Mój mąż zaczął mi dokuczać z powodu drobiazgów w domu i sugerować, że powinnam zmienić pracę, a wszystko dlatego, że zaczęłam zarabiać więcej niż on

Mimo że nie padły tego wprost słowa, doskonale rozumiem, dlaczego mój mąż nagle zaczął nalegać, abym zmieniła pracę.

Wszystko okazało się proste – zaczęłam zarabiać więcej niż mój mąż. I z jakiegoś powodu zraniło to jego ego, chociaż nie spieszy się, by przyznać to wprost. Ale odkąd moja pensja wzrosła, mój mąż nieustannie zarzucał mi, że nie utrzymuję domu w czystości, nie robię zbyt wiele z dzieckiem.

Chociaż niecały rok temu, kiedy miałam wielką ochotę zmienić pracę na coś mniej stresującego, mąż powiedział, że teraz muszę stłumić emocje i pracować, bo mamy sporo długów.

Wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim, ale to było tak, jakbym była w innym zespole. Zmienił się szef, a wraz z nim zwiększyła się rotacja pracowników, bo podejście do ludzi było okropne.

Było mi bardzo trudno wdrożyć się do pracy, mimo że dostałam wiele innych obowiązków, których wcześniej nie wykonywałam.

Codziennie wracałam do domu ze łzami w oczach, moje nerwy były na krawędzi, ale kiedy próbowałam udowodnić mężowi, że muszę zmienić pracę, przewrócił oczami i poradził mi wziąć środek uspokajający.

– Co sobie pomyślałaś? Tak jest teraz wszędzie. A może myślisz, że gdzieś dostaniesz dużą pensję, a szef przyniesie Ci bułeczki na śniadanie, żeby umilić Ci pracę? Co to za przedszkole? – powiedział mi mój mąż.

Zrozumiałam, że w pewnym sensie miał rację, ale czułam się też zawstydzona, że jestem kapryśna po tym, jak tylko on utrzymywał rodzinę przez cały urlop macierzyński.

Wtedy zdecydowałam, że skoro nie mogę zmienić pracy, to muszę zmienić swoje relacje w pracy. A jeśli mnie zwolnią, taki będzie mój los i z czystym sumieniem poszukam nowej pracy.

W pracy zacząłam bronić swoich praw i granic, kłócić się z szefami, pisać do nich raporty i robić wszystko, co powinnam na swoim stanowisku.

Chociaż obciążenie pracą wzrosło, to wynagrodzenie, które również się zwiększyło, doskonale to zrekompensowało. Udało mi się zatrudnić nianię, która odbierała moje dziecko z przedszkola i zajmowała się nim, gdy chorowało. Ta sama niania zajmowała się także sprzątaniem i gotowaniem obiadów, dzięki czemu nie musiałam poświęcać czasu na te obowiązki domowe.

Chociaż zaczęłam wracać z pracy później, teraz mogłam od razu zjeść obiad i spędzać czas z dzieckiem, za którym tęskniłam w ciągu dnia.

Na początku mój mąż był oburzony, że to zabiera zbyt dużo pieniędzy z naszego budżetu rodzinnego, ale kiedy dowiedział się o wysokości mojej nowej pensji, na chwilę się uspokoił.

Mieliśmy teraz wystarczająco dużo pieniędzy, by opłacić nianię, spłacić długi i prowadzić normalne życie. Byłam zadowolona z takiego obrotu spraw, ale mój mąż, jak się okazało, miał zupełnie inne zdanie.

Zaczął się czepiać jedzenia, twierdząc, że smakuje jak gotowe z supermarketu, mimo że było pyszne. Miał zastrzeżenia do różnych rzeczy w domu, stwierdzając zagniecenia tutaj, kurz tam, potrzebne sprzątanie tu, wytarcie tam.

Ostatnio do tego wszystkiego doszły sugestie, że powinnam zmienić pracę. Mój mąż przypomniał sobie, jak mu opowiadałam o trudnościach w mojej obecnej pracy.

– Dlaczego tak ciężko pracujesz? Długi już spłaciliśmy, teraz możesz znaleźć pracę blisko domu, będzie spokojniej niż w tym miejscu, gdzie teraz pracujesz – postanowił wyrazić swoją troskę.

– Ale teraz jestem zadowolona z tego, jak układa się moje życie i jak wygląda moja praca. Nie chcę teraz niczego zmieniać. Owszem, spłaciliśmy długi, ale fajnie byłoby zrobić remont i kupić samochód, a to wszystko wymaga środków finansowych.

Dodatkowo zdałam sobie sprawę, że mogę rozwijać swoją karierę, co również mnie interesuje. Jednak mój mąż i jego narzekanie psują wszystko.

Jasne, że nie chodzi tylko o drobne rzeczy, na które wcześniej nie zwracał uwagi, ale o to, że nie jest szczęśliwy, gdy dostaje mniejszą część dochodu.

Powiedziałam mężowi, że nie mam zamiaru zmieniać pracy, a jeśli on czuje się niekomfortowo, to niech poszuka lepszego miejsca. Udawał, że pieniądze nie mają z tym nic wspólnego, ale ja też nie urodziłam się wczoraj.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *