Jak śmiesz w ogóle dotykać pacjenta. Jesteś sanitariuszem, który nic nie wie. Lekarz powiedział.

Ola obudziła się z silnym bólem głowy. Z trudem otwierając powieki, nie miała pojęcia, gdzie się znajduje i jak się tu znalazła. Wspomnienia jakby zniknęły. Otaczała ją całkowita ciemność, a gdzieś w pobliżu dochodziły odgłosy. Krzyki te rozdzierały jej bolącą głowę niczym dzwony.

Zebrała wszystkie siły, wstała z ławki i postanowiła sprawdzić, skąd dochodzi hałas. Za rogiem Olia zobaczyła dwóch mężczyzn próbujących wyrwać torebkę z rąk starszej kobiety.

„Hej, co wy robicie?” – krzyknęła z całej siły.

„Stary, spójrz, pojawiła się jeszcze jedna” – powiedział jeden z młodych mężczyzn i skierował się w stronę Oli. Drugi poszedł za nim.

Starsza pani, korzystając z okazji, wyjęła telefon i zadzwoniła pod numer 112: „Witam, proszę natychmiast przyjechać na ulicę Lenina 25. Zostałam napadnięta, chcieli mnie okraść, a teraz zaczepiają dziewczynę”.4

„Patrol już jedzie pod podany adres. Ktoś z okolicznych mieszkańców zdążył wezwać policję” – odpowiedział dyżurny.
Po odłożeniu słuchawki babcia postanowiła działać: „Hej, a moja torba już was nie interesuje?”.

„Odwal się, staruszko. Mamy tu ważniejsze sprawy” – odburknął jeden z napastników.

Nie mając nic lepszego, podniosła z ziemi kamień i rzuciła w ich stronę. Chłopaki odwrócili uwagę od Oli i zwrócili się w jej stronę.

Właśnie w tym momencie podjechała policja. Zatrzymano napastników, spisano zeznania emerytki i odjechano.
„Jak się nazywasz, moja wybawicielko?” – zapytała babcia, podchodząc bliżej.

„Ola”.
„A ja jestem Svetlana Vasilievna. Dziecko, źle wyglądasz. Chodź ze mną, naparzę ci herbaty. Mieszkam tutaj”. Wskazała najbliższy dom.
„Jak to ja jestem wybawicielką? Przecież ktoś wezwał policję”.

“Tak, ale nie bałaś się interweniować, choć mogło to źle się skończyć. Chodź ze mną„.
Wchodząc na drugie piętro, Olia zmrużyła oczy przed jasnym światłem w mieszkaniu.
”Nie bój się, wejdź„ – powiedziała gospodyni i westchnęła, widząc gościa w świetle. ”Szybko zdejmij buty i chodź do łazienki. Trzeba opatrzyć ranę. Boże, kto ci to zrobił?”
W łazience Svetlana Vasilievna zaczęła opatrywać ranę na głowie Oli. „Witka, przynieś moją walizkę z sypialni!” – zawołała.
Po kilku minutach pojawił się siedmioletni chłopiec.
„Nie stój jak słup. To ciocia Olia, ona mnie uratowała. Pomóż jej, przecież wszystkiego cię nauczyłam”.
Dwadzieścia minut później pili herbatę w kuchni.

„Svetlana Vasilievna, nic nie pamiętam. Pamiętam tylko swoje imię, nic więcej. Nawet nie wiem, jak się tu znalazłam”.
„Mocno uderzono cię w głowę. Może masz dokumenty w kieszeniach?”
„Nie sprawdzałam”.

Chłopiec szybko przyniósł kurtkę Oli z przedpokoju.
Przeszukując kieszenie, znalazła tylko zdjęcie. Była na nim ona z młodym mężczyzną. Na odwrocie napisano: „Nigdy się nie poddawaj, siostrzyczko. Kostik”.
„Mam brata”.

„To dobrze. Znaczy się, jest ktoś, kto cię szuka. Dzisiaj przenocujesz u nas, a jutro zdecydujemy, co dalej”.
Ola długo nie mogła zasnąć. Chciała przypomnieć sobie coś o sobie, ale bezskutecznie. Z napięcia ból głowy nasilał się. W końcu zmęczenie wzięło górę.
Kiedy się obudziła, zegar wskazywał południe.
„Obudziłaś się, piękna”.

„Przepraszam, nie sądziłam, że zasnę tak długo”.
„Nie przepraszaj, nie ma po co się spieszyć. Zadzwoniłam do znajomych. Na policji nie ma zgłoszeń o zaginięciu kobiet, ale będą sprawdzać. Zostawiłam twój opis. Trzeba cię też pokazać lekarzowi. Umówiłam cię w szpitalu”.
„Ale ja nie mam dokumentów”.

„To nie ma znaczenia. Wiele osób w naszym mieście jest mi trochę winnych” – uśmiechnęła się Svetlana Vasilievna.
„Wie pani, ilu ludzi uratowała moja babcia. Była chirurgiem” – dodał z dumą Wia.
„Cicho. Nie chwali się ratowaniem życia. To obowiązek każdego lekarza. A znajomości zdobywa się przez długie lata. Teraz jestem na emeryturze. Opiekuję się nim, dopóki jego ojciec zarabia na życie”.
Ola nie pytała o matkę chłopca, uznając, że to nie jej sprawa.

Po obfitym obiedzie wraz ze Svetlaną Wasiliewną udały się do szpitala. Olu oprowadzono po różnych gabinetach, przeprowadzono badania i testy. Ostateczna diagnoza brzmiała jak wyrok: amnezja spowodowana urazem czaszkowo-mózgowym. Lekarze zapewnili, że pamięć powróci z czasem, ale na razie konieczne jest dalsze leczenie.

„Zamieszkasz u nas na razie” – powiedziała Svetlana Vasilievna podczas kolacji. „Zapewnię ci opiekę medyczną nie gorszą niż w szpitalu”.

„Dziękuję pani, Svetlana Vasilievna. Wie pani, kiedy byliśmy w szpitalu, z jakiegoś powodu znałam nazwy sprzętu medycznego. Chociaż to nic nie znaczy – nazwy może znać każdy. Może pracowałam w szpitalu?”

„Czas pokaże. Nie martw się i nie stresuj. Teraz najważniejsze to dbać o głowę”.

Minęły już dwa tygodnie, odkąd Olia mieszkała razem ze Svetlaną Vasilievną i Vitią. W tym czasie bardzo się zaprzyjaźnili. Olia starała się pomagać w gospodarstwie domowym. Dowiedziała się, że matka Viti porzuciła ich dwa lata temu, znajdując bardziej zamożnego mężczyznę, który nie chciał zostać ojczymem. Po rozwodzie Dmitrij, ojciec Wity, odkrył, że była żona zostawiła ogromne długi. Teraz spłacał je, pracując na zmiany. Według Svetłany Wasiliewnej, trudno było mu nie tyle finansowo, co emocjonalnie – bardzo kochał swoją żonę.

„Svetlana Vasilievna, czuję się świetnie. Nie mogę przecież cały czas siedzieć u pani. Muszę znaleźć pracę. Tylko jak bez dokumentów?”

„Cóż, to my rozwiążemy, Olenka. Ale tylko jeśli lekarze pozwolą”.

Svetlana Vasilyevna wcale nie była dla Oli ciężarem. Wręcz przeciwnie, stała się niezastąpioną pomocnicą, a starsza kobieta była jej bardzo wdzięczna. Tym bardziej, że wkrótce skończą się wakacje i Wiacia pójdzie do szkoły – będzie więcej obowiązków.

Kiedy lekarze wyrazili zgodę na podjęcie pracy, Svetlana Vasilyevna zaprowadziła ją do innego oddziału szpitala.

„Oto, Olenka, poznaj mojego długoletniego przyjaciela Andrieja Pawłowicza. Będziesz pracować w jego oddziale jako sanitariuszka. Zgoda?”

„Oczywiście, że tak. Bardzo dziękuję. Miło mi cię poznać. Kiedy mogę zacząć?”

„Jutro. A dzisiaj zapoznaj się z oddziałem i odbierz uniform”.

Tego wieczoru, widząc tort na stole, Wiacia ucieszył się:

„Mamy święto?”

„Tak. Znalazłam pracę. A dokładniej, twoja babcia mi w tym pomogła” – uśmiechnęła się Olia.

„I teraz nas opuścisz?” – zapytał smutno chłopiec.

„Nikt nigdzie nie odchodzi. Kto by ją puścił? Jest dla nas teraz jak rodzina”.

Ich radosny śmiech przerwał dzwonek do drzwi. Olia pospieszyła otworzyć – często przychodzili sąsiedzi z prośbami do Svetłany Wasiliewnej. To ciśnienie zmierzyć, to porady poprosić. Chociaż zawsze narzekała, że trzeba iść do lekarza, a nie do niej, ludzie i tak przychodzili – wiedzieli, że otrzymają pomoc.

Tym razem na progu stał mężczyzna z torbą. Olia nie od razu go rozpoznała, dopiero gdy radosny Wiacia krzyknął:

„Tata przyjechał!”

Chłopiec natychmiast zaczął opowiadać ojcu o Olii, a ona rumieniła się, słysząc jego słowa o tym, jaka jest bohaterką.

Później, kiedy Dmitrij położył Wiotkę spać, dorośli zebrali się w kuchni.

„Oto cała historia, synku. Teraz już wszystko wiesz”.

„Dlaczego nie powiadomiliście mnie choćby telefonicznie? Wyglądałem tak głupio, kiedy Olga otworzyła drzwi”.

“Zawsze masz zbyt wiele czasu. Sam nie powiedziałeś, że przyjeżdżasz. Na długo tym razem?„.

”A co, już się znudziłeś?„ – zaśmiał się mężczyzna.

”Jeszcze się dogadasz!” – powiedziała Svetlana Vasilievna i udawała, że zamachuje ręcznikiem.

Dmitriemu przygotowano miejsce do spania na rozkładanej kanapie w pokoju Wity.

„Svetlana Vasilievna, może ja tam pójdę?” – zapytała nieśmiało Olia.

„To jego ojciec, dawno nie widział syna. Poza tym my, dziewczyny, potrzebujemy osobnych pokoi. Nie ma o czym dyskutować” – odpowiedziała surowo Svetlana Vasilievna, dając do zrozumienia, że rozmowa jest zakończona.

Dni mijały niepostrzeżenie. Początkowo Olia miała trudności w pracy, ale potem odkryła szczególną przyjemność w kontaktach z pacjentami. Słuchając ich opowieści o życiu i chorobach, często łapała się na myśli, że wie, jak leczyć te lub inne dolegliwości. Ale tłumaczyła to przypadkowo usłyszanymi rozmowami lekarzy. Nikt nie skarżył się na nią, a nawet zwykle surowy Andriej Pawłowicz przestał jej przypominać, że w każdej chwili może zostać zwolniona, pomimo rekomendacji Swietłany Wasiliewnej.

Jedyne, co ją niepokoiło, to całkowity brak wspomnień o sobie. Często patrzyła na zdjęcie i zastanawiała się, dlaczego jej brat jej nie szuka.

W weekendy często spacerowali wszyscy razem, w czwórkę. Olej miała wrażenie, że zawsze mieszkała z tą rodziną. Szczególnie przywiązał się do niej Wiacia. Bała się, że chłopiec zbytnio się przywiązuje – w końcu prędzej czy później wszystko sobie przypomni i odejdzie. I choć starała się nie przyznawać tego przed sobą, dla niej też będzie to strata.

Dzisiaj w pracy panował zamęt. Od samego rana wszyscy gdzieś biegali, coś robili. Olea otrzymywała mnóstwo poleceń. Później dowiedziała się, że spodziewano się ważnego gościa z kontrolą, dlatego wszyscy starali się o idealny porządek. Olea nie przejmowała się przyjazdem tej osoby – zawsze sumiennie wykonywała swoją pracę.

Zostało posprzątać ostatnią salę. Dzisiaj przybył nowy pacjent. Kiedy sprzątała, do sali weszło kilku lekarzy. Nie zwracając uwagi na Olu, zaczęli omawiać diagnozę pacjenta i objawy, kłócąc się i udowadniając sobie nawzajem swoje racje. Od hałasu Olu zakręciło się w głowie i usiadła. Jak zwykle nikt nie zwrócił na nią uwagi.

Kiedy zawroty głowy minęły, podeszła do pacjenta. Działała jakby pod wpływem natchnienia. Ola sprawdziła źrenice, zmierzyła puls, zbadała wyniki badań leżące obok. Lekarze zamilkli, obserwując jej działania.

Następnie odwróciła się do nich i powiedziała:

„Wszyscy się mylicie. Tego pacjenta należy natychmiast przenieść na oddział neurologiczny i przeprowadzić dodatkowe badania”. Napisała coś na skrawku papieru i podała jednemu z lekarzy. „To prawdopodobna diagnoza”.
Jako pierwszy ocknął się jej przełożony.

„Jak śmiałaś nawet dotknąć pacjenta? Jesteś tylko sanitariuszką, nie masz pojęcia o medycynie! Wynoś się stąd i nie chcę cię tu więcej widzieć!”
Zdając sobie sprawę ze swojego wykroczenia, Olia postanowiła jak najszybciej opuścić salę, a najlepiej od razu szpital.
Svetlana Vasilievna była bardzo zaskoczona, widząc Oli w domu przed czasem.
„Co się stało?”

Ola spuściła wzrok i opowiedziała wszystko.
„Chwileczkę. W twoich słowach jest ziarno racji. Mam na myśli diagnozę i pacjenta. Zaraz wykonam kilka telefonów. Komu przekazałaś notatkę?”
Dwadzieścia minut później Svetlana Vasilievna wróciła do kuchni.
„Mam dobre i złe wieści. Od których zacząć?”

„Od złych”.
„Ten stary piernik nie przyjmie cię z powrotem do pracy. Inni też będą się bać”.
„A gdzie jest dobra wiadomość?”
„Miałaś rację. Lekarz postanowił sprawdzić twoje przypuszczenia i przeprowadził dodatkowe badania. Pacjent czuje się już znacznie lepiej. A to oznacza, że pamięć zaczyna do niego wracać”.

Ola uśmiechnęła się. Ta wiadomość naprawdę przyćmiła złą. Znajdzie pracę.
Wieczorem Dmitrij ucieszył matkę: znalazł pracę w mieście i nie planuje już wyjeżdżać. „Koniec wędrówek” – powiedział. Zapytał też, czy może tymczasowo zostać tutaj, nadal wynajmując swoje mieszkanie. „W końcu nie jest łatwo samemu z Wietią”.
Oczywiście Svetlana Vasilievna ucieszyła się z tej decyzji. Miała nadzieję, że nie tylko ona i wnuk zatrzymują syna w mieście.
A trzy dni później zadzwonił dzwonek do drzwi. Na progu stał młody mężczyzna, którego Svetlana Vasilievna rozpoznała od razu – to był brat Olin. Zaprosiła go do środka.

Widząc brata, Olia poczuła zawroty głowy. Rozpoznała go natychmiast – przecież oglądała jego zdjęcie wiele razy dziennie.
Podskoczył i podtrzymał ją, żeby nie upadła.
„Siostrzyczko! Wybacz mi! Nic nie wiedziałem!”
„Nie gadaj tak szybko, widzisz – źle się czuje. Zaraz weźmie tabletkę i spokojnie porozmawiamy”.
Później w kuchni Kostik opowiedział swoją historię:

“Wyjechałem za granicę, aby zawrzeć umowy na dostawę sprzętu medycznego. Odziedziczyliśmy po rodzicach klinikę, w której Olia pracowała jako ordynator. Dzielimy się obowiązkami: ja zajmuję się dokumentacją, a ona pacjentami. Zadzwoniłem do kliniki – powiedzieli, że Olia wzięła urlop. Kiedy nie odbierała telefonów, pomyślałem, że chce pobyć sama po rozstaniu z narzeczonym, którego zastała w sypialni z inną kobietą. A kiedy wróciłem, okazało się, że asystentka samowolnie załatwiła jej urlop, ponieważ Olia nie pojawiała się w pracy. Jakże się wściekłem! Zacząłem dzwonić do wszystkich znajomych, podniosłem alarm o jej zaginięciu. Kiedy zamierzałem zgłosić się na policję, zadzwonił Ivan Alekseevich. Niedawno był w twoim mieście i podejrzewał, że widział Olę w szpitalu – prawda, z jakiegoś powodu w stroju pielęgniarki. Wtedy natychmiast udałem się tutaj. Od gadatliwych pielęgniarek dowiedziałem się o pielęgniarce, która postawiła trafną diagnozę trudnemu pacjentowi. Pokazałem im zdjęcie – rozpoznały ją. Znalezienie adresu nie było trudne.

„Przyjechałam tu, aby oderwać się od myśli i zwiedzić miasto. Chciałam otworzyć nowy oddział w innym mieście i uciec od bolesnych wspomnień. Kiedy spacerowałam po mieście, ktoś uderzył mnie od tyłu” – powiedziała cicho Olia.
Minęły cztery miesiące.
„Tato, czy Olia na pewno dzisiaj przyjedzie?”

„Na pewno, synku. Nie przeszkadzaj mi, przygotowuję się na jej przyjazd”.
„Ojej, ależ on się przygotowuje! Wielka mi rzecz – włożył kurczaka do piekarnika i założył czystą koszulę!” – zaśmiała się Svetlana Vasilievna.
„Tato, a ona już nie wyjedzie?” – nie dawał za wygraną Wiacia.
„Jeśli twój tata będzie bardziej stanowczy, to nie”.

„Mamo, przestań! Powiedziałem, że się przygotowuję”.
Wieczorem wszyscy zebrali się w kuchni, jak dawniej, tylko teraz był jeszcze Kostia.
Podnosząc kieliszek, Olia powiedziała:
„Jestem nieskończenie szczęśliwa, że los połączył mnie z tak wspaniałymi ludźmi. Postanowiliśmy otworzyć tu klinikę i zostaję”.

„Hurra!” – krzyknął natychmiast Wia. A Olia pogłaskała go po głowie.
„Ja też bardzo tęskniłam i teraz nigdzie się nie ruszę. Obiecuję”.
„A wy obiecajcie mi, że będziecie się nią opiekować” – powiedział Kostik i mrugnął do Dimy. On, podobnie jak Svetlana Vasilievna, już dawno wszystko zrozumiał.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *