Nie ma sensu wychodzić za mąż. To mówię wam jako ekspertka

Byłam mężatką trzy razy i wszystkie małżeństwa były nieudane. Dziś, mając trzydzieści dwa lata, mogę stwierdzić z pewnością – lepiej żyć samemu. Być wolnym i szczęśliwym jest znacznie łatwiej niż spełniać zachcianki niewdzięcznych mężczyzn.

Mój pierwszy mąż Andrzej był maminsynkiem. Zrozumiałam to po półtora roku, kiedy przeprowadził się do swojej despotycznej matki. Stało się to po tym, jak wyprosiłam ją za drzwi.

Pobraliśmy się, gdy miałam dwadzieścia lat, a Andrzej dwadzieścia siedem. Zamieszkaliśmy w mieszkaniu mojej ciotki, które udostępniła mi na czas studiów z warunkiem, że będę regularnie płacić czynsz i nie dopuścić do opóźnień w płatnościach. Później podarowała mi to mieszkanie, a sama wyjechała za granicę.

Nie pracowałam, studiowałam. Płatne studia w dużym mieście kosztują sporo. Pieniądze wysyłała mi mama z wsi. I słusznie. Uważam, że skoro dali życie, powinni postawić na nogi. Nie zamierzałam dorabiać. Jak to tak, uczę się na pełny etat i jeszcze pracować? Bzdury. Wszystko ma swój czas. Czas na zarabianie pieniędzy lub na zdobywanie wykształcenia.

Andrzej zajmował stanowisko głównego specjalisty w dużej firmie. Zarabiał przyzwoicie. Starczało nam. Dawał mi pieniądze na dojazdy i obiady, a sam opłacał moje osobiste potrzeby: kosmetyki, ubrania, torebki, perfumy…

Po pół roku wspólnego życia dowiedziałam się o swojej ciąży. Pytanie o aborcję nie weszło w grę, było już za późno. Siedemnaście tygodni – nikt się tego nie podejmie. Od tego momentu Andrzej jakby się zmienił. Coraz częściej dzwonił do matki i coraz mniej czasu poświęcał mi.

Z powodu trudnej ciąży musiałam wziąć urlop dziekański i cztery razy leżałam na oddziale patologii ciąży. Mąż odwiedzał mnie co dwa dni, przynosił przysmaki i radził, żebym się nie denerwowała. I oto urodziłam syna. Pierwszego dnia nie mogłam się przyzwyczaić do myśli, że zostałam matką. Nie wiedziałam, jak podejść do dziecka i co z nim robić. Lekarka wszystko szczegółowo wyjaśniła i nauczyła, jak dbać o malucha. Coś podpowiedziały dziewczyny, które rodziły ze mną.

Nadszedł dzień “X” – wypis. Przywitali nas mama, teściowa i Andrzej.

– Co za niespodzianka! – zawołałam, wychodząc z oddziału. – Tak nieoczekiwanie!

Najpierw pocałowałam swoją mamę, potem męża, a następnie teściową. Pielęgniarka wyciągnęła elegancki kopert i chciała go dać Andrzejowi.

– Dajcie mi wnuka, – zauważyłam niezadowolenie w głosie teściowej. – Chcę na niego popatrzeć.

Kobieta posłusznie oddała dziecko babci. Teściowa odsłoniła róg i pochyliła głowę tak nisko, że myślałam,

że go teraz pocałuje z radości. Ale nie. Tego nie było. Co pięć sekund podnosiła oczy na mojego męża i uważnie przyglądała się jego twarzy. Co pięć sekund spuszczała wzrok na wnuka.

– Zupełnie niepodobny, – westchnęła z ogromnym żalem. – Cały w matkę.

Bez słowa skierowała się do wyjścia. My pospieszyliśmy za nią. Matki nocowały u nas. Moja mamusia pomagała kąpać i układać dziecko, a teściowa rozdawała rady i nie dotykała noworodka. Po tygodniu odprowadziłam mamę na dworzec. Wyjeżdżała na Daleki Wschód. Spotkamy się teraz tylko za parę lat.

– Nie chcę mówić nic złego o matce Andrzeja, – w końcu zaczęła mówić o tym, co ją niepokoiło przez ostatnie dni. – Ale Angelina Wiaczesławowna nie zaakceptowała wnuka, i to widać.

– Nie bój się, poradzę sobie, – życie bez mamy nauczyło mnie być silną i nie rozpaczliwa. – Nie obchodzi mnie, co ona tam o mnie myśli, byle Andrzej kochał mnie i syna.

Gdy wróciłam do domu, nie zastałam Andrzeja. Ale teściowa się wykazała: zajęła nasze łóżko bez pozwolenia. Oglądała telewizję i jadła jogurt.

– Nie jemy w łóżku, – zajrzałam do sypialni. – Do tego jest kuchnia.

– Oj! – krzyknęła teściowa i wylała część mlecznego produktu na narzutę. – Przestraszyłaś! Mogłaś zadzwonić, a nie otwierać drzwi swoim kluczem.

– Jestem u siebie w domu, – odpowiedziałam oburzona i zabrałam syna z łóżeczka.

Od tego dnia ogłoszono mi bojkot. Matka Andrzeja przestała ze mną rozmawiać. Komunikowała się tylko z synem.

– Nie trzeba było robić nacisku, że mama jest tutaj tylko gościem, – już poskarżyła się Andrzejowi. – W końcu to moja mama. Swojej byś tak nie powiedziała.

– Moja mama tak nie robi. Nie je w łóżku, – odpowiedziałam. – Jeśli nie pamiętasz, nawet nie usiadła na naszym łóżku. I tak, przyniosła prezenty na narodziny wnuka, w przeciwieństwie do niektórych.

– Poproszę cię, żebyś traktowała moją matkę z szacunkiem, – odpowiedział mąż i odwrócił się na bok. – I ona ma rację, ty ani dnia nie pracowałaś, a stroisz się…

– Ach, no tak! – straciłam nerwy na tle hormonalnym. – Dlatego teściowa patrzy na mnie z góry i zachowuje się tak, jakbym była nikim! Dzięki, że mi to wyjaśniłeś.

Prawdę mówiąc, Angelina Wiaczesławowna nigdy nie pracowała w życiu. Ma trzypokojowe mieszkanie, które odziedziczyła po mężu. Wynajmuje je, i z tych pieniędzy żyje. Ach tak, Andrzej też przekazuje jej całkiem pokaźną sumę co miesiąc. Dowiedziałam się o tym, gdy zaczął dawać mi mniej. Myślę, że jego matka temu sprzyjała.

Wreszcie, po dziesięciu dniach, teściowa nas opuściła i wróciła do swojego domu, na drugi koniec miasta. Po tygodniu Andrzej wyraził chęć odwiedzenia matki, która

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *