Mama i tata rozstali się, kiedy był bardzo mały, ich związek trudno było nazwać zgodnym. To, jak wyglądał ojciec, widział tylko na starych zdjęciach. Ojczym dołożył wszelkich starań, żeby został odnoszącym sukcesy piłkarzem. U szczytu popularności poznał biologicznego ojca, który poprosił syna o to, żeby utrzymywał go na starość, bo dał mu życie.

Rodzice Łukasza rozstali się, kiedy był bardzo mały, ich związek trudno było nazwać zgodnym. To, jak wyglądał ojciec, chłopiec widział tylko na starych zdjęciach. Po rozwodzie ojciec zakochał się w innej kobiecie, a matka Łukasza wydawało się, że na zawsze straciła wiarę w mężczyzn i przez długi czas była samotna. Dopiero gdy jej syn miał 9 lat, poznała Andrzeja, który od razu znalazł wspólny język z chłopcem.

– Dla mnie wspólne łowienie ryb w towarzystwie kogoś dorosłego było czymś tak dziwnym, że przyzwyczajałem się do tego chyba przez rok. Jednak mój ojczym zrobił wszystko, żebym już nigdy nie czuł się samotnym chłopcem wychowywanym tylko przez matkę. To dzięki niemu zacząłem grać w piłkę nożną, nabrałem pewności siebie i odniosłem niesamowite sukcesy jak na małe miasteczko. „Tata zawsze we mnie wierzył i bezgranicznie kochał moją mamę,” – mówi Łukasz.

Andrzej dołożył wszelkich starań, aby zapewnić rodzinie utrzymanie. W związku z tym pracował na dwóch etatach, a czasem jeszcze dodatkowo dorabiał. Nie mieli z Anią wspólnych dzieci, więc pasierb był mu bliższy niż ktokolwiek inny. A kiedy Łukasz zdecydował się wyjechać na studia do Warszawy, ojczym przejął wszystkie wydatki związane z jego edukacją. Mężczyzna wierzył, że stolica jest szansą na realizację sportowego potencjału syna. Nie bez powodu. W ciągu roku Łukasz został kapitanem drużyny uniwersyteckiej i zaproponowano mu, żeby spróbował swoich sił w profesjonalnej piłce nożnej. Na początku chłopak bardzo się bał, że nie sprosta oczekiwaniom nowego trenera. Ale Andrzej nalegał: „Nigdy się nie poddawaj. Musisz dążyć do czegoś więcej, mama i ja wierzymy w ciebie, synu!”

Rodzice byli dumni ze swojego syna, przychodzili na wszystkie mecze i szczerze kibicowali jego sukcesom. Koledzy szybko zaczęli nazywać Łukasza gwiazdą futbolu, często pokazywano go w telewizji, a chłopcy z jego miasteczka z zachwytem w oczach witali sąsiada. Po raz pierwszy od 20 lat biologiczny ojciec Łukasza również zobaczył syna na ekranie. On sam go, oczywiście, nie rozpoznał, ale usłyszał jego nazwisko i pomyślał: „A jeżeli to mój syn?”. Pół żartem powtórzył to pytanie na głos, żeby usłyszała je jego żona. „To może zwróciłbyś się do niego o pomoc? Twój syn pewnie nieźle zarabia…” – zasugerowała.

Przez całe życie Waldek (tak miał na imię biologiczny ojciec Łukasza) nadużywał alkoholu, dopóki nie zdiagnozowano u niego zapalenia wątroby. Choroba zabrała rodzinie ostatnie pieniądze, a nigdy nie mieli ich wiele. Dlatego Waldkowi spodobał się pomysł żony i zaczął szukać syna. Pojechał do stolicy i kupił bilet na mecz. Denerwował się przed spotkaniem z synem, więc postanowił trochę się napić. Alkohol dodał mu odwagi i po zakończeniu meczu wybiegł na boisko. Łukasz właśnie rozglądał się za swoim ojczymem i mamą, kiedy nagle usłyszał wołającego go mężczyznę. Matka chłopaka zbladła, więc Łukasz nie miał wątpliwości, że ten pijany starzec jest  jego własnym ojcem.

Łukasz zaczął utrzymywać kontakt z Waldkiem, a nawet zaprosił go do siebie. Ojciec chłopaka był zdumiony kosztownym wyposażeniem i dumny ze swojego syna.

– Synu, jesteś moją dumą. To, że jesteś uzdolnionym zawodnikiem stołecznej drużyny, to najlepsze, co mogło mi się przydarzyć przed śmiercią.

Po tych słowach ojca Łukasz oczywiście zapytał, co dokładnie ma na myśli. Wtedy Waldek opowiedział o swojej chorobie. Chłopakowi zrobiło się żal mężczyzny i następnego dnia opłacił mu miejsce w najlepszym prywatnym szpitalu w Warszawie.

Waldek przeszedł kurację, która trwała dwa miesiące i miał wszelkie szanse na wyzdrowienie. Ojczym i matka Łukasza denerwowali się, że biologiczny ojciec, który nigdy nie interesował się życiem syna, utrzymuje z nim kontakt tylko ze względu na jego sytuację finansową. Tak, sam Łukasz też o tym myślał, ale mimo wszystko wierzył, że jego ojciec zdał sobie jednak sprawę z błędów młodości.

– Poproś go o więcej. Wiele mu nie ubędzie. Ci piłkarze mają tyle pieniędzy… W końcu ty dałeś mu życie, więc niech syn zaopiekuje się tobą na starość, – z sali Waldka dobiegał kobiecy głos.

Łukasz stał cicho za otwartymi drzwiami. Nie chciał słuchać tego dialogu, ale wewnętrzny głos mu podpowiadał – powinien to wiedzieć.

– Ma taki dom, dobrze mu się żyje. I całe to moje leczenie to nic w porównaniu z tym, ile mu płacą, kiedy biega za piłką. Robotnik w fabryce nie zarobi tyle przez całe życie, a pracuje tak ciężko, że na starość chorób nie da się zliczyć, – zgodził się z żoną Waldek.

Chłopak stał nieruchomo, nie mógł zrozumieć, jak jego własny ojciec mógł być tak niewdzięczny. Tylko przez tę jedną chwilę Łukasz usłyszał tak wiele – jak niesprawiedliwie dużo zarabia i ile powinien płacić choremu ojcu.

Kiedy wszedł na salę, powiedział, że wszystko słyszał i nie może uwierzyć, że ojciec, który nigdy nie płacił alimentów i nie interesował się synem, żąda pieniędzy na „godziwą” starość. I jeszcze oboje z żoną nie mają żadnych wątpliwości, że Łukasz powinien  „podziękować” ojcu za dar życia.

– Ja dałem ci życie! Kim byś był, gdyby nie ja? W ogóle byś nie istniał! Zostawisz mnie na pewną śmierć? Odejdź, jeżeli w ogóle nie masz sumienia. Myślisz, że komuś jesteś potrzebny bez pieniędzy? Matka ma swojego adoratora, też nic jej nie obchodzisz, – zdenerwował się Waldek.

– Ten adorator to mój prawdziwy ojciec, – przerwał mu Łukasz. – I to dzięki niemu zostałem piłkarzem. Pracował na dwa, a czasem na trzy etaty, żeby już nigdy mi niczego nie brakowało. Zanim pojawił się w naszym życiu, mogliśmy z mamą tylko pomarzyć o nowych ubraniach czy porządnym jedzeniu. Dlaczego nie pojawiłeś się wcześniej? Wtedy, kiedy płakałem, bo nie miałem ojca, kiedy nie wiedziałem, co to wędkarstwo, kiedy zaczynałem grać w piłkę nożną, zakochiwałem się po raz pierwszy, kończyłem szkołę i zdawałem maturę?

– Jak ty się odzywasz do ojca?! — krzyknął Waldek.

– Mój ojciec zawsze był przy mnie. A ciebie, człowieku, nie znałem i nie chcę cię znać.

Po tych słowach Łukasz wyszedł ze szpitala. Wracając do domu, pomyślał: „Chyba słusznie się mówi, że ojcem jest ten, który wychował”.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *