Na zarobki zacząłem jeździć bardzo wcześnie. Nie planowałem zostawać za granicą, myślałem, że popracuję rok czy dwa, wrócę do domu i urządzę swoje życie.
Spotkaliśmy się przypadkowo. W tamtym czasie nawet nie znałem dobrze języka. Ale jakoś się rozumieliśmy i było nam razem wygodnie. Jest rdzenną Włoszką. Początkowo byliśmy tylko przyjaciółmi, a potem przyszła miłość. Zarejestrowaliśmy związek. Po roku urodziła się córka, a za dwa lata syn.
Moja żona pochodzi z biednej rodziny, więc musiałem dużo pracować, by jakoś utrzymać rodzinę. Ponadto, dzieci rosły, potrzeby wzrastały. Jednym słowem, w jakimkolwiek kraju byś nie żył, trzeba pracować, aby coś mieć.
Rodziców nie widziałem od dawna, bo od kilku lat nie przyjeżdżałem do domu. Ale często rozmawiamy przez telefon. Finansowo im też nie pomagam, bo obecnie nie mam takiej możliwości.
Pewnego razu zadzwonili do mnie moi rodzice i poinformowali, że postanowili przyjechać do mnie żyć. Mówili, że zostali sami, a za granicą mają syna. Jest możliwość odpoczynku, opalania się na morzu. Słysząc to, straciłem mowę. Muszę się kręcić z ostatnich sił, aby utrzymać rodzinę. Rodzice przyjadą, nie mają gdzie mieszkać. Dom mamy mały, wszyscy się nie zmieścimy.
Poradziłem się żony i postanowiliśmy, że nie należy ich napawać nadziejami. Będzie mi trudno utrzymać rodzinę i spłacać kredyt za dom rodziców. Teraz muszę myśleć o swoich dzieciach.
Zebrałem się na odwagę, zadzwoniłem do rodziców, żeby wyjaśnić swoją odmowę. Nie było mi łatwo. Ale wiedziałem, że inaczej być nie może. Rozumiem, że nie każdy może zrozumieć moją sytuację. Rodzice tego nie zrozumieli.
Wielu może mnie potępiać, ale dla mnie rodzina jest na pierwszym miejscu. Może z czasem będę zarabiać więcej, wtedy kupię dobry dom dla rodziców. Ale to w perspektywie. A teraz powinni mnie zrozumieć, ale tego nie stało się.
