Tamara spojrzała na Walentyna Konstantinowicza i znów była przekonana: jej stosunek do niego pozostał taki sam – nie zmienił się ani na ułamek. I jak zawsze witał ją tym samym uważnym, pełnym niechęci spojrzeniem.
Dawno, dawno temu, zanim głupio wpadła w historię i trafiła za kratki, Tamara była jego mentorką. Dopiero zaczynał swoją podróż w medycynie, a ona była już uważana za doświadczonego specjalistę. Ale młody człowiek, jak się okazało, wcale nie starał się naprawić swojego złego początku. Ciągle otrzymywał od niej uwagi – i to nie bez powodu, ale zasłużenie. Teraz spójrz na niego! Jeszcze nie stary, ale już z brzuszkiem, ledwo mieści się przy stole. Kierownik Oddziału! Co za czasy!
– Tamara Nikolaevna… – wyciągnął, jakby savouring każdą sylabę jej imienia. – Po co chodzić? Oboje jesteśmy dorosłymi ludźmi. Zabrałem Cię do pracy. Tak, mam. Tylko po to, żeby się bronić.
Była sucha, uśmiechnęła się lekko krzywo.
— Oczywiście. Zawsze byłaś kobietą … inteligentną. Co więcej-przez lekarza. Oczywiste jest, że teraz nikt nie przyjmie cię w swojej specjalności. Nawet pielęgniarka jest prawie fantastyczna. Ale stanowisko sanitariuszki-mogę zaoferować. Przynajmniej jutro.
Valentine zamazał się w zadowolonym z siebie, paskudnym uśmiechu.
– Nie spodziewałam się niczego innego.
– Jak pan chciał? Z Twoimi osiągnięciami! Powinieneś być wdzięczny nawet za to, Tamara Nikolaevna.
– Wdzięczna … kiedy zacząć?
– Znajdź pielęgniarkę, ona wszystko wyjaśni. Wszystkiego dobrego, Tamara Nikołajewna.
Toma próbowała wyjść płasko, ze spokojną postawą, nie dając mu szansy na cieszenie się jej upokorzeniem. I ma rację, do cholery! Naprawdę nigdzie jej nie zabrali. Ani z zawodu, ani w ogóle. Chodzi o te cholerne siedem lat więzienia. Za zabicie własnego męża.
Historia jest banalna. Boleśnie brzydka. I tak stary, że od dawna stał się dla niej częścią serca, a raczej jego raną. Kochała swoją pracę. Dałem jej wszystko-czas, siłę, myśli. To nie wystarczyło mężowi. Chciał, żeby całe jej życie kręciło się wokół niego. Początkowo upokorzył ją słowami-okrutnymi, ciętymi, gorszymi od ciosów. Potem zaczęły się bicie. Za każde spóźnienie z pracy — cios. I za każdym razem coraz mocniej.
Stopniowo Toma stała się niespokojna, szarpnięta, łatwo wpadając w histerię. Pewnego dnia, kiedy jej mąż w końcu stracił kontrolę i wydawało się, że ma zamiar zabić, złapała pierwszą rzecz, którą napotkała. Nie patrząc. I uderzyła go z całej siły w głowę. To była żeliwna patelnia. Ciężki. Dobre. Toma zawsze ceniła wysokiej jakości zastawę stołową-paradoks, ale to właśnie ta miłość uratowała jej życie.
Nikt później nie uwierzył, że coś takiego działo się w jej domu. Szanowaną osobą był jej mąż: uśmiechał się do wszystkich, pomagał schroniskom… ale pod koniec życia była sądzona inaczej. Nikomu nie mówiłam o pobiciu Toma – było zbyt zawstydzone. Ale jej załamania nerwowe w pracy nie pozostały unnoticed.
Odsiedziała siedem lat. Pełny termin. Po wyzwoleniu – bez domu, bez pieniędzy, bez pracy. Krewni męża szybko zabrali mieszkanie. Ciotka schroniła się, ale natychmiast ostrzegła:”nie będziemy długo razem żyć”. Powiedziała wprost. Wyjaśniłem po prostu: jestem przyzwyczajony do życia sam, kocha porządek. Jeśli trochę przesuniesz przedmiot, dyskomfort już dręczy. Nie będą się kłócić o coś ważnego, ale po prostu dlatego, że są w pobliżu.
– Zrozum, Tomku … – mówiła ciotka, delikatnie poprawiając statuetkę na półce. – Kocham cię, jesteś mi droga. Ale nie dogadamy się długo. Potrzebuję mojego porządku. Będziemy się kłócić.
Tamara zrozumiała, że ciotka ma rację. I była wdzięczna za uczciwość. Obiecałem znaleźć sobie mieszkanie, osiedlić się, nie siedzieć na szyi. Na razie-przynajmniej trochę pracy. Następnie-szukaj dalej. Mieć nadzieję. Znaleźć. Na pewno.
Z tych, którzy pracowali wcześniej w szpitalu, prawie nikt nie został. O tym powiedziała jej, prawie do ucha, Baba nura-sanitariuszka z trzydziestoletnim doświadczeniem, która przez te wszystkie lata była tylko Babą Nurą.
– Z tego powodu tyran i złodziej! kobieta splunęła oburzona. – Przez niego wszyscy uciekli!
Tamara uśmiechnęła się delikatnie:
– Bab nur, może po prostu jest trochę głupi i ma wysoką opinię o sobie?
– Nic takiego! Jesteś tutaj-sam wszystko zrozumiesz! Panie, co się dzieje na świecie! Brakuje lekarza, a dobrego lekarza w sanitariacie?! Horror, jedno słowo!
Tymi słowami Baba nura chwyciła wiadro i mop i poszła umyć podłogi, lamentując pod nosem i chrzcząc na każdym kroku.
Tamara Nikołajewna trochę pracowała, ale bardzo szybko zdała sobie sprawę, że Baba nura nie przesadzała. W szpitalu panował prawdziwy chaos. Nie tylko bałagan-całkowity upadek. Ludzie sami przynosili leki krewnym leżącym na oddziałach. Pacjenci przyjeżdżali do szpitala z pościelą.
Jeśli chodzi o jedzenie w jadalni — lepiej nie pamiętać. Tylko jedno pytanie nawiedziło Tomę: czy tak było wszędzie, w całym kraju? A może tylko tutaj, w tym szpitalu?
Rozmawiałam kiedyś z jednym z lekarzy. Ten zmęczony machnął ręką:
– Mamy szczyt. Najbardziej prawdziwy.
– Dlaczego? Co nas wyróżnia? Kiedy tu pracowałam, nie było takiego chaosu!
– Bo kiedyś było co kraść. A teraz, kiedy nie ma z czego, ale chcę-to okazuje się taki “porządek”.
Dlaczego wszyscy milczą? Nie pierwszy raz słyszę o kradzieży.
– Proponujesz podanie do napisania? – uśmiechnął się lekarz. – To głupie. Brak dowodów. A bałagan … jest teraz wszędzie. Nie zdziwiłbym się, gdyby na górze od dawna nie wiedzieli, co i komu tam przydzielają.
Tamara wiele się nauczyła. Na przykład, że teraz szpitale mają sponsorów — ludzi, którzy przekazują pieniądze na różne potrzeby. Usłyszała też, że jeden z takich “dobroczyńców” leży teraz w tym samym szpitalu i na lepszym oddziale. Dla niego posiłki są przygotowywane osobno, ma przypisaną osobistą pielęgniarkę … ogólnie wszystko jest tak, jak powinno — byle nie wiedział, że w pozostałej części szpitala panuje prawdziwy upadek.
Chociaż, jeśli wierzyć wzruszeniom ramion pielęgniarek, może już nie obchodzi go, co się tutaj dzieje. Ponieważ … umierał. Lekarze próbowali walczyć, zmieniali leki, wybierali nowe schematy. Ale nie było poprawy. Jak powiedziała Baba nura:
– Szkoda go … był dobrym człowiekiem. A nasza Walentyna niejednokrotnie zadawała upał! A teraz sam się położył…
Tamara długo nie mogła zrozumieć:
– Jeśli ma tyle pieniędzy, dlaczego po prostu nie pojedzie na leczenie za granicę?
– Alexey Grigorievich, ten sam sponsor, jakby machnął ręką na wszystko. Nie potrzebuje niczego, Tomek Nikołajewna. Nie obchodzi go nic. A wiek, jak mówią, nie jest stary-pięćdziesiątka prawdopodobnie jeszcze nie jest.
Kiedy wieczorem po odbiciu w oddziale zapanowała cisza, Tamara postanowiła wejść do jego oddziału. Chciałem spojrzeć na tego milionera. Co więcej, jej zainteresowanie nie było tylko umierającą osobą — tutaj było zupełnie inaczej.
W Instytucie Tamara i jej koledzy walczyli o stworzenie leku na tę chorobę. Z czasem ci, którzy poważnie zaangażowali się w badania, zostali wyeliminowani. Do czasu, gdy wszyscy rozeszli się po swoich szpitalach i klinikach, temat ten pozostał tylko dla niej.
Oczywiste jest, że samodzielne wprowadzenie takiego narzędzia do badań klinicznych jest prawie fantastycznym zadaniem. Ale Tamara od czasu do czasu wracała do swoich notatek, przeglądała obliczenia. W końcu nie było rzeczy niemożliwych — po prostu idealnie dokładne proporcje zwykłych leków.
Z tych składników uzyskano rodzaj mieszaniny grzechotników, działającej dokładnie we właściwym kierunku. Tylko że nikt jej nie sprawdzał. Dlatego można było tylko zgadywać o skutkach ubocznych. Całkowita niepewność.
– Mogę?
Mężczyzna powoli odwrócił głowę:
— I.
Tamara weszła cicho, usiadła obok i przyjrzała się uważnie pacjentowi. Tak, wszystko się zgadzało. Wszystkie objawy pokrywały się z tymi, które badali tak wiele lat temu.
– Jak się pan czuje?
– A jak myślisz? Obrzucił ją spojrzeniem, w którym nie było zwykłej apatii. – Nie jesteś lekarzem, prawda?
– Nie teraz.
– Jak to?
Tamara uśmiechnęła się gorzko.
– Opowiem ci moją historię. Żebyś nie myślał o mnie gorzej niż jest.
W oczach mężczyzny prześlizgnęła się ciekawość.
— Słuchać. Ciekawy.
Mówiła przez dwadzieścia minut, zanim zamilkła, kończąc historię. Mężczyzna wziął głęboki oddech.
– Tak … Historia. Godna pióra każdego detektywa. A jak to jest pracować pod kierunkiem Walentego Konstantinowicza?
– A jak myślisz? Tamara westchnęła. – Dobrze, najwyższy czas go wyrzucić!
– Ale niech to robią inni? w jego głosie zabrzmiała lekka ironia.
– Dlaczego nie ty? Widzisz, co się dzieje wokół, prawda?
– To, co widzę, jest dla mnie w porządku. Chociaż … chciałbym wiedzieć: nie przyszedłeś z jakiegoś powodu, prawda? Nie za skargami na przełożonych?
– Nie! Oczywiście, że nie! Nie po to. Nie wiem nawet, Jak to wyjaśnić … ogólnie…
Prawdopodobnie po raz pierwszy od dziesięciu lat Tamara tak dużo mówiła. Po opowiadaniu poczuła się zmęczona. Język jakby szeleścił w ustach. Pacjent skinął głową na stoliku nocnym:
– Tam jest woda. Ogólnie … bardzo zabawne. Ile dają mi twoi lekarze?
– Około miesiąca. Pardon…
– Daj spokój! Nie jestem dzieckiem. Chcę żyć. A za ile umrę, jeśli twoje lekarstwo nie pomoże?
– Nie wiem … to może nie zadziałać. Ale jednego byliśmy pewni — nie zaszkodzi. I teraz też na pewno.
– Więc nic nie tracę. W ogóle nic. Naprawdę?
— To prawda.
– Mam … małą, prawie niewidzialną szansę. Ile razy brać?
– Tylko trzy razy, w odstępie tygodnia.
– Zgadzam się. Czego potrzebujesz?
— Pieniądz. Trzeba kupić leki. Są niedrogie, ale … jak możesz sobie wyobrazić, nie mam teraz nic.
– Daj mi telefon.
Drżącą ręką wybierał numer. Dziesięć minut później Tamara miała telefon w kieszeni.
– Do jutra. Wracam do nocy.
Kiedy Tamara przyszła wieczorem do pracy, już na nią czekała. Nie tylko Aleksiej jest tym umierającym “sponsorem”, ale także inną osobą. W gabinecie kierownika wezwano ją natychmiast.
– Co sobie na to pozwalasz?! – Valentin Konstantinovich dosłownie skoczył. – Wziąłem Cię do pracy z litości! A Ty … Ech, jestem głupcem! Naiwny! Jak można było zaufać osobie, która właśnie wyszła z więzienia?! Ledwo przekonałem naszych dobroczyńców, by nie wysyłali cię z powrotem za kratki! Dziękuję, że są dobrzy ludzie! Jak mogłaś brać leki, na które nam przeznaczono środki?! Sprzedać je! Pacjenci zostali bez leczenia! Wynoś się stąd! Zwolnię z artykułu!
Nawet nie pozwolił jej powiedzieć ani słowa, Tylko wypchnął ją z gabinetu. Dopiero teraz Tamara, jak z zimnego prysznica, zrozumiała: wziął ją właśnie po to — aby przypisać jej swoje mroczne czyny. Na byłego więźnia.
Łzy natychmiast napłynęły mi do oczu. Rzuciła się na swoje zaplecze — wisiał tam jej szlafrok. Ale nagle się zatrzymała. Alexey nie jest winny niczego. Czekał! A jeśli lek zadziała? Wtedy może zaprowadzić tu porządek. Tamara dosłownie włamała się do pokoju, wyjęła paczkę z kieszeni.
– Mamy tylko kilka minut!
– Czekaj … co się stało? Płaczecie?
– Nie ma czasu na Wyjaśnienie! Twoi przyjaciele-sponsorzy wzięli walentynkę za gardło, ktoś narzekał — i szybko wszystko na mnie odpisał, jakbym miała wynieść i sprzedać leki! Alexey, nie ma czasu! Jeśli mnie tu przyłapią, po prostu wyrzucą na ulicę! Podaj rękę! Nie bój się! Najważniejsze, żeby się nie bać!
Ostrożnie zaczęła wstrzykiwać lek, prosząc mentalnie, aby nikt nie przeszkadzał. Pierwszy raz … powinien trochę zadziałać.
I w samą porę. Tamara zbliżała się już do swojej szafy, gdy zza rogu pojawiła się cała delegacja. Na czele stoi Valentin. Szli prosto do komnaty Aleksieja. Nie zatrzymaliśmy się tam długo. Wygląda na to, że pacjent się pogorszył.
Wyszli, a Walenty z wyraźną Schadenfreude rzucił:
– Nasz ukochany pacjent nie wytrzyma długo.
Mężczyźni westchnęli i rozeszli się w interesach.
Rano Valentin najpierw udał się do Izby Aleksieja Grigoriewicza — trzeba było wszystko przygotować. Zbieraj analizy, sporządzaj dokumenty. W końcu śmierć jest tuż za rogiem, co oznacza, że ważne jest, aby wszystko udokumentować, aby nikt nie miał niepotrzebnych pytań.
Wszedł — i zamarł jak wkopany. Nawet usta otworzyły się ze zdumienia: Aleksiej siedział na łóżku i … pił herbatę! Przez cały miesiąc, jeśli nie dłużej, nie mógł nawet usiąść.
– Witaj Walenty Konstantinowicz!
— Dzień dobry… – lekarz machinalnie potarł oczy, jakby nie wierzył w swoje słowa.
– Nie musisz się tak martwić. Możesz wysłać sanitariuszkę? Albo lepiej niż sanitariusz-chciałbym wziąć prysznic, ale sam jeszcze nie działa.
Valentine skinął głową w milczeniu, oszołomiony i dosłownie wymknął się za drzwi.
Tamara nerwowo chodziła po pokoju w tę iz powrotem. Dziś minął dokładnie tydzień od momentu, gdy zrobiła pierwszy zastrzyk Alexeyowi. A jeśli nie przyjedzie? Więc leczenie nie pomogło? A może … po prostu straciłeś zainteresowanie?
Zaczęła się ubierać, a potem znów się rozbierała, nie znajdując dla siebie miejsca. Nerwy się poddawały. Ciotka W końcu nie wytrzymała:
– Tomka Usiądź! Przestań się rzucać! Nie jesteś mała! Sama mówiła-człowiek poważny, biznesmen. Jeśli zapomniałeś adresu, znajdziesz go. Ze szpitala się dowie. Więc usiądź i czekaj! I módlcie się tylko, żeby wszystko było dobrze. Bo następnym razem będziesz miał dwadzieścia lat! Po co w ogóle się angażujesz?!
Gdy ciotka skończyła swoją tyradę, samochód gwałtownie zahamował przy wejściu. Zza kierownicy wyskoczył mężczyzna, okrążył się, otworzył drzwi z miejsca pasażera i pomógł komuś wyjść.
– To on! Ciociu, to on! On sam idzie! Widzisz?!!
Ciotka uśmiechnęła się, chociaż starała się trzymać ściśle, aby Tamara nie zdecydowała się zostać z nią na zawsze. Ale w mojej duszy przyłapałem się na myśleniu: jak łatwiej jej było z Tomą obok. Wszystko jest zawsze gotowe, przytulne, czyste… i możesz się przytulić, posłuchać i po prostu porozmawiać.
– Widzę … – powiedziała cicho. Brawo Tomka…
Po drugim zastrzyku Aleksiej został z nimi prawie cały dzień. Pili herbatę, rozmawiali. Na trzeci zastrzyk przybył wcześnie rano i pozostał do wieczora. Opowiedział, jak Valentina “usiadła” na miejscu, jak Zasady powoli zaczęły się zmieniać w szpitalu.
Przed wyjściem był trochę zawstydzony i zapytał:
– Tamara … mogę cię zaprosić do restauracji?
Spojrzała na niego. Potem cicho wypowiedziała:
– Nic nie zapomniałeś? Odsiedziałam.
Alex uśmiechnął się:
– A ja jako dziecko kradłem obiady z teczki u kolegów z klasy.
Toma spojrzała na niego zdziwiona … i nagle się zaśmiała. Naprawdę, z serca. Tak dawno się nie śmiała.
– No cóż … oczywiście, że tak.
A ciotka, słysząc to, odwróciła wzrok do okna.
– Dziękuję … – szepnęła. – Dobra dziewczyna Tamara … zasługuje na szczęście.
