Przez całe życie małżeńskie starałam się być idealną żoną. Ale po słowach mojego męża, jakby się obudziłam. Od tego czasu nie jestem już pokojówką, kucharką ani gospodynią domową

Pobraliśmy się z Andrzejem w dość dojrzałym wieku. On miał wtedy 42 lata, ja już ponad 36. Byliśmy w pełni ukształtowanymi i niezależnymi osobowościami, z własnymi poglądami na życie i punktami widzenia.

Przez pierwsze kilka miesięcy byłam w prawdziwej euforii. Czułam się najszczęśliwszą kobietą na świecie, bo byłam kochana. Miałam motyle w brzuchu i codzienne zawroty głowy od miłości, którą Andrzej dawał mi każdego dnia.

Z czasem ta euforia minęła i stałam się bardzo poświęcającą się mojemu nowemu statutowi jako jego żona. Chciałam być dla niego idealną żoną. Przestałam chodzić na zajęcia fitness i zrezygnowałam z kursów angielskiego. Rzadko wychodziłam do kawiarni z przyjaciółmi i częściej zostawałam w domu.

Spędzałam całe dnie na sprzątaniu, praniu, prasowaniu i gotowaniu. Nauczyłam piec ciasta, czego nigdy wcześniej nie robiłam. Zaczęłam rozumieć biznes mojego męża i zaczęłam mu pomagać, mimo że mnie o to nie prosił.

Pamiętam ten deszczowy jesienny poranek równie dobrze jak teraz. Andrzej siedział przy stole z gazetą i pił kawę, a ja robiłam kanapki. Pokroiłam ser, wędlinę i pomidory. Wszystko starannie ułożyłam na pachnącym toście… Andrzej patrzył na mnie, nerwowo gniotąc gazetę w dłoniach. W pewnym momencie załamał się:

– Dla kogo ty gotujesz? Mówiłem ci, że będę pił tylko kawę. Słyszałaś mnie czy nie?Spójrz, kim się stałaś! Żal na ciebie patrzeć! Kiedyś byłaś taka charyzmatyczna, silna i samowystarczalna, a w ciągu kilku miesięcy zmieniłaś się w służącą.

Nie potrzebuję być obsługiwany, słyszysz mnie? Nie potrzebuję pięciodaniowego obiadu, sterylnej toalety i lśniących podłóg. Nie jesteś moim niewolnikiem i nie musisz zmieniać mnie w sens swojego życia. Jestem tylko jego częścią. Po prostu zakochaliśmy się w sobie i postanowiliśmy się pobrać, aby być zawsze razem. W pobliżu, nie po to, by żyć życiem drugiej osoby.

Każdy z nas powinien mieć własne zainteresowania, osobistą przestrzeń i życie. W takich chwilach wyglądasz bardzo żałośnie. Nie potrzebuję takiej żony. Nie musisz być najlepsza ani idealna. Po prostu bądź sobą.

Andrzej odstawił kawę, rzucił gazetę i poszedł przygotować się do pracy. Byłem oszołomiona, a łzy spływały mi po policzkach. W tym momencie było mi go bardzo żal. A kiedy emocje opadły i trochę się uspokoiłam, zrozumiałam, że mój mąż miał rację.

Wyrzuciłam ciasto do kosza, schowałam rondel i podarłam mój zeszyt z przepisami. Zadzwoniłam do mojej korepetytorki angielskiego i zapisałam się na lekcję. Potem ubrałam się i poszłam na siłownię.

Po porannym monologu Andrzeja jakby się obudziłam. Od tamtej pory nie jestem już pokojówką, kucharką ani gospodynią domową. Od tego czasu znów stałam się sobą i wszystko w naszym życiu znów jest w porządku.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *