Przeprowadzka do nowego mieszkania to zawsze kłopotliwa sprawa. Wiedzą o tym wszyscy.
Tak też Katarzyna z mężem, w końcu kupiwszy większe mieszkanie, przygotowywali się do przeprowadzki zaraz po Nowym Roku.
Zaczęli już pakować rzeczy do dużych kartonów, posegregowali je. Część trafiła na śmietnik, część ostrożnie owinięta w gazety lądowała w pudłach…
W końcu przyszła kolej na dużą szafę z antresolą. Mąż przed wyjściem do pracy wyciągnął z góry pudełko z ozdobami choinkowymi, przy okazji wyjmując całą zawartość i układając ją w porządny stos. Teraz ona musiała to wszystko przejrzeć.
Oczywiście, na antresoli trzyma się rzeczy, które na co dzień nie są potrzebne, ale których nie wyrzuci się, dopóki nie upewni się, że już nigdy się nie przydadzą.
Katarzyna miała akurat dwutygodniowy urlop właśnie po to, żeby wszystko poskładać, przejrzeć, zdecydować, co zabrać, a co zostawić. Sprawa nie była prosta. Co zrobić ze szkolnymi zeszytami, pamiętnikami, dyplomami? Kiedy żyli rodzice, oni to przechowywali, a teraz przeszło to na nią jak rodzinna pamiątka.
Siedziała obok tego stosu i metodycznie przeglądała archiwalne skarby, część od razu lądując w czarnym worku na śmieci. Nagle w jej dłoniach znalazła się mała szkatułka, oblepiona muszelkami i kamyczkami, schowana w lnianym woreczku.
Był to prezent od ukochanego dziadka. Przywiózł jej ją z wakacji nad morzem, gdy miała dziesięć lat. Ta piękna szkatułka stała się jej małym sekretem. Chowała w niej różne drobiazgi, cenne jako pamiątki po ważnych chwilach.
„Ciekawe, czy Natalia ma coś takiego?” – pomyślała Katarzyna o córce, ale zaraz uznała, że raczej nie.
Dzieci teraz są zbyt praktyczne, jakieś takie nieromantyczne. W dziesięć lat już wiedzą, kim chcą zostać i gdzie będą studiować.
Ona w ich wieku nawet o tym nie myślała. Poszła do zwykłej szkoły, skończyła technikum, pracowała w lokalnej cukierni.
Mąż, Tomasz, miał więcej szczęścia.
On chciał zostać architektem – i nim został.
Wyuczył się i wrócił do rodzinnego miasta, teraz jest cenionym specjalistą. Jego projekty są zawsze w cenie.
I Natalia taka sama – bardzo ambitna. Choć w swoich jedenastu latach jeszcze nie zdecydowała, kim chce zostać.
Katarzyna trzymała szkatułkę w dłoniach i jakoś bała się jej otworzyć. Co tam znajdzie? Jakie dziecięce wspomnienia?
W końcu uniosła wieko, a wewnątrz… No cóż, co tam mogło być naprawdę cennego? Tani wisiorek na złamanym łańcuszku – mama kupiła go w sklepiku z pamiątkami.
Babci broszka w kształcie ważki z kamyczkami, z których dwa już wypadły.
Duża, perłowa guzika. Piękna, ale Katarzyna już nie pamiętała, z czego była.
Szlifowana szminka w złotym etui – koleżanka dała jej w ósmej klasie, ale mama nie pozwalała jej używać.
I tak tu leżała.
A potem w jej dłoniach znalazł się aksamitny muszki! Granatowy, misternie wykonany.
I wspomnienia cofnęły ją w czasie, gdy na szkolną zabawę noworoczną przyszli chłopcy z innej szkoły.
Nie pamiętała już, dlaczego. Może ich sala gimnastyczna była w remoncie, a może dyrektor wpadł na taki pomysł.
Goście wystąpili z koncertem, a potem były tańce – pierwsze w jej życiu. Która to była klasa? Piąta? Szósta? I wtedy właśnie Kasia po raz pierwszy „zakochała się”. Oczywiście, to zbyt górne słowo.
Ale ten chłopak bardzo jej się spodobał, gdy stał na scenie i recytował wiersze, które wtedy wydały się jej takie dojrzałe.
A tu leży kartka w kratkę, na której je zapisała. Ten chłopak miał na sobie granatowy garnitur i ten właśnie muszki. Jak pięknie mówił!
Kasia marzyła, aby ją zaprosił do tańca. Stała w kącie w białej sukience z kokardą z tyłu, w atłasowych pantofelkach, po raz pierwszy z rozpuszczonymi włosami, nie w warkoczykach, jak zwykle. Ile wtedy miała lat? Jedenaście? Dwanaście? Już nie pamięta. Ale to uczucie, pierwsze wzruszenie, zostało w niej do dziś.
Nie, nie zaprosił jej. A ze szkolnej zabawy wyszedł szybciej niż inni.
Ona z koleżanką poszły za nim do szatni. Szybko się ubrał, zdjął muszkę, nasunął czapkę na oczy i wyszedł. Dziewczyny obserwowały go z boku. A gdy wracały, Kasia znalazła ten muszkę na podłodze. Pewnie próbował schować go do kieszeni, ale… Zgubił.
Podniosła go i wybiegła na szkolne schody, chciała oddać, ale zobaczyła, jak wsiada do samochodu, drzwi się zamknęły, a chłopiec zniknął. Pewnie rodzice po niego przyjechali. I tak się nigdy nie poznali. Nawet nie wiedziała, z jakiej był szkoły.
Ile lat minęło! A jej sekretna szkatułka przechowała ten mały, wydawałoby się, nic nieznaczący epizod. Wszystkie dziecięce skarby wróciły do środka, a ona postawiła szkatułkę na parapecie, postanawiając już jej nie chować.
To cząstka jej dzieciństwa, niech zostanie jak rodzinna relikwia. Może Natalii kiedyś coś o tym opowie. Ciekawe, jak zareaguje? Pewnie powie: „Mamo, dzieciństwo minęło, te wszystkie skarby nie mają już wartości. Trzeba żyć teraźniejszością, nie przeszłością!” No, coś w tym stylu…
Ale myliła się. Gdy Natalia wróciła ze szkoły, od razu zauważyła szkatułkę, przejrzała jej zawartość i spytała:
„To twój skarbiec? Skąd ta piękność?”
Wyjęła najpierw broszkę-ważkę, potem muszkę. Przy obiedzie Katarzyna opowiedziała córce także o tamtym chłopcu.
„A próbowałaś go znaleźć? Poszłabyś do jego szkoły.”
„O social mediach to mi dopiero powiedz, Natalko! Gdzie bym poszła, skoro nie wiem nawet, z której był szkoły ani jak się nazywał. Jedz teraz i zabierz się za lekcje. A ja mam jeszcze mnóstwo roboty.”
Wieczorem wrócił z pracy Tomasz, po kolacji zaczął pomagać żonie w pakowaniu. Wtedy pojawiła się Natalia i oznajmiła:
„Tato, mamie podobał się kiedyś pewien chłopak w szkole. Wyobrażasz sobie, do dziś przechowuje pamiątkę po nim!”
„Natalko!” – oburzyła się Katarzyna,Tomasz roześmiał się ciepło i powiedział: „Wiesz co, Kasiu, może to właśnie dzięki temu zgubionemu muszkowi nasze drogi w końcu się przecięły”.
