Już w pierwszych dniach naszego wspólnego życia zaczęło się to, czego tak bardzo się bałam

Po ślubie zaczęliśmy z Piotrem odkładać pieniądze na własne mieszkanie, ponieważ jako młode małżeństwo nie mieliśmy gdzie mieszkać. Oczywiście, mogliśmy zamieszkać z rodzicami, co zresztą na początku zrobiliśmy. Chciałam przekonać męża, że ​​u mojej mamy i taty będzie nam wygodniej, bo oni mają duży dom i nigdy nie mieli zwyczaju wtrącać się w moje życie, a zwłaszcza teraz, kiedy jestem mężatką.

Ale Piotr powiedział, że to on jest głową rodziny i powinien decydować, gdzie będziemy mieszkać. No i oczywiście, on chciał mieszkać ze swoją matką. Nie chodzi o to, że nie chciałam dzielić przestrzeni w dwupokojowym mieszkaniu z panią Wandą, tylko po prostu od pierwszego dnia naszej znajomości widziałam, że podchodzi do mnie, delikatnie mówiąc, nie najlepiej. Nie, nie zrobiłam niczego, za co mogłaby mnie znienawidzić. Od samego początku starałam się zbudować serdeczne relacje z teściową, chciałam nawet nazywać ją mamą. Ale pani Wanda mnie kategorycznie powstrzymała: „Masz swoją matkę. Nie nazywaj mnie tak. Ja jestem matką tylko dla Piotra”.

Wtedy zrozumiałam, że przyjaźni między nami nie będzie. Teściowa mnie po prostu nie lubiła. Ale nie mogłam zrozumieć dlaczego. Kiedyś sąsiadka powiedziała mi po cichu, że pani Wanda boi się, że syn już jej nie będzie potrzebował, bo ma własną rodzinę. Dlatego wcale nie była szczęśliwa, kiedy Piotr zdecydował się ożenić.

Oczywiście nie było mi łatwo mieszkać w jednym mieszkaniu z osobą, która wprost okazywała niezadowolenie na mój widok. Ale mąż powiedział, że nie przeprowadzi się do moich rodziców, więc jeżeli chcę z nim być, to muszę zgodzić się na jego warunki i mieszkać z panią Wandą, dopóki nie dorobimy się własnego mieszkania.

Już w pierwszych dniach naszego wspólnego życia zaczęło się to, czego tak bardzo się bałam. Moja teściowa widziała tylko negatywy we wszystkim, co robię. Gotowałam – źle, sprzątałam – źle, chowałam się w pokoju, żeby jej znowu nie denerwować – jestem leniwą synową. Nie wiedziałam już, gdzie się ukryć przed tym „wszystkowidzącym okiem” pani Wandy. Dosłownie prześladowała mnie nawet w łazience: teściowej nie spodobało się, że brałam długi prysznic. Pomijając, że to ja i mój mąż opłacaliśmy rachunki.

Pani Wandzie nie podobało się we mnie dosłownie nic: kształt oczu, figura, twarz, kolor włosów, nie mówiąc już o moim stylu i doborze ubrań. Nie miała problemu, żeby powiedzieć mi prosto w twarz, że źle układam bieliznę w szafie. Szczerze mówiła mi, że jestem złą gospodynią, złą żoną i że w ogóle nie nadaję się dla jej syna. Boję się myśleć, co mówiła Piotrowi. Wiedziałam, że pani Wanda obgadywała mnie przed sąsiadami. Potem wszyscy krzywo na mnie patrzyli, bo po wysłuchaniu opowieści teściowej mieli mnie za istotę z piekła rodem.

Kiedy próbowałam porozmawiać z mężem o tym, co się dzieje, zbywał mnie, mówił na przykład: „Zrozum, moja mama ma trudny charakter…”, „Musisz tylko uzbroić się w cierpliwość, niedługo wszystko się zmieni”. Kiedy znowu wspomniałam o tym, żebyśmy zamieszkali z moimi rodzicami, którzy nigdy nie wtrącaliby się w nasze życie, Piotr zdecydowanie odmówił.

Ale po jednej z kolejnych kłótni z teściową nie wytrzymałam, spakowałam swoje rzeczy i wyprowadziłam się do rodziców. Męża nie było w tym czasie w domu. Kiedy zadzwonił do mnie i zapytał, gdzie jestem, tym razem ja kategorycznie odpowiedziałam, że jeżeli chce chronić swoją rodzinę, powinien zamieszkać ze mną u moich rodziców, dopóki nie kupimy mieszkania. Ale on ponownie odmówił.

Więc tak sobie myślę: czy potrzebne mi takie małżeństwo, w którym mojego zdania nie bierze się pod uwagę?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *