Mój syn ożenił się z kobietą z dwójką dzieci i chciał sprowadzić je do mojego mieszkania, ale odmówiłam

Razem z mężem wychowaliśmy dwójkę dzieci. Od sześciu lat jestem bez niego. Gdyby Piotr żył, nie byłoby tego problemu…

Andrzej, mój syn, ożenił się w wieku 37 lat i poślubił kobietę z dwójką dzieci. Byłam temu przeciwna: nie jest łatwo wychowywać swoje dzieci, a tu nagle dwoje obcych ludzi – nie niemowląt, ale już dzieci w wieku szkolnym. Jednak on mnie nie słuchał. W końcu mieszkał ze mną przed ślubem, a potem postanowił przeprowadzić Marię i jej synów do mojego mieszkania. Ona też była bez dachu nad głową.

Muszę od razu powiedzieć, że kiedy moja córka Anna wyszła za mąż, razem z mężem i swatamii kupiliśmy mieszkanie dla młodych. Nawet dzieci wzięły w tym udział. Teraz często nam pomagają. Gdy Anna i jej mąż są zajęci, na zmianę opiekujemy się naszą wnuczką, odbieramy ją ze szkoły, zabieramy na zajęcia i do klubów.

Andrzej naciskał na mnie kilka razy. Mówił, że będziemy się lepiej bawić, gdy będziemy żyć jako duża rodzina.

To nie było tak, jak się spodziewałam. I nie wierzyłam, że Maria ma prawdziwe uczucia do mojego syna.

Powiedziałam im, że chcę mieć spokój, że będę mieszkać sama i poradziłam im, żeby kupili mieszkanie na kredyt, bo powiedzieli, że każde z nich ma oszczędności, które wystarczą nie tylko na pierwszą ratę, ale i na kilka kolejnych. Ale odmówili. Wynajęli dwupokojowe mieszkanie, jedno z tańszych.

Maria tłumaczyła swoją niechęć do brania kredytu tym, że nie chciała dzielić majątku podczas rozwodu, czego się obawiała. Oczywiście nie udawałam, że wierzę w te wyjaśnienia. Nie wpuściłam jej jednak do domu.

Kilka dni później skontaktowałam się z synem i powiedziałam mu, że nie wierzę w słowa Marii i że nie powinni liczyć na moje mieszkanie. Przez kilka miesięcy po tej rozmowie nie odwiedzili mnie, ani ja ich. Oczywiście dzwoniliśmy czasami.

Ale przed Nowym Rokiem zaczęli znowu się pojawiać. Często jadaliśmy razem w weekendy i święta. Spotykaliśmy się albo u mnie, albo u swatów. Wnuczka i synowie Marii szybko się zżyli. I dobrze, bo nie mieliby się z czym dzielić…

Ale pewnego dnia moja synowa poprosiła o pozwolenie na zrobienie zdjęcia planu mojego mieszkania. Kiedy zapytałam, dlaczego, odpowiedziała, że chce zrobić kosztorys, tak jakby planowali je odnowić. Nigdy nie wspominałam o remoncie, nigdy nie prosiłam o coś takiego.

Postanowiłam zrozumieć, o co w tym chodzi. Andrzej, spuszczając wzrok, wyznał, ze Anna ma już własne mieszkanie, to on powinien posiadać moje… Powiedzenie, że byłam zszokowana, to za mało. Ale zachowałam spokój i poprosiłam, by nie wracali już do tego tematu.

Po kilku dniach Andrzej przyszedł z mistrzami. Nie mogłam dłużej wytrzymać i opowiedziałam o tym córce. Anna zadzwoniła do brata i poinformowała, że nie zrezygnuje ze swojego udziału, co oznaczałoby dwóch spadkobierców. Jednak ta droga była długa i skomplikowana. W związku z tym, lepiej było zrozumieć sytuację, kupić mieszkanie na kredyt, spłacać go stopniowo i zostawić mnie w spokoju.

I tak kupili mieszkanie. Po tej rozmowie już nie odwiedzili mnie, ani nie dzwonili. Byli obrażeni… Cóż, niech tak będzie. Ale czyż nie miałam racji?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *