W jego ślady
— Krzysiu, czego ci brakuje? Spójrz tylko – polski – dwója, matematyka – pała, a z literatury w ogóle uciekłeś! Dlaczego się nie uczysz i ciągle wagary stroisz? Co ja mam z tobą zrobić, niezdaro jedna! — znowu zmartwiła się Jolanta, przewracając kartki szkolnego dziennika swojego ósmoklasisty.
— Nie wiem. — mruknął nastolatek i odwrócił się od matki.
— Jola, daj chłopakowi spokój! Literatura, biologia… Ja też w młodości wagary urządzałem i jakoś wyrosłem na porządnego faceta! — dobiegł z drugiego pokoju pijany głos męża Zbigniewa, leżącego na kanapie.
— I bardzo to widać! Mogłeś z synem po męsku pogadać, ale przecież nie masz czasu – ty u nas trzeciego dnia nieprzytomny leżysz! — krzyknęła Jolanta.
— No i co z tego? Mam prawo! Nie piję twoich pieniędzy! A poza tym, nasz Wiesiek miał urodziny! Jubileusz, gdybyś wiedziała! — odpowiedział Zbigniew, opadł głową na poduszkę i znów zasnął.
…Jolanta urodziła się w inteligenckiej rodzinie. Rodzice wpajali dziewczynce nie tylko dobre maniery, ale zadbali też o godne wychowanie. Jola pilnie uczyła się w szkole, dostała się na prestiżowy wydział. Tylko przez złośliwy los poznała Zbigniewa.
Poznali się na studenckiej imprezie. Jolanta była na czwartym roku, a Zbigniew właśnie skończył zawodówkę i zatrudnił się w fabryce. Jolanta od razu zauważyła przystojnego młodzieńca o wyrazistych oczach. Zbigniew wyglądał nieco starzej niż rówieśnicy. Wtedy dziewczyna jeszcze nie przeczuwała, jak ten człowiek zburzy jej uporządkowane życie.
Zaczęli się spotykać, a pobrali się latem, gdy Jolanta zdała wszystkie egzaminy i obroniła dyplom. Na początku było całkiem znośnie, ale już wtedy nie podobało się jej, że mąż nie opuszcza żadnej okazji do wypicia. Każdy, nawet błahy pretekst, Zbigniew natychmiast wykorzystywał na huczną biesiadę z alkoholem…
Pewnego dnia Jolanta zrozumiała, że popełniła błąd – ona i mąż zupełnie do siebie nie pasowali. Postanowiła się rozwieść. Ale los znów napisał inny scenariusz – kobieta dowiedziała się, że jest w ciąży.
Nie mogła zdecydować się na usunięcie dziecka. Zostawić je bez ojca też nie było dobrym pomysłem. Optymistka z natury, Jolanta wierzyła, że z narodzinami potomka mąż się ustatkuje. Ale gdy pijany przywlókł się do niej do szpitala, z goryczą zrozumiała – ten człowiek nigdy się nie zmieni.
I tak właśnie było. Zbigniew pił często i dużo. W domu pomagał byle jak, bo albo wychodził na kolejną libację z kumplami, albo odsypiał imprezę.
Jolanta specjalnie nie narzekała, ciągnęła wszystko sama: ciężko pracowała i zarabiała przyzwoicie, w mieszkaniu panował ład i wygoda, synowi Krzysiowi poświęcała uwagę. Ale im chłopak starszy, tym bardziej przypominał ojca. Jolanta nie widziała w nim siebie: Krzyś uczył się niechętn— słabo, unikał zajęć dodatkowych, a w siódmej klasie zupełnie się rozpuścił.
