Następnego dnia Richard nie mógł znaleźć sobie miejsca.
Słowa Clary wciąż dźwięczały mu w głowie. Targały nim wątpliwości i wściekłość — czy to mogło być prawdą? Czy naprawdę pozwoliłby, żeby ktoś skrzywdził jego córkę? A przecież… Helena wydawała się taka troskliwa, uważna. Albo tylko taką udawała?
Wieczorem podjął decyzję.
Zainstalował ukrytą kamerę w pokoju Clary, schowaną dyskretnie między książkami na półce. Oprócz tego, zostawił uchylone drzwi od szafy i sam wszedł do środka, czekając w ciemności. W domu panowała cisza. Clara już leżała w łóżku — Richard powiedział jej, że wychodzi na spotkanie, ale tak naprawdę zakradł się z powrotem przez tylne wejście. Helena myślała, że są same.
Po około trzydziestu minutach Helena weszła do pokoju dziewczynki. Jej głos, niegdyś łagodny, stał się szorstki i zimny:
— Wstawaj. Będziemy się bawić. Bez jęków, rozumiesz?
Richard zamarł. Usłyszał już wystarczająco.
— Proszę… nie… Tata powiedział…
— Twój tata to idiota. Wierzy we wszystko, co mu powiesz. Lepiej milcz, jeśli nie chcesz, żeby pożałował.
Rozległ się trzask. Clara krzyknęła.
Tego było za wiele.
Richard wyskoczył z szafy i wpadł do pokoju. Helena odskoczyła jak oparzona, przerażona, jakby zobaczyła ducha.
— Richard?! Ty… byłeś w domu?!
— Co do cholery robisz mojej córce?! — jego głos drżał od gniewu.
— Ona kłamie! Manipuluje tobą! Ja nic nie…
— Mam wszystko nagrane. Każde słowo.
Helena zamilkła. Jej twarz się zmieniła. Uśmiech zniknął. Zostało tylko zimne, martwe spojrzenie.
— Czyli wybrałeś ją. Po tym wszystkim, co razem zbudowaliśmy? Myślisz, że tak po prostu mnie zostawisz? Ta mała… od początku była błędem.
— Wynoś się. Natychmiast. Albo dzwonię na policję.
— Myślisz, że się boję? — Helena zrobiła krok w jego stronę, ale Richard się nie cofnął.
— Już zadzwoniłem.
Zrobiła krok w tył. I wtedy usłyszeli syreny. Policyjny radiowóz podjeżdżał pod dom.
Richard zamknął drzwi do pokoju Clary i wyszedł na korytarz.
Helena rzuciła się w stronę schodów, ale funkcjonariusze już byli w środku. Zakuli ją w kajdanki, a ona wrzeszczała i przeklinała:
— Pożałujesz! Zapłacisz za to!
Ale Richard już jej nie słuchał. Stał w progu pokoju swojej córki, trzymając ją mocno w ramionach. Płakała — tym razem z ulgi.
Minęły dwa tygodnie.
Śledztwo potwierdziło wszystko: kamera zarejestrowała wyraźne dowody przemocy fizycznej i emocjonalnej. Helena została oficjalnie oskarżona. Później wyszło na jaw, że to nie pierwszy raz, gdy pojawiały się podejrzenia wobec niej, ale dotąd nikt nie miał dowodów.
Clara powoli odzyskiwała uśmiech. Znowu rysowała, bawiła się, biegała po ogrodzie. Ale nocą czasem jeszcze się budziła i pytała:
— Tatusiu… mogę spać z tobą?
— Zawsze, moja kochana.
Richard czuł jednocześnie winę i wdzięczność.
Wina — że nie zauważył tego wcześniej. Wdzięczność — że jego córka odważyła się mu powiedzieć prawdę. A przede wszystkim — że teraz była bezpieczna.
Zapisał ją do psychologa dziecięcego. Chciał, żeby mogła się całkowicie uleczyć. Bez blizn. Zaczęli uczyć się od nowa, jak ufać. Jak żyć spokojnie.
Pewnego dnia, gdy siedzieli razem w ogrodzie, Richard zapytał:
— Claruś, gdybyś mogła mieć jedno życzenie… co by to było?
Dziewczynka zamyśliła się na chwilę, po czym powiedziała:
— Żeby mama w niebie wiedziała, że jesteśmy bezpieczni. I że znów jesteśmy szczęśliwi… razem.
Richard ścisnął jej dłoń, z trudem powstrzymując łzy.
— Będziemy, kochanie. Obiecuję.
I pierwszy raz od dawna powietrze wydało mu się czyste. Lekkie. Jakby życie — powoli, krok po kroku — dawało im kolejną szansę.
