Całe swoje życie poświęciłam swoim dzieciom, kochanym córkom. Mój mąż mnie opuścił. Przez wiele lat pracowałam na dwóch etatach, by dzieciom niczego nie brakowało.
Teraz jestem na emeryturze. Moje córki dorosły, zdobyły dobrą edukację i od dawna mają swoje rodziny. Mam już trójkę wspaniałych wnuków. Oczywiście zaoferowałam córkom pomoc w wychowywaniu ich dzieci, bo chcę im pomagać, póki jeszcze mam siły. Teraz mam dużo wolnego czasu, mogę go trochę poświęcić swoim dzieciom i wnukom.
Nie narzekam na brak dziecięcej miłości. Odczuwam wszystkie radości towarzyszące kontaktom z dziećmi: ciągłe spacery, wesołe uśmiechy, śmiech, pocałunki. Bardzo dobrze spędzam czas z wnukami, od nich tyle dobra i pozytywu. Cieszę się również z ich spotkań, słodkich prezentów, pierwszych zabawnych słów, gier, książek. Wiele babć może tylko o tym marzyć.
Moje córki obie pracują, zajmują się swoją pracą, życiem osobistym, spotykają się z przyjaciółkami i kolegami. Czasami wyjeżdżają z mężami na krótkie wycieczki, aby być razem. A ja ciągle siedzę z wnukami: co weekend, latem, kiedy dzieci chcą odpocząć, również przyprowadzają wnuki do mnie.
Wygląda na to, że bawię się z nimi i nie ma czasu na starzenie się. Ale czasami czuję pewną irytację. Chodzi o to, że nawet gdy moje córki mają wolny czas lub weekend, i tak przyprowadzają wnuki do mnie. Czyżby nie chciały spędzić tego jednego wolnego dnia z dzieckiem? Pójść do kina czy do centrum rozrywki dla dzieci, razem zjeść lody czy watę cukrową? To przecież takie ciekawe, wziąć dziecko za rękę i przejść się z nim ulicą, słuchając zabawnych fraz i dziecięcego śmiechu.
Nie kłócę się z córkami w tej sprawie i niczego nie udowadniam. Uwielbiam swoje wnuki. Ale trochę zmęczyło mnie ciągłe bycie z nimi. Czasami wydaje mi się, że już nie mam sił i zdrowia, ale nie chcę narzekać.
Boję się, że dzieci mnie nie zrozumieją i będą na mnie obrażone. Nie wiem, co robić. Ale chciałabym trochę żyć dla siebie, bo lata lecą szybko, a ja już jestem starszą kobietą.
