż ręcznie, i tak się nie da. Tak więc sprzątanie, nawet teoretycznie, nie stało się łatwiejsze. A gdzie znaleźć czas dla siebie? Nie dla leżenia na kanapie, ale po prostu, aby odświeżyć swój wygląd? Nikomu nie podobają się kobiety w szlafroku, z brudnymi włosami i nadmierną wagą. Prawda? To dlaczego nie przyznawać kobietom prywatnego czasu dla siebie plus wystarczającej ilości środków? Za samochodami faceci dbają każdego dnia. I na drogie paliwo nie żałują, i olej wymieniają, i wszystko inne. A kobieta u nich jak wieczny agregat. Nie zepsuje się. To jest właśnie zależność finansowa? Chyba tak.

Pytałam przyjaciółek, czy u nich jest to samo? Okazuje się, że tak. Przynajmniej było. Ale jednej mąż zrozumiał swoją pomyłkę i po normalnej rozmowie, bez kłótni i histerycznych scen, zaczął po prostu raz w miesiącu przyznawać jej pewną kwotę w gotówce. U drugiej sytuacja była prawie taka sama. Z tą tylko różnicą, że w ich przypadku byli praktycznie na skraju rozwodu. Ale w ostatniej chwili mąż się poddał i przyznał swoje błędy. Po co było to wszystko doprowadzać?

A moja szkolna przyjaciółka, na przykład, żyje tak, jak ja. Bez pieniędzy, szacunku i z wystającym językiem na ramieniu. Tam sytuacja jest zupełnie zła: trójkę dzieci, mężczyzna nie radzi sobie, nawet nigdzie nie jeżdżą na wakacje. No i rezultat jest taki, jaki można sobie wyobrazić. Ich dzieci w szkole uważane są za pierwszych łobuzów, matka nie mieści się już w szlafroku, a ojciec jakoś zaczął być przyjmowany do piersi. Czy to normalne, chciałoby się zapytać? Ale cóż zrobić – brak porządku w domu oznacza brak go wszędzie.

Chciałabym zwrócić się do mężczyzn, którzy to czytają, jeśli tutaj w ogóle tacy są: zwróćcie uwagę na potrzeby swoich żon. Kobieta nie będzie szczęśliwa tylko dlatego, że ma dzieci i męża. Jesteśmy również żywymi ludźmi, mamy swoje pragnienia i ambicje. Podczas gdy wy możecie pójść w piątek z przyjaciółmi na relaks, my pracujemy 24/7. Dokładnie tak, bo w nocy może obudzić się małe dziecko, i trzeba być gotowym, aby je ponownie ukołysać. A u was co? Praca się skończyła, a reszta dnia jest wolna.

Mam nadzieję, że chociaż ktoś posłucha moich słów i wyciągnie właściwe wnioski dla siebie. A dla wszystkich pozostałych – powodzenia i łatwego rozwodu. Przecież wcześniej czy później i tak się wydarzy, uwierzcie.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *