Mam 55 lat. Nagle zrozumiałem, że nie kocham swojej żony, z którą spędziłem pod jednym dachem 30 lat

Została mi obca, nie czuję miłości i troski. Nasze dzieci dorosły, wyruszyły na wolne wody, wtedy pojawił się czas na refleksje. Syn wyjechał za granicę, a córka znalazła sobie bogatego narzeczonego, także dobrze się usadowiła.

Od razu po ich ślubie poczułem wewnętrzną pustkę. Wiele sił poświęciliśmy na przygotowania do uroczystości, byliśmy wyczerpani i zmęczeni. Z żoną pozostaliśmy we dwoje w trzypokojowym mieszkaniu. Nasza droga przestała być wspólna, bez względu na to, jak bardzo to bolało.

Spełniliśmy nasz obowiązek rodzicielski, a to było na tyle. Wszystko wokół nas wygasło. Po prostu żyliśmy w różnych pomieszczeniach, gotowaliśmy jedzenie, chodziliśmy do pracy i oglądaliśmy telewizję.

Kontynuowałem przynoszenie pieniędzy, a żona zajmowała się domem. Chciałem jakoś naprawić relacje z żoną, kupiłem domek na wsi na wspólne weekendy. Jednak żona nie chciała tam mieszkać.

Domek – mój azyl

Żona to pani z miasta, na wsi umiała tylko grillować. Kiedy pierwszy raz tam ją zabrałem, wkroczyła jak królowa i spoglądającym okiem oceniła mój wkład w naszą przyszłość.

Wycinałem drzewa, uprawiałem ogród, a ona leżała w hamaku. Bez podziękowania, bez pomocy. Minęły miesiące. Zrozumiałem, że nie chcę mieszkać w mieszkaniu.

Na wsi czułem się dobrze, tu oddychałem pełną piersią i nabierałem energii. Codzienność, nudził mnie rutyną. Powiedziałem żonie, że chcę mieszkać w domku, była tylko zadowolona. Wydaje mi się, że moją obecnością drażniłem ją, a mojej nieobecności prawdopodobnie nawet nie zauważała, bo żyliśmy jak obcy sobie ludzie.

Dogadaliśmy się, że będziemy się spotykać. Ona nie chciała przyjeżdżać do mnie, musiałem do niej jeździć. Spędziłem jeden dzień w domu, potem znowu wróciłem na wieś. Moje wizyty stawały się rzadkie i krótkie. Wkrótce zaczęliśmy widywać się z żoną raz na miesiąc.

Przywoziłem warzywa, owoce i wracałem na wieś. Żadnego kontaktu między nami nie było.

Czysta karta

Nigdy nie myślałem, że po 50 latach będę chciał zmienić swoje życie. Co więcej, nie myślałem, że zakocham się w innej kobiecie. Przez trzydzieści lat byłem wierny jednej kobiecie, która nie przywiązywała żadnej wagi do moich uczuć. Gdy ochłonąłem, zakochałem się w sąsiadce, która jest o dziesięć lat młodsza ode mnie.

Na początku starałem się tłumić swoje uczucia, potem zdecydowałem zaufać swojemu losowi. Często jej pomagałem w domu, a ona mnie częstowała domowymi wypiekami. Interesowała mnie, a i ona nie była mi obojętna.

Pewnego razu rozmawialiśmy aż do samego rana. Potem związek zaczęła się rozwijać, nikt jednak do pewnego momentu o tym nie wiedział. Teraz nie mam ochoty wracać do miasta.

Chcę rozwieść się z żoną, ale boję się potępienia. Żal mi jej i sąsiadki, zaczną rozpowszechniać plotki, że to ona zniszczyła moją rodzinę, tylko że przecież nie było żadnej rodziny!

Co mam zrobić? Zakończyć swoje dni w samotności czy walczyć o swoje szczęście? Jestem gotowy oddać żonie i dzieciom wszystko, tylko domek zostawić sobie. Dzieci mnie zrozumieją, wiedzą, jak żona do mnie się odnosi, a co z innymi krewnymi…

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *