Czekamy na test DNA

Słyszałam już wcześniej takie historie, ale nigdy nie sądziłam, że to się może zdarzyć w mojej rodzinie.

Moja córka ma 18 lat, pół roku temu urodziła cudownego synka Maciusia. Wszystko wspaniale, ale teraz czekamy na test DNA.

Wszystko zaczęło się tak dobrze, jak to tylko możliwe. Moja córka spotykała się ze swoim chłopakiem od 2 lat i wszystko było w porządku, więc nie martwiłam się, że są razem. Po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że moja córka jest w ciąży. Od razu podjęliśmy decyzję, że dziecko się urodzi, bez względu na decyzję chłopaka.

Sam chłopak był zaskoczony i nie wiedział, co robić. Ale jego rodzina wspierała i syna, i naszą córkę. A kiedy dowiedzieli się, że to będzie chłopiec, wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na wnuka. Zabrali moją córkę do siebie, pomagali, pilnowali, żeby się zdrowo odżywiała i przyjmowała niezbędne witaminy – miała wszystko. To oni zawieźli moją córkę na porodówkę o 2 w nocy i tam czekali do rana.

Kiedy urodziło się długo wyczekiwane maleństwo, nasza radość nie miała granic, wszyscy odbieraliśmy moją córkę ze szpitala z kwiatami i balonami. Jednak już tydzień później w domu zaczęły się kłótnie, na początku nie rozumieliśmy dlaczego. Okazuje się, że teściowa uznała, że ​​to nie jest dziecko jej syna, bo bo zupełnie nie jest do niego podobne. I powiedziała, że bez testu DNA nie zaakceptuje ani mojej córki, ani wnuka.

Dziecko jest malutkie, jeszcze nie wiadomo, do kogo będzie podobne. Jednak nawet ja widzę, że takiego zadartego noska i jasnych oczek nie ma ani po zięciu, ani po córce, tylko na 100% po teściowej, bo u nas w rodzinie wszyscy mają brązowe oczy. Ale, jak widać, ktoś potrzebuje do życia atrakcji.

Zabraliśmy córkę do domu, porozmawialiśmy. Ufam mojej córce bez zastrzeżeń i wiem, że to dziecko jej jedynego chłopaka. Teraz czekamy na wyniki testu, ale nie wiem, jak potoczy się życie mojej córki dalej. Pewnie będą dalej żyć jak prawdziwa rodzina, a ja z kolei we wszystkim im pomogę, żeby tylko nie mieszkali z teściową.

Jeżeli młodzi są szczęśliwi, to nie ma potrzeby, żeby się do nich wtrącać. Chociaż sami są jeszcze prawie dziećmi, to muszą teraz wziąć odpowiedzialność za to, co zrobili i co robią. Z własnego doświadczenia wiem, jak bardzo zmienia się życie, gdy mieszkasz z rodzicami, a każdy jest przyzwyczajony do życia na swój sposób.

A moim dzieciom życzę tylko szczęścia.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *