– Rodzina twojej siostry jada teraz u nas za opłatą – ogłuszyła małżonka – barszcz 400 rubli

— Tanya, gdzie masz cukier puder? — Nastya znowu grzebała w jej szufladach kuchennych. — Dlaczego ciągle go przenosisz?
Tatyana miała już dość tych nagłych wizyt siostry Saszy. Byłoby jeszcze dobrze, gdyby przychodziła sama. Ale nie, ona ciągnęła za sobą całą rodzinę — męża Tolikę, syna Kiryuchę i taksę Jerry’ego.

Te wizyty zawsze kończyły się płaczem. Kiryucha biegał po mieszkaniu i niezmiennie coś upuszczał lub łamał, Jerry zostawiał „prezenty” na dywanie, a Tolik siedział, wpatrzony w swój smartfon, ignorując to, co działo się wokół.

Tania nie raz sugerowała Saszy, że trzeba delikatnie wyjaśnić krewnym, że ich dom nie jest miejscem publicznym i że lepiej albo uprzedzać o wizycie, albo spotykać się jak normalne rodziny, podczas świąt.

Ale Sasza za każdym razem się wykręcał i zaczynał grać na żal.

Rzecz w tym, że Nastia i Tolik od dawna byli bez pracy. Pracowali razem w jednej firmie, a po jej zamknięciu nastały ciężkie czasy. Przez jakiś czas Tolik dorabiał nawet jako taksówkarz, ale dochody były marne, a wydatki duże. Dlatego zdecydowali, że ojciec jest bardziej potrzebny w domu i kontynuowali poszukiwania pracy.

Chodzili do Tani, żeby się najadać. Prawie codziennie grzebali w jej szafach i lodówce w poszukiwaniu jedzenia. Ale Tanię oburzało nawet nie to. Chodzi o to, że Nastia zawsze wybierała najbardziej wykwintne i drogie produkty. Nikt nie chciał jeść zwykłej zupy z puszki. Wszyscy woleli wysokiej jakości ser, drogie czekoladki, owoce, a zimą warzywa.

Kiedy sezonowe ogórki były droższe od wołowiny, Tania kupowała jednego ogórka, aby dodać plasterek do kanapki. Natomiast Nastia po prostu brała ogórka i chrupała go, obficie posypując solą.

To samo działo się z pierwszymi czereśniami i arbuzami.

Zięcia przychodziła z rodziną, jakby czuła, że Tania kupiła już coś z nowego zbioru.

— Kira! — krzyknęła Tania, ale było już za późno, Kirill z rozbiegu wskoczył na kanapę, poduszka odskoczyła i uderzyła o stolik przy kanapie. Szklanka z wodą spadła na podłogę i rozbiła się.

— Kirill, nie ruszaj się, ciocia Tania wszystko posprząta! — krzyknęła Nastia. — Daj spokój, szklanka, najważniejsze, że chłopcu nic się nie stało.

— Nastia, te szklanki przywiózł tata z Niemiec, są bezcenne! — powiedziała z goryczą Tania.

— A po co stawiasz drogą zastawę, skoro przychodzą do ciebie dzieci? Ja w domu wszystko schowałam daleko, do szafy i pod klucz.

— Może dlatego, że nie zapraszamy nikogo z dziećmi, one same przychodzą? — nie wytrzymała Tania.
– Ojej! Tania, jak można tak postępować z rodziną? Przecież nie jesteśmy obcymi ludźmi. Co to za sprawa, szklanka. To tylko rzecz! Rzeczy można kupić, a rodzina to coś własnego, bliskiego.
– Dobrze, przepraszam. Wybuchnęłam – przeprosiła winnie Tania, zbierając odłamki.
– No właśnie! Co mamy dzisiaj na obiad? – zapytała szwagierka, pocierając ręce.

Zbliżały się ferie noworoczne i chociaż w samą noc sylwestrową Tania i Sasza zdołali wymigać się od rodziny, ponieważ zarezerwowali stolik w kawiarni z kolegami z pracy, to nadchodzące święta przerażały Tanię. I nie bez powodu.
Każdego dnia szwagierka z rodziną kręciła się w ich mieszkaniu. Najpierw przychodzili, żeby dokończyć resztki po świętach. Potem – żeby pokazać Kiryuszowi bajki na dużym ekranie. Mówili, że mają mniejszy telewizor, a tu jest jak w kinie, dziecko jest zajęte, a rodzice mogą odpocząć.
Apogeum bezczelności było to, że Tolik poprosił Sashę, żeby poszedł pobawić się z Jerrym.
– A ty? – zapytał zdziwiony Sasza.
– Tam jest zimno, a ja nie mam odpowiednich butów. Co ci to takie trudne? – Tolik najwyraźniej nie rozumiał, co jest dziwnego w jego prośbie.
– Tolik, Kira, do stołu! – krzyknęła z kuchni Nastia, jakby była gospodynią.

– A nie chcesz zaprosić nikogo więcej? – Tania była już oszołomiona taką zuchwałością.
– Więc Sanya pójdzie na spacer z Jerrym, a ty pewnie z nim?
Jakby na potwierdzenie absurdalności sytuacji, Jerry podniósł swoją krótką łapkę i zrobił sporą kałużę.
— Ojej, to dobrze, nie trzeba iść na spacer — zaśmiała się Nastia — posprzątajcie po nim, bo już usiedliśmy do stołu i umyliśmy ręce.
Czas mijał, a pracy nadal nie było. Tania ledwo przeżyła noworoczne zamieszanie i teraz, przed letnimi wakacjami, zaopatrzyła się w cierpliwość, odwagę i walerianę.
— Tanio, w przyszłym tygodniu nie przyjedziemy do was, przyjaciele zaprosili nas na duszę — powiedziała ze smutkiem w głosie Nastia, ale Tanio była gotowa tańczyć z radości na tę wiadomość.

— No to jedźcie, oczywiście, odpocznijcie — powiedziała, robiąc smutną minę — a co tam smażysz? To steki?
„Tak, znalazłam w twojej zamrażarce. Ledwo znalazłam, tak jakbyś chciała je schować” – uśmiechnęła się złośliwie szwagierka.
„Rozumiesz, że to dla Sashy? Chciałam zorganizować romantyczną kolację z okazji naszej rocznicy i przygotować jego ulubione steki!” – krzyknęła Tanya.
— Och, jeszcze jest czas, kup jeszcze! — machnęła ręką Nastia.
— Ale ja już zmęczyłam się uzupełnianiem zapasów wszystkiego! Jedzenia, naczyń, ściereczek do podłogi! Jak długo jeszcze będziemy tu siedzieć?
— No dobrze, rozumiem, że jesteś zdenerwowana… Cicho, cicho, uspokój się. Porozmawiamy później.
— Nie porozmawiamy! Wynoście się! — Tania wyrwała jej z rąk rękawicę kuchenną i szczypce. — Wynoście się z naszego mieszkania!
Nastia spojrzała na synową z mieszaniną zdziwienia i przerażenia.

— Czy ona oszalała? Chłopcy, wychodzimy! Ciotka Tania oszalała. — Pospiesznie cofnęła się w kierunku wyjścia.
Przez cały następny tydzień Nastia cieszyła się ciszą, spokojem i pysznym jedzeniem. Przygotowywała Saszy różnorodne kolacje, wieczorami oglądali filmy, wyciągnęli piękne kieliszki do szampana.
— To jakby nasz drugi miesiąc miodowy — powiedziała marzycielsko do męża.
— Nie mów! Bez nich zdecydowanie lepiej — zgodził się Sasza — mam nadzieję, że znajdą pracę.
— Sasza, a po co im szukać pracy? Jedzą u nas, drobne wydatki pokrywają z kieszeni rodziców. A Kiryuchce mama wszystko kupuje. Po prostu świetnie się ułożyli.
— Myślisz, że nie szukają pracy?
— Nie sądzę. Kiedy mieliby jej szukać, skoro całe dnie spędzają u nas?

— Nawet o tym nie pomyślałem — powiedział z namysłem Sasza.
— Bo jesteś zajęty, masz mnóstwo spraw na głowie. Trzeba ich jakoś popchnąć do samodzielnego życia, bo inaczej nie wytrzymam z nimi całego lata.
— Ale jak? Nie chcę ich urazić.
— Będziesz musiał, inaczej nie zrozumieją, ale na szczęście już wymyśliłam, co zrobić. W zeszłym tygodniu, kiedy Nastia weszła do zamrażarki i zaczęła smażyć moje steki.

— I co się stało?
— Rodzina twojej siostry będzie teraz u nas jadła za opłatą — zaskoczyła męża — barszcz za 400 rubli.
— Tan, co?
— Słyszałeś. Jestem zmęczona chodzeniem po sklepy. Nie mam gumowego portfela. Nie stać nas na utrzymanie dwóch rodzin…
— Co tam, twoja się opamiętała? — Nastia dzwoniła do brata, żeby dowiedzieć się, co się dzieje.
— Tak, wszystko w porządku.
— Świetnie, zaraz wpadniemy. — Nie doczekawszy odpowiedzi, Nastia rozłączyła się.
— Jadą. — Sasza sprytnie spojrzał na żonę.

— Doskonale! — uśmiechnęła się.
Jak zwykle, goście od progu skierowali się prosto do kuchni.
— Co mamy na obiad? Tak zgłodnieliśmy na dacie, gospodarze zaczęli prowadzić zdrowy tryb życia, więc nie mają tam nic do jedzenia! Wyobrażasz sobie, jedyne, co było jadalne, to banany. Siedzieliśmy więc jak małpy na tych bananach.
Wszyscy usiedli przy stole, a Tolik potarł dłonie. Jerry położył się u jego stóp, na wypadek, gdyby gospodarz przypadkiem upuścił coś smacznego.
— Na co macie ochotę? — Tatiana wyprostowała się, jak profesjonalna kelnerka.

— A co? Jest jakiś wybór? — zapytał radośnie Tolik.
— Oczywiście. Oto nawet wydrukowałam wam menu. — Tania podała im trzy kolorowe strony.
— O rany! Super! — zachwycił się Kirill.
— Taneczka, a co to za cyfry? Tutaj, spójrz, „puree ziemniaczane z kotletem — 350”. To może waga? Po co nam waga, przecież nie jesteśmy kontrolerami – zaśmiała się Nastia.

– Nie, to cena. Puree z kotletem kosztuje 350 rubli za porcję, a barszcz – 400 rubli. Bardzo polecam barszcz! Wczoraj wzięłam drogi kawałek wołowiny z elegancką kością, palce lizać! – Tania pomocnie pomagała im zapoznać się z menu.
— Co ty? Będziesz brała od nas pieniądze? — Tolik opadł szczęką ze zdziwienia.
— Tak, oczywiście, nie mogę was wiecznie karmić za darmo. Sasza zamierza odejść z pracy, nie możemy sobie pozwolić na luksusy, sami rozumiecie. — Tania wzruszyła współczująco ramionami.
— Sania, to prawda? Dlaczego odchodzisz z pracy? — przestraszona zapytała brata Nastia.
— Jestem zmęczony, chcę odpocząć. Będę oglądał swój duży telewizor, jadł steki. Tak jak wy! Będziemy teraz do was przychodzić w odwiedziny — podchwycił mąż.

— Chłopaki, wszystkie rozmowy później, zamawiajcie, póki jest gorące — przerwała mu Tania — może podam na przystawkę czerwoną rybkę, są kiełbaski? Talerz rybny i mięsny po 200 rubli. To w ogóle koszt własny! Grzech nie zamówić.
Tolik i Nastia spojrzeli na siebie.

Nastia nie wytrzymała pierwsza.
— Z drzewa spadłaś, żeby wyciągać pieniądze od rodziny? Jesteśmy bezrobotni! — krzyknęła.
— My też — odparła krótko Tania.
— Twój mąż ma jeszcze pracę!

— Twój też wkrótce będzie, jeśli będziecie go szukać, a nie siedzieć u nas. Nastia, mówię poważnie, barszcz naprawdę ostygnie. — Na dowód Tania objęła dłońmi garnek i gwałtownie cofnęła ręce. — Nie, jeszcze gorący. Nalewać? Na trzy osoby? Wyjdzie tysiąc dwieście — wyciągnęła rękę po chochlę.
— Wynośmy się z tego teatru absurdu! — Nastia gwałtownie wstała, omal nie przewracając krzesła, a Jerry z zaskoczenia pisnął.
Rodzina powlokła się do wyjścia.
— Odpłacicie mi za to! — syknęła szwagierka, zanim zatrzasnęła za sobą drzwi.

Na początku Tanya obawiała się, że szybko o wszystkim zapomną i wrócą do zwykłego trybu życia, ale Nastia była naprawdę urażona. Powiedziała rodzicom, że synowa „straciła rozum”. Raz wyrzuca ich z domu, raz żąda pieniędzy za jedzenie, jakby miała tam restaurację. Tania i Sasza tylko się śmiali, kiedy matka przekazywała synowi te rozmowy.
Za to po miesiącu Tolik znalazł pracę, i to nie byle jaką, ale zgodną z wykształceniem.
Na szczęście lub nieszczęście, szwagierka przestała przyprowadzać do nich swoją rodzinę i odtąd spotykali się tylko na uroczystościach rodzinnych. Wszystko tak, jak marzyła Tania.
Prawda, żadne spotkanie nie obyło się bez opowieści o szalonej synowej i jej barszczu za 400 rubli. Tani to nie obchodziło. Najważniejsze, że znów stała się pełnoprawną gospodynią własnego domu.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *