Miesiąc temu, w dniu jego urodzin, Witek z kolegami siedzieli na dworze i śmiali się. Ja weszłam do środka, a przez uchylone okno dotarła do mnie taka oto wypowiedź: „Mówiłem wam, że będzie moja. A razem z nią – wszystkie pieniądze jej tatusia.” Śmiali się razem, gratulowali mu sprytu i przebiegłości. A ja… miałam wrażenie, że ziemia mi się usuwa spod nóg. Wróciłam do nich, nagle zapadła cisza. Powiedziałam tylko, że jestem zmęczona i idę się położyć. Do dziś nie mogę uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Wydaje mi się, że to jakaś chora inscenizacja. A on nawet nie ma poczucia winy – dla niego to wszystko logiczne i właściwe. I to mimo tego, że jestem w ciąży…
Próbowałam poradzić się przyjaciółek, ale one nie potrafią nic konkretnego powiedzieć. Rozumieją, w jakiej znalazłam się sytuacji, ale nigdy same nie przeżyły czegoś podobnego. Rozwód? To nie takie proste. Powiedzieć ojcu? Nierealne. Matce? Nawet się boję. I nie dlatego, że nie umiem tego wyjaśnić – tylko dlatego, że i ona, i ojciec tak bardzo go pokochali, że po prostu mi nie uwierzą.
Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że jego koledzy o wszystkim wiedzieli. A ja przecież tak dobrze się z nimi dogadywałam… Spędzaliśmy razem czas, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. I nawet przez chwilę nie pomyślałam, że cała ta ich paczka patrzy na mnie wyłącznie przez pryzmat pieniędzy mojego ojca.
Jak bardzo chciałabym teraz pójść do jego rodziców i powiedzieć im wprost, że powinni się wstydzić, że wychowali takiego człowieka. Ale nawet tego nie mogę zrobić. Nie mam żadnych dowodów. Tamtej rozmowy nie nagrałam. Nic nie potwierdza mojej wersji. Może powinnam po prostu szczerze z nim porozmawiać. I się rozstać – na jak najbardziej pokojowych warunkach.
To byłoby chyba najlepsze rozwiązanie. Zajęłabym się dzieckiem, a on dostałby swoje pieniądze i odszedłby z mojego życia. Bo właśnie tego teraz najbardziej pragnę – żeby to wszystko się jak najszybciej skończyło. Dlaczego to w ogóle spotkało właśnie mnie? Przecież ja na to nie zasłużyłam. Co mam teraz zrobić?
