Dobra nowina
Kazimiera spieszyła się do domu. Miała wspaniałą wiadomość dla męża – nie tylko dobrą, ale wręcz wyjątkową. Należało to uczcić. Po drodze wstąpiła do sklepu i kupiła butelkę wina. Przyrządzi kolację, wypiją… – marzyła Kazimiera.
„Stanisław, jestem w domu!” – zawołała, wchodząc do maleńkiego mieszkania. Krzyczeć nie było potrzeby – w takiej przestrzeni każdy dźwięk był słyszalny. Ale radość rozsadzała ją od środka, nie mogła się powstrzymać.
Stanisław niechętnie wyszedł jej na spotkanie.
„Mam taką wiadomość! Szybko zrobię kolację, usiądziemy i uczcimy to. Nawet wino kupiłam. Patrz.” – Kazimiera wyjęła butelkę z torby, nie zauważając napiętego spojrzenia męża. – „Odnieś do kuchni, ja się przebiorę.”
Minęła go, podeszła do szafy, schowała się za drzwiami, by zdjąć ubranie, jak za parawanem. Założyła krótki szlafrok, który Stanisław lubił, poprawiła włosy i zamknęła szafę.
Mąż siedział przed telewizorem z wyciszonym dźwiękiem, patrząc jakby przez ekran. Kazimiera przysiadła obok.
„Co się stało? Mamie znowu źle?” – spytała ostrożnie.
Stanisław milczał. Kazimiera położyła dłoń na jego ręce.
„Cokolwiek by nie było, damy radę. Dostałam…” – Nie zdążyła dokończyć. Stanisław odsunął rękę i zerwał się z kanapy. – „Dobrze, powiesz później. Idę przygotować kolację.”
Smażąc ziemniaki, Kazimiera męczyła się niepewnością. Wiedziała, że wypytywanie na nic się nie zda. Radość gdzieś uleciała. Kupno wina okazało się złym pomysłem. Ale skąd miała wiedzieć?
Pobrali się półtora roku temu. On już pracował w dużej firmie budowlanej, ona kończyła pisanie pracy dyplomowej. Żyli z jego pensji, więc wynajęli małe mieszkanie – na razie wystarczało.
Część zarobków Stanisław wysyłał matce, która mieszkała w innym mieście i często chorowała, wydając mnóstwo na leki. Gdy Kazimiera obroniła dyplom i znalazła pracę, zaczęli nawet odkładać na własne mieszkanie, choć w tym tempie nie uzbieraliby do końca życia.
Nocami marzyli, że kiedyś założą własną firmę. On projektowałby domy, dacze, ona zajmowałaby się wykończeniem i aranżacją wnętrz. Potrzebowali jednak doświadczenia – ludzie nie zaufaliby nowej, nieznanej firmie. Trzeba było rekomendacji. Wtedy kupiliby duże mieszkanie, doczekaliby się dzieci…
Tymczasem Kazimierze zlecano tylko drobne, nudne projekty, w których nie mogła wykazać się talentem ani inicjatywą. Pracowała szybko i dokładnie, choć płacono niewiele. Wierzyła, że prędzej czy później zauważą jej potencjał i powierzą jej coś naprawdę ważnego. Wtedy mieliby wszystko: mieszkanie, które sama urządzi, samochód, meble…
Właśnie dziś szef wezwał ją i oznajmił, że powierza jej duży projekt – remont i wyposażenie mieszkania dla syna bogatej klientki, który miał się żenić za miesiąc. Kazimiera została zwolniona z innych zadań, by skupić się tylko na tym. Za pośpiech – dodatkowa zapłata.
Była pewna, że sobie poradzi. W głowie roiło się od pomysłów – urządzi to, jak dla siebie. Wyobrażała już sobie tę przestrzeń – przytulne królestwo młodej pary. Natychmiast pojechała obejrzeć lokal. Przywitała ją elegancka kobieta, ubrana z wyrafinowanym szykiem. Czuć było od niej bogactwo. Klientka pokazała mieszkanie, przedstawiła oczekiwania, podkreśliła, by nie oszczędzać.
Uzgodnili, że Kazimiera przygotuje projekt aranżacji, propozycje materiałów i stylu, a Izabela Ludmiła (tak się nazywała) zatrudni ekipę remontową. Jeśli projekt spodoba się klientce, prace ruszą natychmiast.
Dlatego Kazimiera tak się spieszyła, by podzielić się radosną nowiną z mężem. Ale wino pozostało nietknięte. Schowała je do lodówki. Po kolacji, która minęła w ciszy, usiadła do komputera. Praca szła sprawnie, zapomniała o wszystkim, dopóki Stanisław nie usiadł obok.
„Odłóż to na chwilę. Muszę ci coś powiedzieć…” – zaczął.
„Mów.” – Kazimiera odwróciła się do niego.
„Wypędzili mnie z pracy.” – Wyrzucił z siebie, nie patrząc na żonę.
„Jak? Dlaczego?” – wykrzyknęła przerażona.
„W firmie i tak był chaos, a tu nagle wpadł nowy, lukratywny projekt. Wszystko na raz… Ciągle mnie poganiaKazimiera spojrzała w oczy Stanisława, w których zobaczyła tylko pustkę, i zrozumiała, że od dawna była dla niego tylko narzędziem, które teraz odłożył na półkę, bo znalazł nowe – bogatsze i piękniejsze.
