Moja żona zmarła wiele lat temu. Bardzo chciałem znów poczuć rodzinne szczęście. Piętnaście lat później poznałem Marię. Zamieszkaliśmy razem. Jej syn bardzo często chorował. Ona dużo pracowała. Ale nasz związek szybko się skończył. Nigdy nie udało nam się stworzyć prawdziwej rodziny. Od samego początku ukrywała przede mną prawdę o sobie. Nie byłem gotowy na takie „niespodzianki”.

W moim życiu, jak u każdego, są lepsze i gorsze chwile. Teraz mam 45 lat i zdążyłem poznać wartość zaufania i szacunku. Znam smak szczęścia i straty. Moja pierwsza żona zmarła w wieku 30 lat. Zostałem sam z synem – Patrykiem. Ma teraz 15 lat.

Szczerze mówiąc, sam nie wiem, jak udało mi się normalnie żyć przez te wszystkie lata. Nigdy bym nie pomyślał, że sobie z tym poradzę. Wtedy wydawało mi się, że świat po prostu dla mnie zniknął.

Rok temu poznałam Marię i postanowiłem spróbować na nowo poczuć urok rodzinnego życia. Maria też miała syna z pierwszego małżeństwa. Jej były mąż zostawił ją z dzieckiem i odszedł do młodej kochanki. Michał często chorował. Maria przez całe życie jeździła z nim po szpitalach. Całą swoją wypłatę przeznaczała na lekarstwa. Pracowała jako nauczycielka.

Kiedy ją poznałem, nie wiedziałem o tych problemach w jej życiu. Maria opowiedziała mi o stanie swojego syna już po tym, jak wzięliśmy ślub. Ja od samego początku dużo opowiadałem jej o Patryku. Ale nie chciałem, żeby pomyślała, że ​​boję się trudności. Po prostu nie rozumiałem, dlaczego ojciec Michała nie pomaga własnemu dziecku.

Widziałem, że Marii brakuje na wszystko czasu i że czasami potrzebuje dodatkowych pieniędzy. Ale nie prosiła mnie o nie.

Pewnego dnia Patryk powiedział mi, że potrzebuje nowy telefon. Zbliżały się jego urodziny, więc postanowiłem zrobić mu taki prezent. W tym samym czasie Maria poinformowała mnie, że Michał znowu zachorował i poprosiła, żebym pożyczył jej pieniądze.

W rezultacie Patryk bardzo się na mnie obraził. Powiedział, że czyjś syn jest dla mnie ważniejszy niż własny. Po prostu odłożyłem zakup tego telefonu. Tydzień później Michał wyzdrowiał. A potem Maria ponownie poprosiła mnie o pomoc. Tym razem miałem mu opłacić turnus w sanatorium.

Ale odmówiłem, bo planowałem spełnić z opóźnieniem swoją obietnicę i kupić synowi prezent. Nasze dzieci były zupełnie inne. Ostatnimi czasy Maria i ja bardzo się od siebie oddaliliśmy. Coraz bardziej przejmowała się swoim synem. Po jakimś czasie Maria zdecydowała, że ​​lepiej będzie, jeśli pójdziemy każde w swoją stronę. Poparłem jej pomysł. Okłamywała mnie od samego początku. A kiedy między ludźmi nie ma zaufania, to nie ma miejsca na szczęście.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *