Życie z niedopowiedzeniem
– Mamo, gdzie są moje pluszaki? – Kinga szybkim wzrokiem przemierzyła pokój, który w jedno ranka zmienił się z przytulnego gniazdka w sterylne pomieszczenie. – Na półce stały też figurki z Kinder Niespodzianek, też ich nie widzę!
– Kinga, oddałam je cioci Grażynie. Ma taką śliczną wnuczkę, prawdziwy aniołek. Ciocia mówiła, że jej Zosia całe rano nie odstępuje torby z twoimi zabawkami – dobiegł głos mamy z drugiego pokoju.
– Jak to? To żart? Mamo, to moje rzeczy! Moje zabawki! – ze łzami w oczach Kinga wpadła do kuchni, niemal krzycząc.
– Boże, dorosła panna, a ryczy jak dziecko przez jakieś drobiazgi. Oddałam je cioci Grażynie, niech chociaż ktoś się nimi bawi. Twoje tylko stały i zbierały kurz. Chyba nie zamierzasz w siedemnastym roku życia bawić się jak maluch? I przestań wrzeszczeć, jakbym ci cały pokój oddała!
– A nie zdziwię się, jeśli w końcu tak zrobisz! Wrócę, a już wprowadzi się jakaś wnuczka albo córka twojej koleżanki! – w gniewie krzyknęła Kinga i wybiegła do drzwi.
I tak było zawsze. Od piętnastego roku życia Kinga dorabiała, żeby nie prosić mamy o pieniądze na ubrania czy kosmetyki. Ledwie kupiła z pierwszej wypłaty sweter i spodnie, a mama już przetrzęsła jej szafę, wyrzucając „niepotrzebne” rzeczy.
– Teraz zarabiasz, a u sąsiadki z trzeciego piętra córka rośnie. SamWidzisz przecież, jak biednie żyją – zimno powiedziała mama, gdy Kinga godzinę szukała ulubionej bluzki, która zniknęła bez słowa.
