Już dawno przestałam cieszyć się z telefonów od córki. Jeśli o nas pamięta, to znaczy, że potrzebuje od nas czegoś, zazwyczaj pieniędzy

Nie wiem, gdzie popełniliśmy błąd w wychowaniu, zawsze staraliśmy się dawać córce nie tylko dobra materialne, ale i uwagę. Do siódmej klasy wszystko było dobrze, rosła na wspaniałe dziecko. Chodziła nawet do szkoły artystycznej, a oceny zawsze miała świetne. A potem jakoś niezauważalnie zaczęła staczać się w dół.

Czekaliśmy, ale okres przejściowy się przeciągnął, a potem płynnie przeszedł w szaloną młodość. Rozmawianie z nią stało się niemożliwe, od razu zaczynała się odgryzać. Ledwo udało nam się doprowadzić, żeby skończyła szkołę. O przyjęciu nie było mowy, córka od razu oświadczyła, że nie zamierza tańczyć do naszej muzyki, w ogóle jest już dorosła i będzie żyła swoim życiem tak, jak uzna za stosowne.

Po tym spakowała swoje rzeczy i wyszła z domu. Byłam przerażona, a mąż swoimi kanałami dowiedział się, że córka wraz ze swoim chłopakiem postanowiła podbić stolicę. To było za dużo. Córka odeszła, nie odbierała telefonów, nawet nie mogła napisać sms-a, że jest zdrowa.

Moja cierpliwość się skończyła, napisałam na policję. Córkę przywieziono do domu. Po trzech dniach uciekła w nieznanym kierunku.

Dzięki Bogu, że znaleźliśmy jej stronę w mediach społecznościowych. Przez nią mogliśmy przynajmniej zrozumieć, że córka żyje. Próbowaliśmy do niej pisać, ale nas zablokowała, po prostu obserwowaliśmy jej życie.

Psycholog doradził nam nie wtrącać się do córki, bo możemy tylko pogorszyć sytuację.

Czekaliśmy około pół roku, kiedy córka w końcu zadzwoniła. Potrzebowała naszej pomocy, przepraszała, płakała. Oczywiście ją wybaczyliśmy i wysłaliśmy pieniądze. Przez tydzień jeszcze rozmawiała z nami, a potem znów zniknęła.

Po kolejnym pół roku przyjechała znowu, płakała, znów przepraszała, znowu ją wybaczyliśmy.

Córka mieszkała z nami miesiąc, potem powiedziała, że „dusi się” tutaj i poprosiła o pieniądze na podróż do stolicy. Oczywiście daliśmy. Pojechała i przez następne siedem lat widziałam ją tylko dwa razy. Ostatnio przyprowadziła do nas nowonarodzoną wnuczkę, niby na jakiś czas.

Nie pytaliśmy, kto jest ojcem, w ogóle nic nie pytaliśmy. Zostawiła nam dokumenty, poprosiła o pomoc z dzieckiem, dopóki nie stanie na nogi. Wnuczka mieszka z nami już cztery lata. Córka więcej się nie pojawiła, tylko dzwoniła.

Przez ten czas córka wyszła za mąż, ale nie mogła zabrać dziecka, mąż nie był gotowy, potrzebował czasu, potem zaszła w ciążę. Dzwoniła do nas tylko wtedy, kiedy potrzebowała pieniędzy.

Nie pyta ani o nasze samopoczucie, ani o własną córkę. I nic konkretnego o swoim życiu nie opowiada. W rzadkich momentach potrzeby naszej pomocy wysyła zdjęcie swojego syna, którego teraz wychowuje z mężem.

Już dawno przestałam cieszyć się, kiedy dzwoni córka. To znaczy problemy, więc potrzebne są pieniądze. Bardzo boli mnie za wnuczką. Nie pamięta i nie zna matki, a tej wszystko jedno. Dawno byśmy przestali pomagać córce, ale boję się, że spróbuje zabrać nam wnuczkę, a tego już byśmy nie przeżyli, a i dziecku nie chcemy psuć psychiki. I tak rośnie bez matki.

Boję się też, że nie będziemy mogli jej właściwie wychować, skoro z jej matką nam się nie udało. Chociaż wszyscy dookoła mnie przekonują, że to nie nasza wina, to ja się boję.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *