Mężczyzna powiedział, że dla niego jestem tu do pracy w domu, a nie dla miłości

Ja wychodziłam za mąż z miłości, uwielbiałam swojego mężczyznę, chciałam dla niego robić wszystko, o co poprosi i jeszcze trochę więcej. Wtedy, gdy otworzyłam oczy, nasz synek miał już pięć lat. A to był już nasz szósty rok małżeństwa.

Przez te lata nie zauważyłam szczególnej uwagi od męża, ale myślałam, że tak powinno być. Że po ślubie – cała piękno i romantyzm, a potem trzeba wspólnie przetrwać, radzić sobie z trudnościami. I dla mnie on był niezawodnym wsparciem.

Nie obdarowywał mnie kwiatami, nie rozpieszczał prezentami, ale byłam zgodna: po co ta cała pokazówka? W końcu trzeba oszczędzać na samochód i powiększać mieszkanie. Dzięki Bogu, myślałam, nie tak jak u koleżanek, mężowie, którzy spędzają ostatnie pieniądze na szampana z ikrami, a potem biegną po pożyczkę.

Pracowałam. Po pracy druga zmiana, pranie i prasowanie, sprzątanie i zajmowanie się dzieckiem. Gotowałam dla rodziny i jeszcze nosiłam obiady teściowej, ona nie lubiła stać przy kuchni. W skrócie, żyliśmy, jak wszyscy żyją.

Ale pewnego razu zauważyłam, że mąż nie spieszy się, żeby mi pomóc. Nie podniesie dziecka, kiedy sprzątam po nim potłuczoną filiżankę. Nie spieszy się wynieść śmieci, naprawić coś. Z kolei nasza sąsiadka z działki, która przychodzi do nas z mężem na herbatę, wywołuje w nim takie impulsy.

Na ich działce wraz z sąsiadem coś naprawiają, budują, nawet gotują. A żona zawsze zadbaną, uczesaną, świeżym manicurem. Siadają wypić herbatę.

  • Idź za żoną – mówią sąsiedzi, a mąż odwraca się:
  • Ona nigdy…

A mnie w istocie nigdy nie brakowało pracy, pracowałam jak koń zarówno na ogródkach, jak i z synem, i remontach… Jaki tam manicure!

A sąsiad zatrzyma się w mieście, aż mąż leci ratować sąsiadkę: to pompuje wodę, to coś robi na działce. A kto mi pompę napełni? Tylko moje ręce.

Któregoś razu nie wytrzymałam, powiedziałam mu, że sąsiadka jest taka zręczna, a od niego nie widzę pomocy. Czy to po to wyszłam za mąż, żebyś na moich oczach pracował na cudzym ogrodzie?

  • A po co jeszcze? – zdziwił się mąż, – może masz zacząć dostawać kwiaty? Jesteś żoną, jesteś matką, no to pracuj, żeby pozostać żoną i matką. Wziąłem do domu gospodynię, żeby nie brakowało, żebyś tu paznokcie malowała!
  • A dlaczego więc jej pomagałeś, tej z paznokciami?
  • To nie twoja sprawa, tu mleko się gotuje, a ty tu otwierasz usta! Jeśli ci się nie podoba – spadaj, kto ci będzie pomagał?

Pomyślałam, że i tak nikt mi nie pomaga. Zebrałam jego rzeczy i wystawiłam z działki. Samotnie mam tu znacznie mniej pracy. Nie po to rodzice ją mi oddali, żeby on na cudzym ogrodzie pasł się.

I z mieszkania zabrałam jego rzeczy. Tak trzy lata nie widziałam alimentów. I do dziecka nie jedzie, nie interesuje się, więc syn poszedł do pierwszej klasy bez ojca. I jak łatwo mi się zrobiło życie! A sąsiad z działki nadal przychodzi mi pomagać, wystawił swoją piękność razem z lakierem do paznokci.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *