— No cóż, córeczko, pomyślałyście? — Tamara Zofia uniosła brwi z pozornym zamyśleniem, jakby próbowała nadać swojemu pytaniu nonszalancki ton. — Wczoraj widziałam takiego Opla! Biały, ze skórzaną tapicerką, chromowane wykończenia, podgrzewane fotele, panoramiczny dach… Cudo, naprawdę cudo. A cena? Tylko trzysta tysięcy złotych. Jak za darmo! — Jej głos, choć utrzymany w udawanej lekkości, zdradzał wyraźne napięcie. To nie była luźna uwaga — to był starannie przemyślany ruch, kolejny krok w długiej kampanii przekonywania.
Małgorzata westchnęła ciężko, zamknęła laptopa i odłożyła go z lekkim trzaskiem na blat stołu. Przez chwilę patrzyła na matkę bez słowa, jakby próbowała dobrać odpowiednie słowa, które z jednej strony nie zranią, z drugiej — nie zostawią miejsca na dalsze naciski.
— Mamo… — zaczęła ostrożnie, przesuwając palcami po krawędzi filiżanki. — Już o tym rozmawiałyśmy. I to nie raz. Mamy… swoje priorytety, inne wydatki, plany. — Przerwała na moment i spojrzała Tamarze prosto w oczy. — Rozumiemy się, prawda, mamo?
Tamara nie odpowiedziała od razu. Zamiast tego z wyraźnym niezadowoleniem sięgnęła po kolejny kawałek placka, który Małgorzata właśnie podała jej na talerzyku. Spojrzała na niego z rezygnacją, jakby był zaledwie marnym substytutem białego Opla z jej snów.
— To tylko samochód, Gosiu… — powiedziała w końcu, cicho, prawie szeptem, z nieukrywaną nutą rozczarowania w głosie. — Ale przecież nie o samochód chodzi. Wiesz dobrze, że ja już niczego nie potrzebuję dla siebie. Po prostu… miło byłoby mieć coś ładnego. Dla odmiany.
Małgorzata poczuła znajome ukłucie w piersi — ten sam rodzaj winy, który pojawiał się za każdym razem, gdy matka mówiła podobnym tonem. A jednak wiedziała, że nie może dać się złamać. Nie tym razem.
— Mamo, mamy dla ciebie inne plany. Bardziej realne — powiedziała łagodnie, ale stanowczo. — Chcemy, żebyś była szczęśliwa, ale nie kupimy ci szczęścia za trzysta tysięcy w salonie samochodowym.
Tamara odchyliła się w fotelu, z teatralnym westchnieniem. Poprawiła apaszkę, której w rzeczywistości wcale nie musiała poprawiać.
— No dobrze — rzuciła z przekąsem. — Przecież to tylko takie niewinne marzenie starej kobiety.
W kuchni zapadła cisza, przerywana tylko delikatnym dźwiękiem łyżeczki uderzającej o filiżankę.
