Andrzej od dawna cieszył się na swój urlop, dopóki nie dowiedział się, że jego teściowa również postanowiła pojechać nad morze z nim i jego żoną, a wiedział, że to nie skończy się dobrze

Andrzej siedział na łóżku i rozmyślał, przesuwając palcem po dolnej wardze. A miał o czym myśleć. Jego teściowa, Maria, zaprosiła go i jego żonę na wspólny wyjazd nad morze.

Morze jest dobre, wręcz cudowne. Zwłaszcza jeśli teściowa, której wyjazd z koleżankami się nie udał, płaci za te wakacje, a dusza dalej domaga się słońca, morskich fal, gorącego piasku i wszelkich przyjemności.

Minusem jest jednak to, że jedzie z nimi również teściowa, a Andrzej boi się tej głośnej i nieprzewidywalnej kobiety od czasu ich ślubu. Wtedy postanowiła spektakularnie usiąść na szpagacie tuż przed kelnerem, który niósł młodym tort.

Upadek tortu na nowożeńców towarzyszyło głośne “ale-op” teściowej na całe gardło. Podczas gdy teściowa ze stęknięciem zbierała nogi do kupy, Andrzej wydłubywał resztki tortu z dekoltu żony. Było pyszne, ale za mało.

A teraz Andrzej stanął przed perspektywą wyjazdu na dwa tygodnie nad morze z tą okropną kobietą. Andrzej musiał wszystko rozważyć.

Gdy Andrzej się ważył, do pokoju wpadła jego żona Anna, ciągnąc za sobą dużą walizkę. Kiedy Anna zobaczyła, że jej mąż w zamyśleniu oblizuje wargę, nie zawracała sobie głowy przeszkadzaniem mu. Otworzyła szafę i zaczęła się pakować.

Andrzej bezmyślnie przyglądał się temu procesowi, pogrążony w myślach, ale w pewnym momencie jego uwagę przykuły ruchy ciała żony. Świadomie spojrzał na to, co robi żona.

– Ale my jeszcze nic nie postanowiliśmy – oburzył się Andrzej, gdy dowiedział się, że żona pakuje się na wyjazd nad morze.

– Cóż, to nie ty zdecydowałeś. Czy mam wyciągnąć twoje rzeczy z walizki? – Anna zdmuchnęła grzywkę z czoła i spojrzała na Andrzeja nawet z jakąś nadzieją. Walizka uparcie nie chciała się zapiąć.

Andrzej postanowił potraktować zachowanie żony jako znak z góry, więc stanowczo oznajmić, że jedzie z nimi. Anna westchnęła smutno i odbiła się od walizki, próbując ją zamknąć. Chociaż, szczerze mówiąc, koszulka, spodenki i para skarpet z majtkami należące do Andrzeja niewiele by zmieniły w sytuacji z walizką.

– No, młodzi ludzie! Jesteście gotowi na przygodę? – zapytała entuzjastycznie Maria, gdy Andrzej i Anna dotarli wreszcie do pociągu.

– Anna szła bez niczego, ale Andrzej musiał nieść walizkę, która miała być na kółkach, ale jedno z kółek zostało w głębi bagażnika taksówki. Niestety nie zauważyli tego od razu, bo taksówka już odjechała.

– Czy to musi być przygoda? – warknął Andrzej, przecierając mokrą twarz kapeluszem panama.

– Nudny jesteś – skomentowała jego słowa Maria i przytuliła córkę – ale spoko, naprawimy to.

Andrzej nie słyszał słów teściowej, bardziej nurtowało go pytanie, czy uda mu się wyrzucić połowę jej rzeczy z walizki niezauważenie dla żony.

Maria zdążyła zapoznać się z całym powozem, więc zawsze było wokół niej dużo hałasu i tłoczących się ludzi.

Od czasu do czasu Maria przypominała sobie o istnieniu zięcia. Nagle łaskotała jego piętę, która wystawała z półki, i mówiła mu, żeby się nie smucił. Andrzej ze zdziwieniem kręcił głową i mruczał coś nieprzyjaznego.

Kilka razy Maria o mało nie wypadła za pociąg, ale w ostatniej chwili zdążyła wskoczyć do wagonu, potrząsając wędzonym leszczem lub pasztecikami, które kupiła na stacji.

Andrzej za każdym razem denerwował się, że ma taką zwinną i szybką teściową. W końcu podróż dobiegła końca.

Andrzej wciąż nie zdążył wyrzucić połowy rzeczy żony, więc ciągnął za sobą walizkę, starając się nadążyć za Marią i Anną, które nabrały prędkości przelotowej.

Gdy dotarli do hotelu, Andrzej był zlany siódmymi potami, chciał wziąć prysznic i położyć się, by rozluźnić nieprzyzwyczajone do takiego wysiłku ciało. Jednak to marzenie nie miało prawa się spełnić.

Szybko wrzucając swoje rzeczy do pokoju hotelowego, Anna i jej matka zaciągnęły słabo walczącego zięcia na targ, aby kupić prawdziwe południowe owoce i wino.

Tak naprawdę Andrzej był im potrzebny jako siła pociągowa, więc nie brał udziału w selekcji i kłótniach ze sprzedawcami, potulnie przyjmując kolejne paczki. Gdy Andrzejowi zabrakło rąk i sił, postanowili wrócić do hotelu.

Gdy w końcu do niego dotarli, Andrzej poczuł, jakby jego ramiona wydłużyły się o dziesięć centymetrów.

Andrzejowi pozwolono odpocząć w pokoju, a Maria z córką zaczęły snuć plany. O drugiej nad ranem rozległo się pukanie do drzwi Andrzeja.

Andrzej otworzył oczy i z trudem otworzył drzwi. Przed drzwiami czekał na niego pracownik hotelu, który poprosił go, aby zszedł do restauracji i zabrał swoje kobiety do łóżka, ponieważ wypiły za dużo wina i odmówiły wyjścia. Andrzej odwrócił głowę, dokładnie obejrzał łóżko i upewnił się, że nie leży tam jego żona.

Tak więc jego nieśmiała nadzieja, że to nie była jego żona, została rozwiana. Szybko ubierając się, Andrzej pospieszył za recepcjonistką, starając się nie wypaść z kapci, ale pracownica hotelu biegła zbyt szybko. Najwyraźniej teściowa i jej żona naprawdę doprowadziły ich do szału.

W restauracji było głośno. Maria, odebrawszy mikrofon blademu gospodarzowi, prowadziła już jakieś zawody z dystyngowaną publicznością.

Próbowali odebrać jej mikrofon, ale teściowa wymknęła się prześladowcom, nurkując w tłum. Najwyraźniej ta zabawa trwała już od dłuższego czasu.

Andrzej odwracał głowę, próbując znaleźć żonę, gdy ktoś dotknął go od tyłu w miękkie miejsce. Andrzej odwrócił się w podskoku jak kot. Jego wesoła żona stała przed nim, figlarnie wymachując butelką i uśmiechając się tajemniczo i obiecująco.

Zaczerpnął tchu, by powiedzieć, co się dzieje, ale został szarpnięty za koszulę. Pracownik hotelu, który go obudził, jeszcze raz poprosił Andrzeja, by zabrał swoje kobiety, zwłaszcza tę starszą.

Podnosząc chichoczącą żonę, Andrzej zaniósł ją do pokoju, starając się nie przewracać ludzi po drodze.

Gdy zaprowadził żonę do pokoju, delikatnie położył ją do łóżka, gdzie natychmiast zasnęła, a sam zastanawiał się, jak wyciągnąć teściową z imprezy.

Podczas gdy Andrzej rozmyślał, problem rozwiązał się sam.

Drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem, a w progu stanęła kołysząc się sama Maria. Rozejrzała się po pokoju nieobecnym wzrokiem, skinęła głową i głośno nakazała wszystkim spać, bo jutro jadą nad morze. Z czkawką teściowa odwróciła się i podeszła do szafy, która znajdowała się tak blisko drzwi wejściowych.

Gdy z szafy zaczęło dobiegać chrapanie, Andrzej oparł się chęci pozostawienia wszystkiego po staremu. Z westchnieniem wyciągnął teściową z szafy, ale do jej pokoju było za daleko, więc Andrzej położył teściową obok żony, wziął klucze do pokoju teściowej i poszedł tam spać.

Rano do pokoju wtargnęła wesoła i świeża teściowa, a Andrzej poczuł się tak, jakby całą noc przespał w szafie.

Bolało go całe ciało, a oczy chciały się zamknąć. Ale Maria oznajmiła, że jakiś kogucik już dawno zaśpiewał, więc czas wstawać i szykować się na morze.

Zaspany i rozczochrany Andrzej siedział przy stole i nieprzyjaźnie spoglądał na żonę i teściową, które wcale nie były przejęte wczorajszą przygodą. Wesoło jadły śniadanie i śmiały się z czegoś. Andrzejowi nie mógł przejść kęs przez gardło.

Przede wszystkim chciał wrócić pod klimatyzację, do swojego łóżka, ale kobiety zapewniły go, że to tylko pogorszy jego samopoczucie.

– Po prostu spałeś za długo, musisz iść na spacer – powiedziała Maria tonem, który nie tolerował sprzeciwu.

Andrzej był zbyt leniwy, by się z nią kłócić. Z ponurą determinacją ruszył za teściową i żoną, marząc o dotarciu na plażę i zaśnięciu pod parasolem.

Na plaży już prawie zasypiał, gdy nagle zimna woda ochlapała jego rozgrzany brzuch. Andrzej pisnął i podskoczył. W żadnym oku nie było snu, ale chciał kopnąć w piasek osobę, która obudziła go w tak barbarzyński sposób.

Ale była tam tylko trzyletnia dziewczynka z pustym wiaderkiem, patrząca w dół na Anzhei z pewnego rodzaju studyjnym zainteresowaniem. Najwyraźniej to właśnie to wiadro zostało użyte do brutalnego ataku na śpiącego mężczyznę.

Dziecięcy szkodnik został szybko zabrany przez nieznajomego, ale Andrzej nie zdążył jeszcze położyć się spać.

– O, tu jesteś! Chodźmy szybko, zapisałyśmy ci z mamą miejsce na bananie! – Anna przylgnęła do jego ramienia i pociągnęła męża za sobą.

Andrzej upierał się, że nie chce jeździć na bananie, ale Anna przekonała go, że mu się spodoba, zwłaszcza że wszyscy na niego czekali.

Podczas gdy Andrzej obmyślał dobry argument, uśmiechnięty, opalony facet zdążył już założyć Andrzejowi kamizelkę ratunkową i posadzić go.

Miejsce Andrzeja znajdowało się między jego żoną a teściową, a teściowa siedziała za nim, co było szczególnie niepokojące.

Początkowo Andrzej nawet cieszył się z przejażdżki, ale wkrótce łódź nabrała prędkości i zaczęła pokonywać zakręty. Andrzej próbował krzyczeć, ale woda leciała mu do ust, przez co tylko bulgotał z oburzenia.

Za Andrzejem krzyczała jego teściowa, przez co ogłuchło mu lewe ucho, ale to był drobiazg, bo głównym celem Andrzeja było nie odlecieć z nieszczęsnego banana.

Na następnym zakręcie, jakby w zwolnionym tempie, zobaczył Annę wyskakującą z siedzenia i lecącą do wody. Mamrocząc coś bohatersko, Andrzej również wyrzucił ręce w górę i zaczął opadać na bok.

Wpadł już do wody, ale zanim zdążył się zorientować, coś bardzo ciężkiego i głośnego wylądowało na nim. Andrzej natychmiast poszedł pod wodę.

Andrzej odzyskał zmysły już na plaży,, wypluwając słono-gorzką wodę morską. Promienie słońca uderzyły w jego oczy, ale natychmiast zostały zablokowane przez czyjś cień.

– No, jak się czujesz, zięciu? Świetnie się bawiliśmy, co nie? A jutro jeszcze polecimy na spadochronach…

Maria mówiła coś jeszcze, ale Andrzej zamknął oczy.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *