Mój mąż żąda ode mnie urodzenia kolejnego dziecka, bo chce mieć syna. “Jeśli ty nie urodzisz, urodzi inna” – tak mi oświadczył

Wyszłam za mąż za Michała w wieku dwudziestu czterech lat. Początkowo wszystko było idealne. Ale po narodzeniu dziecka wszystko się zmieniło.

Ciąża nastąpiła niemal natychmiast. Byłam szczęśliwa, mąż szczęśliwy, rodzice też szczęśliwi – wszyscy niecierpliwie czekali na pojawienie się dziecka. Mnie było obojętne, czy urodzi się chłopiec czy dziewczynka. Ale mój mąż miał inną postawę, potrzebował syna.

“W mojej rodzinie wszyscy mają synów. Mój brat ma już dwóch synów, więc my też będziemy mieli syna” – był przekonany mój mąż.

Ciąża była trudna. Kiedy USG pokazało, że będzie dziewczynka, mąż nie uwierzył, powiedział, że po prostu lekarka nie dostrzegła dobrze. A ja z cichym przerażeniem czekałam na poród.

Urodziła się córka. Mąż przyjął tę wiadomość ponuro. Pogratulował, przyszedł z kwiatami, ale było widać, że jest niezadowolony. Do dziecka nie podchodził, a po miesiącu stwierdził, że chce zrobić test DNA.

“W naszej rodzinie zawsze rodzą się chłopcy”.

Ziemia uciekła mi spod nóg. Zostałam oskarżona o zdradę. Zgodziłam się na test, nie miałam nic do ukrycia. Kiedy potwierdził, że dziecko jest od mojego męża, trochę się uspokoił, nawet przeprosił, ale nadal do dziecka nie podchodził.

A ja tak potrzebowałam pomocy. Lekarze postawili córce kilka złych diagnoz, ale powiedzieli, że wszystko można naprawić, ważna jest cierpliwość. A ta właśnie się kończyła.

Po pół roku byłam na skraju załamania nerwowego. Mąż stał się zdystansowany, problematyczne dziecko nie dawało ani chwili spokoju, sama miałam po porodzie problemy ze zdrowiem, a pomocy nie było skąd oczekiwać. Nawet moja matka musiała wziąć urlop, abym mogła po prostu dojść do siebie. Inaczej doszłabym do kresu.

I w tym wszystkim mąż zaczął rozmowę o drugim dziecku.

“Z córką zdarzył się błąd, to się nie powtórzy. Potrzebujemy syna” – postawił mnie przed faktem mój mąż.

To wywołało u mnie nerwowy śmiech. Jeszcze nie doszłam do siebie po pierwszej ciąży, dziecko jeszcze nie zostało wyleczone ze wszystkich diagnoz, wymaga ciągłej uwagi, a mąż namawia mnie na drugie dziecko. Powiedziałam, że na razie nie jestem gotowa na ten wyczyn.

“A kiedy będziesz gotowa? Za pięć lat? Nie, to za długo, nie zamierzam tyle czekać. Jestem gotów poczekać maksymalnie rok. Ale miej na uwadze, jeśli nie urodzisz mi syna, urodzi inna”.

Te słowa mnie przerażają. Bardzo kocham męża i boję się go stracić, ale też nie chcę wplątywać się w taką awanturę. Nie podołam fizycznie ani moralnie narodzeniu kolejnego dziecka.

“Powinnaś się rozwieść. To nie jest normalne, stawiać takie warunki. Nie jesteś inkubatorem. Poza tym, kto da gwarancję, że tym razem na pewno będzie chłopiec? Zastanów się jeszcze nad tym – teraz nie podchodzi do córki, a co będzie dalej? Wyobrażasz sobie, jak dziecko ma żyć z ojcem, który je ignoruje?” – przekonuje mnie mama.

Rozumiem wszystko. I mama ma rację, i sama czuję, że nie poradzę sobie z kolejną ciążą. Ale tak strasznie boję się zacząć rozmowę z mężem na ten temat. Bo to oznacza, że będzie rozwód, a ja nie chcę zostać bez męża, kocham go. Ale mama ma rację, córce będzie trudno z takim ojcem.

Nie wiem co robić. Jestem zagubiona. Każde wyjście wydaje mi się złe i przerażające.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *